Lewicowy punkt widzenia
Blog > Komentarze do wpisu

Angielski albo czynsz

Obok zwyczajowej wojny na przecieki, podsłuchy i komisje, wydarzyło się w zeszłym tygodniu coś, co jest bardziej interesujące. Przynajmniej wbrew pierwszemu wrażeniu.

Pracownicy Tesco, po raz kolejny, poszli na wojnę z zarządem swojego pracodawcy. Nie sądzę, aby chcieli to robić - z wypowiedzi wynika, że robią to bardziej z musu niż chęci, choć chęć też jest. Ochotę do bitki ma za to zarząd. Zaś biuro prasowe chyba nie wyrabia, bo od paru dni nie są w stanie odpisać mi na prostego mejla.

W telegraficznym skrócie, sytuacja przedstawia się następująco: Pracownicy Tesco (oczywiście mówimy o tych pracownikach, z którymi zetknął się każdy robiący zakupy) domagają się podwyżek o 300 złotych brutto, do oszałamiającej kwoty 2149 brutto (aktualnie zarabiają 1749 złotych brutto miesięcznie). Zarząd odmawia im podwyżki, tłumacząc, że nie ma na to pieniędzy.

Komentarz rysunkowy

Obrazek wykonany przez Bagienny. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Być może, pracownicy nie domagaliby się podwyżek, gdyby nie fakt, że ostatnio coraz częściej pracują za dwóch albo trzech, co zauważyli nawet liberalni komentatorzy rzeczywistości biznesowej, sugerujący, że może jednak Tesco powinno przyjąć więcej osób do pracy. Podwyżkom, oczywiście, komentatorzy biznesowi mówią stanowcze "nie". Dobrze, że nie domagają się ucinania rąk, podnoszących się na jedynie słuszną władzę prezesów.

Wbrew mojemu sarkazmowi, rozumiem argumenty zarządu, który tłumaczy się brakiem pieniędzy. Ale pieniędzy może brakować z różnych powodów, a wszyscy wiemy, że struktura płac w działających w Polsce firmach, szczególnie dużych, charakteryzuje się nadmierną rozpiętością i jest co spłaszczać bez szkody dla motywowania do awansu.

Z tej rozpiętości wynika, moim zdaniem, niedoszacowanie tzw. pracy niewykwalifikowanej, która bardzo często jest bardziej niezbędna do funkcjonowania firmy (i znacznie bardziej trudna) niż to się wydaje zza słupków, wykresów i biurek. Powiedzmy sobie szczerze - za 1200-1300 złotych można przeżyć tylko i wyłącznie w sytuacji, w której ma się mieszkanie kwaterunkowe bądź odziedziczone, co jest udziałem wcale nie tak dużej liczby osób. I nawet wtedy jest to wegetacja uniemożliwiająca inwestowanie w podnoszenie kwalifikacji (angielski albo czynsz czy jak kto woli zeszyt albo chleb, o to wybory pracowników niewykwalifikowanych chcących swoje kwalifikacje podnosić) czy nawet poważniejsze leczenie w trudnych sytuacjach.

Jeżeli ktoś mi nie wierzy, niech policzy sobie koszty utrzymania samotnej osoby, wynajmującej pokój, chcącej się odżywiać przynajmniej w miarę zdrowo (a nie tylko zupkami chińskimi). Przypominam, że do rzeczy absolutnie niezbędnych wlicza się już zarówno telefon jak i internet.

Z tego niedoszacowania wynika, moim zdaniem, całkiem sporo problemów polskiej gospodarki. Ostatnio pisano o emerytach, którzy brali dla wnuków i dzieci pożyczki, które im teraz zajmują komornicy, wcześniej płakano nad klapą IKE. Przed nieodpowiedzialnością nie chronią, oczywiście, nawet najwyższe dochody (czego doskonały dowód mamy w postaci kryzysu, którego winni zarabiali krocie, ale i tak okazali się być nieodpowiedzialni), ale klapa IKE to już ewidentny efekt niskich dochodów znaczącej części Polaków. To nie jest kwestia braku zainteresowania, to przede wszystkim brak środków, które można byłoby odłożyć.

Dlatego też w pełni rozumiem pracowników Tesco, którzy domagają się, skromnej w sumie, podwyżki. Oni po prostu chcą mieć za co przeżyć. A na to, że będą mogli coś odłożyć, to już chyba stracili nadzieję, inaczej domagaliby się wyższych podwyżek (bo przecież negocjacje skończą się przecież gdzieś w połowie drogi, oby nie skończyły się lokautem, o prawo do którego organizacje pracodawców walczą). Mam jednak do nich pretensje, że nie wskazali wprost, skąd wziąć pieniądze na te podwyżki. A raczej od kogo.

Do następnego,

Intel-e-gent


wtorek, 20 października 2009, intel-e-gent

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: samaia, *.chello.pl
2009/10/21 06:34:55
Problem nierozwiązywalny na gruncie ustroju, jaki mamy. Przy normalnym rynku pracy, nie socjalistyczno-mafijnym, jaki mamy teraz, pracownik Tesco po prostu znalazłby inną, lepszą robotę. Ale też nikt normalnego kapitalizmu nie chce. Wszyscy wolą "dziki", jaki mamy teraz, tzn. socjaldemokrację korupcyjno-biurokratyczną.
-
Gość: , 195.127.59.*
2009/10/21 09:52:53
W tym twoim wymarzonym kapitalizmie, to ci pracownicy byliby juz bez pracy albo strzelalala by do nich policja. Taka jest logika mafijnego liberalizmu do ktorego Polska zmierza.
Pracodawcy robia wszystko by pozbawic pracownikow reszty praw nabytych i niezbednych do ochrony pracownika przed chciwoscia i bezmyslnoscia pracodawcow.
-
2009/10/21 10:01:37
@samaia - a gdzie to niewykwalifikowany pracownik znajdzie tę lepszą robotę??? Żyję od ćwierć wieku w "normalnym kapitaliźmie" i nie słyszałem o takich przypadkach. @gosc - z tę policję strzelajacą do strajkujących to chyba widziałes na filmie z 1932 r.
@autor bloga - a gdzie w tym wszystkim związki zawodowe????
-
2009/10/21 10:20:09
Jestem wykładowcą na czołowej wyższej uczelni. Zarabiam 2000 złotych brutto.

(Nie, nic z tego nie wynika; wskazuję tylko na absurd. Oraz, z całym szacunkiem dla pracowników Tesco, aby być wykładowcą, potrzeba nieco wyższych kwalifikacji. A też bym chciała przeżyć.)
-
Gość: , 195.127.59.*
2009/10/21 10:39:02
widzialem nie tyle na filmie z 1932 ile na filmie o czasach wczesniejszych. ale sadzac z tego co czytam o Polsce to teraz macie tam kapitalizm rodem z wczesniejszych czasow.
Jezeli wykladowca tyle zarabia w Polsce, to dlaczego jeszcze w Polsce nikt zadnej rewolucji nie zrobil? Wykladowaca powinien zarabiac ze dwie srednie krajowe, podczas gdy pracownikowi z Tesco powinno wystarczyc na zycie.
Kurwica mnie bierze jak czytam co sie w Polsce dzieje.
-
2009/10/21 22:46:27
@ samaia

Ja wolę obecny system nazywać kapitalizmem menedżerskim albo neoliberalizmem menedżerskim. Na pewno nie jest to socjalizm, socjaldemokracja również nie. Zawiera dużo elementów dzikiego kapitalizmu w połączeniu z spadkiem socjalnym poprzedniej epoki. Moim zdaniem poprawy nie będzie, póki albo klasa menedżerska nie nauczy się perspektywicznego myślenia albo póki paru jej przedstawicieli nie zawiśnie na latarniach (czy w Polsce czy w innym kraju, wszystko jedno). Ja wolę rozwiązanie pierwsze.

@ gość

Pracodawca jest od tego, by maksymalizować zysk. Byle z pomyślunkiem i bez strzelania sobie w stopę, jak to robią pracodawcy płacący pracownikom mniej niż wynoszą koszty utrzymania (piję tu do dużych korpo, bo to one dyktują cenę pracy, reszta się dostosowuje). I mam nadzieję, że rewolucji nie będzie.

@ pharlap

Związki zawodowe są, na szczęście, tym razem w pozytywnej roli. W Polsce nie można zorganizować strajku nie będąc w związku, więc to związki organizują go. Jednak oznacza to, że naprawdę pracownicy mają dosyć, skoro przełamali strach i związki nie dość, że założyli to jeszcze w nie wstępują (sieci handlowe potrafiły zwalniać z datą wsteczną, podrzucać do szafek "skradzione" przedmioty itp. pracownikom próbującym związki zakładać).

@ erwen

Twoją pensję skomentuję krótko, niezależnie od tego czy wykładasz przedmiot natychmiast niezbędny czy też muzykę dawną - kurwa mać, to jest do dupy niepodobne.

Przepraszam, jeżeli kogoś uraził język.
-
Gość: wojtek, 83.238.120.*
2009/10/22 11:00:24
To oczywiście kpina!
Marże w Tescu sięgają na większości produktów 50 i więcej %.
Koszty są cięte w zasadzie wszędzie i jak się da. Coś o tym wiem, pracownicy nie są wyposażani we właściwą odzież ochronną, dopóty, dopóki się komuś nie stanie krzywda... a to rękę ktoś przetnie na dziale rybnym czy mięsnym bo nie miał rękawic, bo to paleta zmiażdży nogę magazynierowi bo nie miał obuwia z podnoskami...
Ale oczywiście "murzyni" muszą tyrać w pocie czoła, bez wypłacanych nadgodzin na kapitalistyczne pijawki, które transferują z kpiarskim uśmieszkiem większość zysków do Anglii!
I te kapitalistyczne błazny twierdzą, że nie mają 300 zł brutto na podwyżkę dla pracownika w skali tak potężnych obrotów... to jest poprostu rozbój w biały dzień i w majestacie chorego polskiego prawa, dlatego nie robię zakupów ani nie polecam robić w Tesco i jemu podobnych konglomeratach ucisku i wyzysku!
-
2009/10/22 23:44:55
@ wojtek

Marża nie oznacza zysku. Już gdzieś przytaczałem informację o średniej rentowności Tesco. Nie jest ona imponująca. Pytanie ile z tego to koszty płac, a ile to produkcja kosztów ;)

Oczywiście marże mogą i 50% wynosić. Jestem skłonny w to uwierzyć, widziałem i marże po 1000% (zupa czekoladowa w jednym z warszawskich hoteli ;) ).

Cięcie kosztów na zasadzie "wszędzie jak się da, nieważne, że to niebezpieczne" przeraża mnie. Oznacza ratowanie menedżerskich premii za wszelką cenę. I dodatków, takich jak karnety do SPA.

Podejrzewam, że przy całkiem nieznacznym spłaszczeniu struktury płacowej znalazłoby się te 300 złotych brutto na pracownika. A może nawet więcej. Tyle, że zarząd musi chcieć. A nie chce, bo nie odejmie sobie niczego.
-
Gość: wojtek, 83.238.120.*
2009/10/23 09:44:39
Znam dobrze ten mechanizm.
Wskaźniki finansowe kreowane kreatywnie w takim np. Tescu, mogą wręcz wykazać potężne starty, mimo faktycznych krociowych zysków. Ale komu się chce węszyć i sprawdzać to ... kompletny nihilizm panuje w naszych służbach kontrolnych... Państwowa Inspekcja Pracy woli kontrolować sprzedawcę obwarzanków na Rynku Krakowskim niż dobrać się do dupy dużym sieciom handlowym!
Ponadto znam pazerność kadry manadżerskiej w takich sieciach, to naturalne że ze swoich premi nie popuszczą ani złotówki!
Czy ktoś wie jak sprytnie są skonstruowane umowy z dostawcami? Tak naprawdę przecież taka sieć nie ponosi odpowiedzialności za nic, towar po terminie lub zbliżający się do jego końca oraz nierotujący jest odbierany przez dostawców na ich koszt, ponad to sponsorują oni tony kolorowych gazetek i to nie sieć wydaje na nie fortunę!
A tak swoją drogą, skoro takie krociowe marże oraz wpływy z wynajmu dla dzierżawców są takie mizerne w relacji z rentownością, to po cholerę ciągnąć taką"kulę u nogi"? Zwolnić całe towarzystwo i zamknąć taki "great deal"!
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2009/10/23 12:27:13
W kwestii mieszkania kwaterunkowego/komunalnego, mam pytanie. Skąd się bierze niezdrowe przeświadczenie, że czynsz za takie mieszkania jest wręcz symboliczny? Mieszkam w takim i miesięczna opłata za 50mkw. wynosi 836,46. Czy to jest darmo??? Nie wspominając o innych mediach?
-
2009/10/24 11:05:44
@ wojtek

Produkcja kosztów w firmach bywa bardzo dochodowym zajęciem. Duże korpo są oderwane od właścicieli (a w małych firmach produkcja kosztów to upychanie wydatków domowych w kosztach firmy) i zarządzający nimi robią wszystko, aby jak najwięcej pieniędzy zostało do ich dyspozycji.

@ Gość

Czynsze kwaterunkowe/komunalne są mimo wszystko niższe niż koszt wynajmu od osoby prywatnej. Kwota którą płacisz za 50 metrów bywa równoważnikiem połowy mieszkania dwupokojowego. Ogólnie jednak potwierdzasz tylko moją tezę, że aktualnie zmusza się pracowników najniższych szczebli do sprzedawania pracy poniżej faktycznych kosztów jakie muszą ponieść aby być w stanie pracować.

Swoją drogą - Polska to jednak kraj cudów. Olbrzymia liczba ludzi sprzedaje pracę taniej niż kosztuje jej wytworzenie, a jakoś żyją...
-
2009/10/26 09:12:11
@ Gość - iu nikt Cie nie zmusza, abyś porzucał swoje miejsce zamieszkania i emigrował, a tym samym nie będziesz musiał wynajmować mieszkania. Nie o tym pisałem.
-
Gość: wyjetyzpodprawa, *.metrointernet.pl
2009/10/28 12:55:00
@autor bloga - a gdzie w tym wszystkim związki zawodowe????
Postaram sie na to pytanie odpowiedzieć.
Pracuję w firmie jednej z większych w swojej branży. Tutaj przewodniczący związku postanowił że jego kadencja będzię dożywotnia (to nie żart) i nie ogłasza wyborów, już 18 lat. Pracownicy w tym czasie potracili wszystko co można było stracić, pozostała goła wypłata. Za przywilej pracy w nadgodzinach gotowi zrobić najgorsze świństwo koledze.

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery