czwartek, 19 listopada 2009
W odpowiedzi Racjonalistom. To dziwne, ale tymczasem tylko posłowie PiS poczuwają się do zajęcia korespondencją od Wyborców.
środa, 18 listopada 2009
Kraj powoli opanowuje paniczny lęk przed grypą, choć na razie nie stwierdzono, aby śmiertelność była znacząco wyższa niż zazwyczaj. Media mają używanie, a ja parę pytań do minister Kopacz.
wtorek, 17 listopada 2009
Po dwóch dniach trwania akcji wysyłania protestu do prezydenta, mogę śmiało stwierdzić, że udało się osiągnąć umiarkowany sukces. Miarą tego sukcesu jest ponad 4000 podpisów pod listem (mojego autorstwa, że tak się pochwalę). Te cztery tysiące podpisów, to w znaczącym stopniu sukces poczty pantoflowej, gdyż zainteresowanie mediów tą sprawą nie istnieje. Wedle tego co wiem, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów powiadomiło wszystkie liczące się media w kraju o tym co się dzieje i... Cisza. A przecież nie każdego dnia (a nawet tygodnia) zdarza się, że obywatele zbierają się do kupy i protestują przeciwko lekceważeniu prawa przez prezydenta, czy szerzej, przez najwyższe władze w państwie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że prezydent zlekceważył swoim wystąpieniem obowiązującą Konstytucję, mimo iż już znalazłem w sieci egzegetów, którzy zasłaniają prezydenta preambułą do Konstytucji. Przypomnę, że mówiąc, że "nikt w Polsce nie przyjmie do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży", prezydent zlekceważył przynajmniej dwa artykuły Konstytucji RP. I nie mam zamiaru, w tym momencie, rozstrzygać (i to mnie różni od PSR) czy krzyże mogą znajdować się w szkołach publicznych czy nie (moim zdaniem nie mogą, podobnie jak jakikolwiek inny symbol religijny bądź ideologiczny - żadnych krzyży, półksiężycy, czerwonych gwiazd itp., tylko godło i flaga państwowa, względnie unijna). To nie jest w tym momencie istotne. W tym momencie, zaistniałym po słowach prezydenta istotne jest to, czy głowa państwa może lekceważyć prawo, którego jest najwyższym strażnikiem! Jako obywatele nie możemy pozwolić na to, aby Nasze państwo psuło się od głowy. Tak, wiem jaka jest potoczna opinia. Wiem, że większość uważa, że Polska jest przeżarta korupcją i prywatą. Ale to my, pozwalając na lekceważenie prawa, na bezkarne lekceważenie prawa przez prezydenta, premierów, posłów itp. pozwalamy na to, aby się psuło. Jeżeli nie będziemy protestować w tak oczywistych sytuacjach, to na co w efekcie pozwolimy? Cieszy fakt, że kilku tysiącom osób się chciało podpisać list. Jednak są ludzie, którym nie jest wszystko jedno. Ba, myślę, że w imieniu swoim i sygnatariuszy mogę śmiało powiedzieć, że NAM NIE JEST WSZYSTKO JEDNO. Do następnego, Intel-e-gent
niedziela, 15 listopada 2009
Pisząc w środę emocjonalną notkę krytykującą prezydenta, nie spodziewałem się, że jedno zdanie napisane przez zwolenniczkę idei usunięcia katechetów ze szkół uruchomi proces, który doporowadzi do powstania listu do prezydenta, pod którym podpisać może się każdy. List do prezydenta można wysłać ze strony, na którą przejdzie się klikając w to zdanie. Zaangażowałem się w ideę protestu przeciwko temu co prezydent powiedział, gdyż uważam, że nie można puszczać płazem zachowań jawnie naruszających ducha Konstytucji. Dlatego też, można powiedzieć, że włączam tę akcję w akcję Renegocjujmy Konkordat. Po pierwszych dwóch godzinach mogę stwierdzić, że będzie się działo. Już wysłało list 100 osób. Niby niewiele, ale to i tak oznacza, że jutro rano pracownicy Kancelarii Prezydenta będą mieli niezłą zagwostkę. A media mogą się wstydzić - mimo burzy na blogach (naliczyłem w pewnym momencie z setkę różnych blogów piszących o tym co powiedział prezydent), media milczą jak zaklęte, przytaczając najwyżej co powiedzieli o tym politycy SLD. Żaden publicysta nie napisał, że prezydent naruszył ducha Konstytucji, że być może powinien za te słowa ponieść konsekwencje. Cisza, wszyscy milczą. Wolą kopać leżącego, czyli SLD. Jeżeli nie jest Wam obojętna idea państwa prawa - podpiszcie się. Do następnego, Intel-e-gent
Pobierajcie formularz, wypełnijcie go ze znajomymi (w bocznej szpalcie znajdziecie tenże formularz). Reklamujcie akcję na swoich blogach, w swoich sygnaturkach poprzez wklejenie bannerka, którego kod macie poniżej :) <a href="http://lewysierpowy.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?545136"><img src="http://lewysierpowy.blox.pl/resource/konkordat_logo_150x72.png" /></a> Gniewem i przerażeniem zareagowałem na słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane w Dniu Niepodległości. Lech Kaczyński jasno wskazał, że jego zdaniem w Polsce nie są istotne prawa obywatelskie i tolerancja. Przekaz był jasny - w Polsce tylko katolicyzm może liczyć na posiadanie praw, względnie inne wyznania posługujące się krzyżem. Przypomnijmy sobie słowa innej głowy naszego państwa - "nie będę królem waszych sumień", wypowiedziane w jakże innych okolicznościach, gdy można było się spodziewać, że władca chwyci za miecz i będzie pilnował prawomyślności poddanych. Nawet sto lat później trzeba było oskarżenia o zdradę, aby pozbyć się z Polski Arian. Dzisiejsi władcy Polski roszczą sobie jednak chyba prawo do rządzenia sumieniami obywateli. Fakt, że nie jesteśmy już poddanymi, nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. Najdobitniej dał znać o tym Lech Kaczyński, ale i Donald Tusk mu nie ustępuje podwijając ogon przy każdym znaku dezaprobaty ze strony Episkopatu Polski. Cierpią na tym nie tylko ludzie innego niż katolickie wyznania, cierpią na tym również katolicy, których symbol staje się symbolem opresji i łamania prawa. Co nikomu myślącemu podobać się nie może.
Co się stało z Polakami i z Polską, która była niegdyś niemalże ziemią obiecaną dla prześladowanych? Proces odwrotu tolerancji zaczął się gdzieś za panowania Zygmunta III Wazy i, z różnym natężeniem, przebiegał aż do panowania Stanisława Augusta, który podjął nieudaną próbę odwrócenia go. Potem przyszły zabory i nagle, choć nie znikąd, pojawił się stereotyp Polak=katolik. Przyczyną była, rzecz jasna, polityka zaborców (Rosji i Prus), którzy próbowali ujednolicić swoje państwa. Nie można, rzecz jasna, powiedzieć, że Kulturkampf był wymierzony w polskość (bo był walką z katolicyzmem), ale dla nas taki był skutek. Podobnie było z polityką Rosji, stąd odreagowanie, które możemy prześledzić w polityce religijnej II RP. Do wzrostu nietolerancji przyczyniła się też polityka wczesnych lat Polski Ludowej, gdy władza próbowała podporządkować sobie Kościół względnie wygrać "rząd dusz". Późniejsza zmiana polityki na coraz łagodniejszą i ugodową (mimo głośnych akcji przeciwko Kościołowi) nie zmieniła postrzegania władz PRL jako walczących z Kościołem, co zapewniło Kościołowi pozycję zaufanego pomocnika dla wszelkiej opozycji. Przyczyniło się to do poczucia tryumfu w Kościele po 1989 roku i udanych prób włączenia teologicznych stwierdzeń do prawa państwowego (aborcja). Podobnie stało się z przerzuceniem na państwo kosztów katechizacji i odzyskiwaniem rzekomo utraconego przez Kościół majątku. Z drugiej strony, do poprawy stanu tolerancji z pewnością nie przyczynili się agresywni przeciwnicy Kościoła, którym również zdarzały się próby narzucania swoich przekonań ogółowi obywateli. Obecnie mamy taką sytuację, w której Rzeczpospolita ignoruje własne zobowiązania do zachowania bezstronności władz publicznych i nie zmuszania obywateli do uczestnictwa w praktykach religijnych i nie tylko dopuszcza do sytuacji, w której w instytucjach publicznych (szkoły, przedszkola) eksponowane są symbole religijne, a osoby związane z tymi instytucjami zmuszane są do uczestniczenia w praktykach religijnych. Gdzieś zgubiliśmy umiejętność wypośrodkowania i szacunek dla innych. Dla mnie pewne jest jedno. Teraz jest czas na ruch Kościoła, który powinien sam się opamiętać i sam zdjąć krzyże z miejsc, w których być ich nie powinno. I najlepiej, aby Kościół zrobił to nim zostanie do tego zmuszony. Zapraszam do dyskusji "Co się stało z naszą tolerancją religijną?" na blogu Debata.
środa, 11 listopada 2009
Prezydent jest najwyższym urzędnikiem RP. Głową Państwa. I powinien pamiętać, że obowiązuje go Konstytucja. Lech Kaczyński udowodnił dziś, że nie ma pojęcia czego jest prezydentem. Bo na pewno nie RP.
Uwaga, wpis zawiera słowa powszechnie uznane za obelżywe.
Święto Niepodległości, 11 dzień listopada każdego roku. Co roku taka sama smętna radość i co roku zalew materiałów o Piłsudskim, z wyjątkiem czasu gdy ministrem był Roman Giertych i zalała nas fala materiałów o Romanie Dmowskim. Nie chcę się czepiać, ale gdzieś nikną w tym wszystkim inni - Ignacy Daszyński, Wincenty Witos, Ignacy Paderewski czy Wojciech Korfanty... na pewno o kimś zapomniałem. Ja wiem, 11 listopada 1918 roku przekazano władzę w Polsce byłemu terroryście z Polskiej Partii Socjalistycznej Józefowi Piłsudskiemu. Zrobiono tak, bo był jedyną akceptowalną przez wszystkich osobą. Albo, po prostu, osobą którą dało się jakoś strawić mimo niechęci. Rodzące się państwo już wtedy trawił znany nam rak kłótni i pustych sporów. Niemniej udało się je przezwyciężyć. Mało kto pamięta, że 11 listopada stał się świętem dopiero po śmierci Piłsudskiego, który pomiędzy 1918 rokiem a dniem swojej śmierci zdążył jeszcze wygrać wojnę z bolszewikami (i wygrać Bitwę Warszawską, niech endecy przestaną wreszcie bajdurzyć o cudzie, bo to Piłsudski ten manewr wymyślił) i zostać średnio okrutnym dyktatorem. Fakt, że był dyktatorem nie umniejsza jego zasług. Czy aby na pewno jednak 11 listopada jest właściwą datą? Patrząc na daty - nie. 7 listopada 1918 powstał pierwszy rząd RP, tak zwany Rząd Lubelski (teraz źle się kojarzy...). I to ten dzień należałoby, w zasadzie, uznać za datę odzyskania niepodległości przez Polskę. Zmiana jednak nie ma sensu, gdyż 11 listopada wrósł w polski kalendarz niczym 1 maja. Warto jednak, aby pamiętać o tym, że ten dzień, to tylko symbol, a nie fakt. Podobnie jak to, że II RP to nie tylko Gdynia i COP, ale także 10 osób mieszkających w jednym pokoju i głodujący ludzie. Nie wszystko nam wtedy wyszło. Podobnie jak teraz. Przynajmniej jednak próbowaliśmy... Do następnego, Intel-e-gent
czwartek, 05 listopada 2009
Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że krzyże w szkolnych salach naruszają prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami oraz wolność religijną. To orzeczenie wywołało burzę we Włoszech, których sprawa dotyczyła, jak i u nas, gdzie krzyże w szkolnych klasach wiesza się wyżej od państwowego godła. Z jednej strony sypią się gromy, a z drugiej głosy poparcia. A chwilami, w zacietrzewieniu, zapomina się o tym, że Trybunał nie miał najmniejszego zamiaru wszczynać żadnej religijnej czy antyreligijnej krucjaty. Orzeczenie ETS stwierdza po prostu, że prawa obywateli należy szanować. Szczególnie w miejscach publicznych. Jesteśmy krajem, w którym Kościół umieścił krzyże wszędzie gdzie się dało. W szkołach, aptekach, urzędach pocztowych, szpitalach. Pamiętam, jak na początku lat 90 umieszczanie krzyży w szkolnych salach budziło sprzeciwy, które rozbijały się o mur bezwzględnej obojętności. Młodzież szybko uczyła się, że państwo nie szanuje własnych zobowiązań wobec obywateli. Ówczesna młodzież to dziś ludzie, którzy zajmują średnie szczeble hierarchii w firmach i urzędach. To oni decydują o szczegółach, podczas gdy ci, którzy byli wtedy tak bezwzględnie obojętni decydują o ogółach, zajmując stanowiska najważniejsze. Czy może więc nas dziwić sytuacja, w której mało kto szanuje prawa obywatelskie? Konstytucja Rzeczypospolitej gwarantuje nam wolność sumienia i prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnym sumieniem. W szkolnych klasach wiszą krzyże, które są jawnym znakiem, że każdego dnia w tysiącach polskich szkół te prawa są łamane. I większość z nas ma to, za przeproszeniem, w dupie, nie kojarząc faktu, że wiąże się to z tym, że lada moment utrudniony zostanie dostęp do in vitro, że zakazane jest robienie sztucznych poronień, a prawo stanowiące, że szkolnictwo ma zapewniać również edukację seksualną jest martwe. A rząd ignoruje potrzeby obywateli w tej materii zajęty na przemian uspokajaniem biskupów i walką o przetrwanie w brutalnym zwarciem z bliźniaczą partią. Każdego dnia młodzież uczy się, że prawa stanowione przez Rzeczpospolitą nie znaczą nic, jeżeli tak życzy sobie Kościół. Młodzież widzi, że Kościół jest silny i wyciąga z tego jedynie słuszny wniosek, że w tym kraju silny może ignorować prawo. Co z tej młodzieży wyrośnie? Orzeczenie Trybunału nie jest sygnałem do krucjaty w jedną bądź drugą stronę. Jest wołaniem o szacunek dla praw obywatelskich i wyrazem troski o ich przestrzeganie. Włosi będą musieli sobie z tym teraz poradzić i, zapewne, dojdzie do powolnego usuwania symboli religijnych ze szkół publicznych (pozostaje mieć nadzieję, że nikt nie będzie usuwał ich na siłę ze szkół prywatnych). Polsce też by się przydało takie działanie. Nie tylko większość chce, aby jej prawa i uczucia były szanowane. Nie popadajmy jednak w przesadę. To, że w Polsce krzyże należy usunąć ze szkół i urzędów (oczywiście publicznych) nie oznacza, że nagle należy zakazywać procesji czy pielgrzymek. Po prostu oznacza to, że większość (czyli katolicy) musi nauczyć się szanować prawa mniejszości. I, szczerze mówiąc, wolałbym, aby to ze strony Kościoła wyszła inicjatywa usuwania krzyży ze szkół i urzędów publicznych. Czas na to, aby Kościół wyciągnął rękę do społeczeństwa nie tylko po pieniądze, ale w geście pojednania. Po drugiej stronie mało kto chce bowiem wojny. Większość niekatolików chce tylko przestrzegania zapewnionych konstytucyjnie praw. Wyciągnijmy więc wnioski z włoskiej lekcji i zadbajmy o to sami, bez interwencji z zewnątrz. Zapraszam do dyskusji na ten temat na blogforum Debata Poprawność polityczna w cieniu krzyża
środa, 04 listopada 2009
|
Zakładki:
Akcję "Renegocjujmy Konkordat" popierają
Debata
Pobierz petycję i formularz
Zaglądam i polecam
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||