Lewicowy punkt widzenia
Blog > Komentarze do wpisu

Zabawy Powstaniem

Chciałem, bardzo chciałem zignorować to co dzieje się wokół kolejnych rocznic Powstania. Dla mnie, warszawiaka i osoby, której dziadkowie Powstanie oglądali z różnych perspektyw (w tym bardzo nieprzyjemnych) to temat trudny i mało przyjemny. Jednak fundowaną nam przez polityków od lat szopkę trudno jest ignorować, gdy widzi się jej skutki. A szczególnie skutki propagandy "Powstania". 

Oto jadę sobie tramwajem koło Muzeum PW i wsiada tam sobie matka z trójką przeszczęśliwych i podekscytowanych dzieci. Dzieci, które zaczęły głośno sobie opowiadać, że "Powstanie to musiała być fajna zabawa". Mina matki świadczyła, że niekoniecznie się zgadza ze swoimi latoroślami, ale historię Powstania zna tylko z ekspozycji i brak jej argumentów (widać rzeź Woli nadal nie jest mocno eksponowana). Przyznam, że ciut nie zalała mnie zła krew. 

To był ten moment, w którym życzę dyrekcji Muzeum oraz przede wszystkim politykom pomagającym kreować mit moralnie zwycięskiego Powstania (a także wszystkim tzw. rekonstruktorom radośnie chodzącym w przebraniach z epoki), żeby ich zabawy Powstaniem zakończyły się podróżą w czasie. Żeby mogli poczuć się poczuć w pełni moralnymi zwycięzcami. Żeby przeszli to co moja babcia, która trafiła w sam środek Powstania i do końca była sanitariuszką, by potem przejść przez Pruszków. Albo żeby chociaż przeszli to co mój dziadek, który stał na drugim brzegu Wisły i zaciskał bezsilnie pięści patrząc na płonącą stolicę (nie trzeba było mu żadnych oficerów politycznych, by formułował odpowiednie słowa pod adresem nieodpowiedzialnych dowódców AK). Jakby się ci wszyscy mitotwórcy pobabrali w kanałach, powalczyli VISem z Tygrysem, to może by coś do nich dotarło. Może coś się zmieniło. Może przestaliby używać Powstania do wycierania sobie pysków z własnych kłamstw, oszustw i małostkowych intencji. 

Pamiętać o Powstaniu trzeba. Mam tę pamięć wrytą w siebie i nawet ucieczka do Łodzi przed tą całą szopką, jaka narosła wokół, tego nie zmieniła. Pamiętam te wille i kamienice zryte kulami, które znaczyły szlak moich spacerów z dzieciństwa. Pamiętam, co mi o Powstaniu opowiadali rodzice w latach 80-tych. Pamiętam Godzinę "W" wtedy, gdy o 17:00 Warszawa też zastygała w bezruchu. Bo zastygała. Bo pamiętała. Ale wtedy pamiętała o tych bezimiennych, pomordowanych i wytraconych w tym wielkim, bohaterskim i bezsensownym strategicznie i politycznie zrywie. 

Pamiętajmy, jak było. Nie pozwalajmy się bawić Powstaniem. Żeby ofiara tych bezimiennych mieszkańców Warszawy, niewinnych ofiar bezwzględnej zbrodni niemieckiego okupanta i zbrodniczej nieudolności tak wojskowej, jak i politycznej dowódców Powstania nie poszła na marne. 

Pamiętajmy o Powstaniu tak, by nigdy go nie powtarzać. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

wtorek, 02 sierpnia 2016, intel-e-gent

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/08/27 16:59:05
Interesujący wpis. Pozdrawiam serdecznie!
Kacprzak

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery