Lewicowy punkt widzenia
wtorek, 02 sierpnia 2016

Chciałem, bardzo chciałem zignorować to co dzieje się wokół kolejnych rocznic Powstania. Dla mnie, warszawiaka i osoby, której dziadkowie Powstanie oglądali z różnych perspektyw (w tym bardzo nieprzyjemnych) to temat trudny i mało przyjemny. Jednak fundowaną nam przez polityków od lat szopkę trudno jest ignorować, gdy widzi się jej skutki. A szczególnie skutki propagandy "Powstania". 

Oto jadę sobie tramwajem koło Muzeum PW i wsiada tam sobie matka z trójką przeszczęśliwych i podekscytowanych dzieci. Dzieci, które zaczęły głośno sobie opowiadać, że "Powstanie to musiała być fajna zabawa". Mina matki świadczyła, że niekoniecznie się zgadza ze swoimi latoroślami, ale historię Powstania zna tylko z ekspozycji i brak jej argumentów (widać rzeź Woli nadal nie jest mocno eksponowana). Przyznam, że ciut nie zalała mnie zła krew. 

To był ten moment, w którym życzę dyrekcji Muzeum oraz przede wszystkim politykom pomagającym kreować mit moralnie zwycięskiego Powstania (a także wszystkim tzw. rekonstruktorom radośnie chodzącym w przebraniach z epoki), żeby ich zabawy Powstaniem zakończyły się podróżą w czasie. Żeby mogli poczuć się poczuć w pełni moralnymi zwycięzcami. Żeby przeszli to co moja babcia, która trafiła w sam środek Powstania i do końca była sanitariuszką, by potem przejść przez Pruszków. Albo żeby chociaż przeszli to co mój dziadek, który stał na drugim brzegu Wisły i zaciskał bezsilnie pięści patrząc na płonącą stolicę (nie trzeba było mu żadnych oficerów politycznych, by formułował odpowiednie słowa pod adresem nieodpowiedzialnych dowódców AK). Jakby się ci wszyscy mitotwórcy pobabrali w kanałach, powalczyli VISem z Tygrysem, to może by coś do nich dotarło. Może coś się zmieniło. Może przestaliby używać Powstania do wycierania sobie pysków z własnych kłamstw, oszustw i małostkowych intencji. 

Pamiętać o Powstaniu trzeba. Mam tę pamięć wrytą w siebie i nawet ucieczka do Łodzi przed tą całą szopką, jaka narosła wokół, tego nie zmieniła. Pamiętam te wille i kamienice zryte kulami, które znaczyły szlak moich spacerów z dzieciństwa. Pamiętam, co mi o Powstaniu opowiadali rodzice w latach 80-tych. Pamiętam Godzinę "W" wtedy, gdy o 17:00 Warszawa też zastygała w bezruchu. Bo zastygała. Bo pamiętała. Ale wtedy pamiętała o tych bezimiennych, pomordowanych i wytraconych w tym wielkim, bohaterskim i bezsensownym strategicznie i politycznie zrywie. 

Pamiętajmy, jak było. Nie pozwalajmy się bawić Powstaniem. Żeby ofiara tych bezimiennych mieszkańców Warszawy, niewinnych ofiar bezwzględnej zbrodni niemieckiego okupanta i zbrodniczej nieudolności tak wojskowej, jak i politycznej dowódców Powstania nie poszła na marne. 

Pamiętajmy o Powstaniu tak, by nigdy go nie powtarzać. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Prezydent Duda ponownie udowodnił, że umie się podpisać i zgodził się na wysyłanie polskich żołnierzy na Bliski Wschód. Wojsko Polskie ma tam, rzekomo, wspierać walkę z Daesh (aka ISIS). Jednak z ust szefa MON mogliśmy usłyszeć, że zadanie naszych wojaków będzie troszeczkę inne. 

Antoni Macierewicz powiedział był - "Myślę, że nikt z państwa nie zakwestionuje potrzeby szkolenia tych żołnierzy, którzy bronią ludności chrześcijańskiej w Syrii czy Iraku". No niby racja, ale... 

W świat idzie komunikat, że Polska dzieli ludność cywilną regionu na wartą chronienia (chrześcijanie) i tę, której chronienie jest warte mniej (reszta). Co prawda świetnie wpisuje się to w narastającą powoli falę prześladowań osób pochodzenia bliskowschodniego (lub z krajów Maghrebu) w Polsce, ale jakoś ni chrzan nie pasuje mi do jakiejkolwiek sensownej polityki zagranicznej czy ewentualnych celów naszych zachodnich (wciąż) sojuszników, którzy generalnie stawiają sobie za zadanie zniszczenie Daesh (zadaniem bonusowym jest zakończenie wojny w Syrii i okolicach) bez specjalnego rozróżniania ludności cywilnej na wartą i niewartą ochrony. 

Tymczasem Polacy posyłają oszałamiającą ilość 200 żołnierzy i 4 samoloty i rozgłaszają przy tym, że skupią się przede wszystkim na ochronie miejscowych chrześcijan. A co z niewinnymi muzułmanami? Jazydami? Alawitami? A nie, ci ostatni wspierali/ją Asada, to pewnie według niezdrowej logiki ministra obrony narodowej zasłużyli na swój los. 

Nie zamierzam, rzecz jasna, zaprzeczać, że w tamtym rejonie chrześcijanie są prześladowani. No są, ale nie są jedynymi ofiarami wojny. A jeżeli chcemy wspomóc proces pokojowy w tamtym rejonie, to antagonizowanie poprzez dzielenie ludzi na wartych naszej pomocy bardziej i mniej jest bezsensowne. Poza tym, jak tam chłopaki z powietrza odróżnią religię ludzi uciekających z jakiegoś miejsca? 

Oczywiście, to co mówi szef MON niekoniecznie musi być wyznacznikiem polityki zagranicznej rządu, ale w świat poszło i ktoś może na to uwagę zwrócić i zwiększyć ryzyko ataku terrorystycznego w Polsce. 

Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że rządowi PiS właśnie o to chodzi. Wystarczy bowiem jeden udany zamach, by można było wprowadzić jeszcze gorącą ustawę antyopozycyjną, znaczy antyterrorystyczną i zamykać opozycjonistów, znaczy terrorystów, do więzień nie przejmując się sądami. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

13:39, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Z zainteresowaniem przyglądam się sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, w którym strajkują pielęgniarki, domagające się zarówno podwyższenia płac, jak i zwiększenia ilości personelu pielęgniarskiego. Wydawałoby się, że ten strajk, bagatelizowany po wielkopańsku przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła (z tych Radziwiłłów, co to wielokrotnie zdradzali i sprzedawali Polskę) powinien być wodą na młyn opozycji. Tymczasem poza nieśmiałymi próbami Partii Razem i jeszcze bardziej nieśmiałymi szeptami z innych lewicowych partii, w tym SLD, opozycja nie robi nic. 

A coś z tym trzeba zrobić i to pilnie, bo pielęgniarek już jest za mało, a młodzi ludzie do zawodu się nie garną (bo skoro tyle samo można zarobić na kasie w dyskoncie, to po jaką cholerę kończyć trudne studia i brać na siebie odpowiedzialność za ludzkie życie?). 

Pielęgniarki w całej Polsce  powinny, moim zdaniem, odejść od łóżek pacjentów. Niech przez te parę dni pozajmują się nimi dobrze już opłacani lekarze (którym troszeczkę się już w d...ach poprzewracało, niestety), którzy dzięki temu natychmiast poprą postulaty białego personelu (oraz może nauczą się pobierać krew ;) ). Po prostu, po latach ignorowania sytuacji, która sprawia, że zmierzamy ku katastrofie w opiece zdrowotnej, czas wreszcie wziąć się za uzdrawianie sytuacji. Pielęgniarki powinny zarabiać więcej. powinno być ich więcej, bo jest to w interesie każdego pacjenta. 

O tym, że lekarze powinni dobrze zarabiać już wiemy. Teraz czas na pielęgniarki, nim jeszcze jakieś mamy. Za kilka lat będzie za późno. Choć, biorąc pod uwagę cykl kształcenia, już jest. 

Dlatego pytam - czemu jeszcze nie ma ogólnopolskiego strajku pielęgniarek? 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

14:01, intel-e-gent
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 kwietnia 2016

Kolejny już raz Polki i Polacy wylegli całkiem tłumnie na ulice, by oprotestować pomysły zaostrzenia i tak drakońskiego prawa antyaborcyjnego. Biskupi i prawicowi politycy uznali bowiem, że dobrym pomysłem jest jeszcze bardziej upokorzyć kobiety w trosce o płody. Ponieważ niemal każdego może dotyczyć sytuacja, w której dowie się, że oczekiwane dziecko może urodzić się z olbrzymim upośledzeniem i ze względów medycznych lepiej jest usunąć ciążę, to nie dziwi fakt, że całkiem znacząca część społeczeństwa po prostu się wnerwiła.

Powodów do zdenerwowania jest zresztą więcej. Gmeranie przy aborcji dotyczy bowiem sprawy dotyczącej sfery bardzo intymnej. Decyzja o tym, czy chce się mieć dziecko czy nie, należy (przede wszystkim) do kobiet, ale także do ich partnerów. I nikomu nic do tego, bo to nie nasza sprawa, czy ktoś chce, czy nie chce mieć dzieci. A szczególnie dzieci chorych czy pochodzących z gwałtu.

Podobnie jest w sytuacji, w której kobieta ma wybór - albo zdrowie, albo dziecko. To jest jej decyzja i jakąkolwiek podejmie, powinniśmy to uszanować. To naprawdę nie jest sprawa Kościoła czy bandy bojących się kobiet mizoginów. A wycieranie sobie przez nich twarzy rzekomą troską o płody jest naprawdę obrzydliwe. Troszczą się o nie bowiem tylko do momentu narodzin, potem już ich nie obchodzą - ani sieroty po matkach zamordowanych przez zakaz aborcji, ani upośledzone dzieci, ani dzieci, których nikt nie kocha.

Pamiętajmy też, że są sytuacje, w których zakaz aborcji jest, po prostu, morderstwem. Są terapie, podczas których ciąża oznacza konieczność wyboru między ratowaniem człowieka, a podtrzymywaniem ciąży (bez gwarancji, że matka dożyje porodu). To są sytuacje, które wymagają wolnej, nie przymuszonej decyzji. Ale nie, tchórzliwi mizogini chcą zmuszać każdego do takiej samej decyzji, nie oglądając się na konsekwencje. To nie oni jednak pójdą na pogrzeb matki dwójki dzieci, która musiała umrzeć, by był cień szansy na urodzenie trzeciego. Dla biskupów i reszty tego tchórzliwego mizoginistycznego tałatajstwa liczy się tylko płód. Także dlatego, że płód nie powie im "przestańcie sobie wycierać mną twarz".

Bojące się kobiet towarzystwo wzajemnej masturbacji płodami, mówi przy tym, że "kompromis" przestał wystarczać. Panowie, wy sobie mord kompromisem nie wycierajcie. Ustawa z 1993 roku nie była żadnym kompromisem, tylko narzuconym społeczeństwu dyktatem, który nazwaliście kompromisem, bo tak brzmiało ładniej (była to też demonstracja techniki zwanej "stopą w drzwiach", jej dalszy ciąg obserwujemy teraz). Kompromisem byłaby sytuacja, w której nikt nie grzebał w ówczesnym prawie, a nikt nie zwraca uwagi co też sobie w kościołach na temat aborcji mówicie, póki nikogo nie obrażacie i nie zniesławiacie.

Kompromis między prawem religijnym a świeckim polega bowiem na tym, że prawo państwowe nie zabrania stosowania się w życiu do norm religijnych, a prawo religijne nie jest narzucane ogółowi obywateli. Odmienną sytuację możemy obserwować w niektórych krajach, w których religią dominującą jest islam. Ale tam do małżeństw zmuszane są dzieci w wieku, w którym u nas chronione są wciąż przez prawo (już nawet księża nie są bezkarni). Powiedzmy sobie wprost - nie ma większej różnicy między tym co robią fundamentaliści islamscy u siebie, a tym co próbuje nam zaserwować banda tchórzliwych mizoginów.

Przepisy proponowane przez antyaborcyjnych fanatyków, to nic innego jak znęcanie się nad ludźmi. Fanatycy chcą, by rodziły ofiary gwałtów (ciekawe, jak to będzie, jeżeli gwałcicielem będzie uchodźca? ;) ), chcą by rodziły kobiety chore, ryzykujące własnym zdrowiem i życiem.

Chcą też, by każdy był zmuszony do tego, by rodziły się dzieci chore, upośledzone, których narodzin i męczarni (a także męczarni ich rodziców) można było uniknąć. W życiu zdarza się, że niektórzy decydują się na takie dzieci i dzielnie radzą sobie z przeciwnościami losu. Ale nikogo, NIKOGO nie można zmuszać do bycia bohaterem.

Zresztą, w obecnych okolicznościach, to odważenie się na aborcję jest bohaterstwem.

Dziewuchy, chłopaki, nie zgadzajcie się, by ktokolwiek zaglądał Wam pod kołdry. Wasze życie jest Waszą sprawą. I nie pozwalajcie też bandzie hipokrytów na wycieranie sobie obłudnych mord płodami.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

 

Tagi: aborcja
22:29, intel-e-gent , Aborcja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 marca 2016

Po ataku teczkami na Wałęsę, którego bronić nie zamierzam (jego zasługi z lat 80-tych bronią się same, a faktu, że był fatalnym prezydentem też to nie zmieni), mamy następny etap zmieniania przeszłości przez pisowskich propagitatorów. Siedzącego pod spódnicą Jarka K. zamienia się, wraz z bratem, w nieledwie największych bohaterów opozycji anatypeerelowskiej. Posuwana do granic absurdu argumentacja i naciąganie faktów obala się jednak sama, szczególnie w świetle wcześniejszych argumentów dotyczących "agentów", którzy PiSowi nie pasują. 

Propisowscy propagitatorzy zawsze twierdzili, że w działaniach aparatu bezpieczeństwa PRL nie było przypadków. Z publikacji dotyczących Bolka i innych wyłaniał się obraz wszechogarniających, mrocznych i zabójczych służb. Tymczasem, gdy dochodzi do konieczności zmierzenia się z faktem, że Jarka K. nikt nie internował, ani nawet nie zatrzymał na dłużej (a represje zawodowe ograniczyły się do tego, że biedactwo musiał wydawać książki w BUW-ie, no skandal), to nagle dowiadujemy się, że brak internowania to był "przypadek". Przynajmniej tak twierdzą publicyści "wSieci", których nazwiska litościwie pominę. A pominę dlatego, że argumentacja jakoby MO i SB interesowały się Jarkiem K., ale przypadkiem go nie internowały nie trzyma się kupy. Szczególnie, gdy przywoła się argumenty im podobnych (i nich samych) o tym, jakie SB było. 

Z prób zrobienia z Jarka K. herosa opozycji można się pośmiać, bo to naprawdę bawi. Szczególnie, że możemy wysnuć całkiem logiczny wniosek, że skoro w działaniach SB przypadków nie było (a takie wnioski dotyczyły wszystkich lustrowanych przez PiSowców wrogów PiS), to również nie było ich w przypadku Jarka K.. A to oznacza, że nieprzypadkowo nie został internowany, bo... był SB potrzebny na wolności. Dlatego też, za czasów pracy w Kancelarii Prezydenta (u Lecha Wałęsy) tak starannie zadbał o dostęp do swoich SB-ckich teczek. Było co czyścić. I można tak dalej snuć takie rozważania i insynuacje. Są równie mocne, jak legenda o Jarku, który Wielkim Opozycjonistą był. Nie. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

13:34, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 138
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery