Lewicowy punkt widzenia
sobota, 22 lipca 2017

SN_DemonstracjaPrzez Polskę przetaczają się protesty przeciwko temu, co PiS robi z sądownictwem. Pomimo tych protestów, bojący się wciąż bardziej Jarosława Kaczyńskiego niż demonstrantów (którzy agresywni nie są), posłowie i senatorowie PiS przegłosowali ustawy likwidujące trójpodział władzy (a więc łamiące Konstytucję) i Polska znalazła się w Dudzie. Spór budzi olbrzymie emocje po obu stronach barykady i warto się może zastanowić, co jest źle, a co można było zrobić lepiej. 

Po pierwsze, PiS zarzuca opozycji, że odmawia tej partii prawa do rządzenia i wprowadzania reform. To kłamliwy zarzut, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie odmawia partii bezprawia i niesprawiedliwości prawa do korzystania z faktu, że wygrała wybory. Fakt wygrania wyborów nie daje jednak PiS prawa do łamania Konstytucji. Tak jak fakt, że mój sąsiad dał mi klucze bym podlewał mu kwiatki nie daje mi prawa do organizowania u niego w domu imprezy czy wynoszenia jego telewizora. PiS ma więc prawo do dokonywania reform i zmian (tak jak miało wcześniej PO, a jeszcze wcześniej SLD), ale nie ma prawa do tego, by łamać Konstytucję, swoistą umowę między władzą a społeczeństwem. Łamanie Konstytucji oznacza, że PiS musi się liczyć z konsekwencjami. 

Po drugie, sądownictwo naprawdę pilnie wymaga reformy. Sądy są niewydolne, sędziowie przesadnie formalistyczni, a procedury skrajnie nieprzyjazne obywatelowi. W dodatku prawo do obrony z urzędu to w Polsce praktycznie fikcja, informacje oskarżonym udzielane są językiem ledwo zrozumiałym dla prawników (a co dopiero dla przeciętnego człowieka), a sędziowie często nie interesują się tym, kto przed nimi stanął. To jednak nie zmienia faktu, że sądy są wciąż niezawisłe i sądzą niezależnie od władzy oraz tego, że przy odrobinie starań można liczyć na sprawiedliwy proces. Czyli na coś, na co po uzależnieniu sądów od władzy wykonawczej liczyć nie będzie można, bo trudno sobie wyobrazić, by ktoś komu w kufer wjechało auto ministra, posła czy radnego PiS mógł w tym momencie liczyć na sprawiedliwy proces. 

Po trzecie, protesty są autentycznie spontaniczne, a opozycja (z nielicznymi wyjątkami, takimi jak Rulewski, Gasiuk-Pihowicz czy Kosiniak-Kamysz) jest kompletnie zagubiona i do nich nieprzygotowana (z czego PiS powinno się cieszyć). Niestety dla Polski przywódcy PO, Nowczesnej oraz prodemokratyczne media wciąż w roli opozycyjnych autorytetów chcą osadzać ludzi, którzy powinni protesty wspierać, ale nie afiszować się z nimi. Z całym szacunkiem dla Wałęsy, Frasyniuka, Balcerowicza czy Kwaśniewskiego, ci panowie powinni trzymać się z dala, a na czele protestów powinny się znaleźć o wiele świeższe twarze - Gasiuk-Pihowicz, Nowackiej, Zandberga czy choćby Kosiniaka-Kamysza. Powiedzmy sobie wprost, za Wałęsą ciągnie się falandyzacja i skłonności autorytarne, za Frasyniukiem ciągnie się opinia, że zmuszał pracowników do przechodzenia na samozatrudnienie, a za Balcerowiczem jego reformy, które choć pomogły gospodarce, to miliony ludzi wpędziły w biedę i upokorzenie. Świeże twarze są tu, po prostu, konieczne. To są ludzie, którzy nie mają trupów w szafie.  

Poza tym, dla młodych ludzi starzy bojownicy o wolność trącą nieco naftaliną. 

Podsumowując, winnym całej awantury jest Prawo i Sprawiedliwość, które konieczną reformę sprowadziło do naprawy instalacji elektrycznej polegającej na zastąpieniu bezpieczników zapałkami. Gdyby PiS chodziło naprawdę o reformę sądów, to proces legislacyjny nie byłby prowadzony na kolanie. Gdyby cała akcja była dokładnie zaplanowana już dawno, to w ustawach nie znalazłyby się błędy, co skłania do wniosku, że chodzi tylko o zapewnienie bezkarności ministrów bezprawnie ułaskawionych przez prezydenta. 

Opozycja parlamentarna (z chlubnymi wyjątkami Rulewskiego, Budki czy Gasiuk-Pihowicz) daje jednak ciała, nie potrafiąc porządnie trafić do całego społeczeństwa ze swoim przekazem. Co gorsza, posłowie opozycji po zakończeniu obrad nie zjawili się blokiem pod Sejmem czy Sądem Najwyższym (ale widzę z Twittera, że już się pojawiają w swoich miastach). Powiedzmy sobie wprost - jeżeli opozycja coś chce osiągnąć, to powinna ustalić sobie cel (np. przedterminowe wybory), oraz zacząć robić to co robi Razem, czyli zjawiać się w mniejszych miastach i miasteczkach i spotykać się z ludźmi. Myślę, że PO, Nowoczesną czy PSL stać na kilka autokarów i zrobienie objazdu po kraju. Trzeba tłumaczyć ludziom prostym językiem dlaczego to co robi PiS jest dla nich złe i nie odnosić się tylko do abstrakcyjnego pojęcia trójpodziału władzy, które rozumie może z 10 procent społeczeństwa, ale do codziennych przykładów (np. że te zmiany oznaczają, że urzędnik z PiS będzie mógł po uważaniu zabrać 500 plus i nie będzie sądu, do którego można by się odwołać). 

Polska jest teraz zależna od Dudy, który ma obecnie szansę udowodnić, że jednak jest prezydentem. Obawiam się jednak, że lokaj Kaczyńskiego pozostanie lokajem i co najwyżej odeśle niekonstytucyjne ustawy do pani Przyłębskiej, atrapy prezesa Trybunału Konstytucyjnego. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Autopromocja: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

Tagi: PIS PO
15:52, intel-e-gent
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017

Obsesja pisowskich mediów na punkcie instrukcji dla dziennikarzy RASP jest fascynująca. Oto bowiem propagitatorzy posłusznie wykonujący każde polecenie z Nowogrodzkiej i reagujący orgazmem na wszystko, co z ust uleje się Jarosławowi Rajmundowiczowi Kaczyńskiemu krytykują, że jakaś korporacja* śmie wysyłać swoim pracownikom dość ogólną instrukcję informującą jaka jest linia programowa firmy. Ja bardzo przepraszam, ale co w tym złego? Szczególnie, że media należące do RASP, choćby Fakt biją równo. Poprzedni rząd bili i obecny też. Poza tym, to nie są media publiczne, finansowane z podatków, tylko korporacyjne, finansowane z pieniędzy klientów i reklamodawców. Nie muszą być obiektywne, tylko są zobowiązane do zachowania rzetelności dziennikarskiej. Jakoś nie widzę tej rzetelności i obiektywizmu w obecnych mediach publicznych (które zaiste są "publiczne"). 

Powiedzmy sobie wprost - tzw. dziennikarze TVP i innych propisowskich mediów nie mają najmniejszego prawa krytykować kogokolwiek za działanie według instrukcji z góry. Po pierwsze, ludzie tacy jak Paczuska, bracia Karnowscy czy inni Sakiewicze najwyraźniej nie potrafią nawet własnego tyłka znaleźć bez instrukcji od Kaczyńskiego i jego totumfackich. Po drugie, te wszystkie Pereiry i inne Wildsteiny dowiodły wielokrotnie, że z obiektywizmem mają tyle wspólnego co Lenin z demokracją. 

Moim zdaniem każda firma medialna (z wyjątkiem o którym zaraz) ma prawo do ustalania swojej linii politycznej. Dlatego męski narząd płciowy wulgarnie mnie obchodzi, czy na zebraniach redakcyjnych w GPC czy w innych "wSieci" zastanawiają się czy fellatio Kaczyńskiemu robić na klęczkach, czy może kucając. To ich sprawa i ich czytelników. Także RASP ma prawo do jakiejś ogólnej linii. Wyjątkiem są tutaj media publiczne finansowane za pomocą danin publicznych, a więc także przez tych, którzy swoje gorące uczucia dla Jarosława Rajmundowicza najchętniej wyraziliby miotaczem ognia. Media publiczne powinny zachować obiektywizm i nie zajmować się propagitką. Natomiast wszystkie media informacyjne powinny dochować minimum dziennikarskiej rzetelności. Co akurat jest pojęciem szerzej nie znanym w pokornych mediach. 

Atak na niezależne od PiS media nie jest, oczywiście, przypadkowy. Jarosław Rajmundowicz Kaczyński wielokrotnie już sam albo przez swoich totumfackich dawał znać, że nie podoba mu się sytuacja, w której nie kontroluje jakichkolwiek mediów (oficjalny powód - są niemieckie). Tym samym jasno dawał do zrozumienia, że podobają mu się wzorce ze Wschodu (i nawet nie trzeba w ChRL szukać). Posłuszni i pokorni tzw. dziennikarze TVP czy innych GPC będą teraz atakować resztki wolnych mediów, by pomóc Jarosławowi Rajmundowiczowi w realizacji jego wizji Polski. I będą to robić zgodnie z instrukcją. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Autopromocja: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

*Dla jasności - współpracuję z RASP pisząc czasem dla Fakt24.pl teksty o tematyce konsumenckiej i gospodarczej

21:16, intel-e-gent , PiS
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

Przez pisowskie, ale także przez centroprawicowe media przetoczyła się już fala sugestii jakoby Jarosław Kaczyński był takim geniuszem, że zaplanował całą hucpę jaką odstawiła polska dyplomacja od a do z, byle tylko Donald Tusk nie wrócił do Polski i nie został liderem opozycji. Dziś, jak widzę, niezależne od rozumu kaczyńskie media rozpisują się o zemście na zidiociałym na starość Jacku Saryuszu Wolskim jaką miała jakoby wywrzeć Platforma w europarlamencie. 

Jedyną zemstą, jaką obserwujemy, jest zapiekła vendetta Jarosława Kaczyńskiego na Donaldzie Tusku (który notabene nagrabił sobie nie wysyłając JK przed Trybunał Stanu i do więzienia) głównie za domniemane krzywdy. Choć prezes PiS (wybrany ponad 99 procentami głosów członków swojej partii, wynik godny Kimów) bardzo chce się zemścić, to zemścić się nie może, bo działa bez planowania strategicznego. 

Gdyby bowiem chciał się zemścić i usunąć Tuska z zajmowanego stołka, wystarczyło nie robić nic. Polityka równowagi politycznej w Unii zapewne doprowadziłaby do wybrania kogoś z innej, niż Tuska, frakcji politycznej w UE. Gdyby polska dyplomacja nie zrobiła nic w kierunku wyboru Tuska lub przeciwko - prawdopodobnie Donald pakowałby już walizki i szukałby jakiegoś przyjemnego kraju, którego nie wiąże z Polską umowa o ekstradycji (bo Donald Tusk idiotą nie jest i wie, że Kaczyński et consortes szybko znajdą dla niego areszt wydobywczy). Tymczasem kaczyńska dyplomacja pierdziała coś o niechęci do Tuska, rzucała niezrozumiałe aluzje oraz współgrała z propagitkami niezależnych od rozumu kaczyńskich mediów o tym, że Tusk jest czemuś winien. Ponieważ zaś Polska, przy okazji, sprawia sporo problemów (kwestie praworządności, na przykład), w UE potrzebny jest w miarę wysoko ktoś, kto Polskę choć trochę rozumie. Pod ręką był Donald Tusk. 

Kaczyńskiemu tak bardzo zależało na ściągnięciu Tuska za wszelką cenę, że przegapił to proste rozwiązanie. Zamiast tego kaczyńska dyplomacja rozpoczęła lobbowanie za nowym kandydatem (w dziwnym przeświadczeniu, że ma to być Polak) na tydzień przed momentem wyboru. Każdy, kto choć trochę miał kontaktu z polityką w partii, w której odbywają się realne wybory, a nie namaszczenia jak w PiS, wie o tym, że ucieranie kandydatur na stołki trzeba zaczynać na długo przed wyborami. Działania w ostatniej chwili kończą się zazwyczaj źle, chyba że dana organizacja się wali. Jak widać UE jeszcze trochę dyszy. 

A za co tak mści się Jarosław Kaczyński? Ano przede wszystkim za to, że Tusk śmiał z nim wygrać wybory w 2007 i 2011. Kolejna rzecz, śmiał popierać Komorowskiego, z którym Jarosław przegrał mimo grania na litości wyborców po śmierci swojego brata. Którego to brata truchłem Kaczyński od początku pogrywa politycznie z całkiem imponującym (muszę przyznać) skutkiem. Tusk śmiał też nie wtrącać się w śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej i nie zgadzać się, że był to zamach i w ogóle zabójstwo (ciekawe, o czym to Jarosław rozmawiał z Lechem na chwilę przed katastrofą? Czy sugerował lądowanie za wszelką cenę?). I śmiał się też nie zgadzać z twierdzeniem, że Lech wielkim prezydentem był i basta, choć z osiągnięć miał tylko śmierć w fatalnym wypadku za to w symbolicznym miejscu. Bezczelność Donalda Tuska zaiste jest tak wielka, że trzeba koniecznie ciągać go przed oblicza miernych ale wiernych kaczystom prokuratorów i udawać, że przecież niczego się o tym nie wie. 

Tak w ogóle, to ja doskonale rozumiem, że spisiały rząd RP nie widzi możliwości współpracy z Tuskiem. I doskonale rozumiem, że nie chce go na stanowisku, na który został ponownie wybrany. Ale należało to inaczej rozegrać bez robienia z Rzeczypospolitej nieprzewidywalnego partnera, którego nikt poważnie traktować nie będzie chciał. I może bez rozbijania jedności UE od środka. Bo takie to osiągnięcia zaliczyła spisiała dyplomacja. A to opłaca się tylko jednemu państwu. Z czego Jarosław Rajmundowicz powinien doskonale zdawać sobie sprawę. Gdyby był takim geniuszem strategii za jakiego się go uważa. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent 

Autopromocja ujmy nie przynosi: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

23:03, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 grudnia 2016

W piątek wieczorem drobny protest jednego posła eskalował błyskawicznie w awanturę, która trwa do dziś, a nawet wywołała orędzie Jarosława Rajmundowicza Kaczyńskiego wygłoszone ustami Beaty Zygmuntowiczówny Szydło. Co ciekawe, awantura ta była kompletnie zbędna, podobnie jak wszystkie machinacje, które Prawo i Sprawiedliwość przy tej okazji zrobiło. Warto popatrzeć co się stało. 

Po pierwsze, poseł powiedział do marszałka Sejmu "kochany panie marszałku", schował kartkę z protestem przeciwko ograniczeniom, które bojąca się prawdy o sobie władza narzuca mediom i chciał przejść do wniosku dotyczącego budżetu. Co zrobił marszałek Sejmu? Wykluczył posła z obrad. Serio. 

Po drugie, w ramach sprzeciwu przeciwko wykluczaniu posła z obrad, opozycja zajęła mównicę. Nie pierwszy i nie ostatni raz w historii polskiego parlamentu. Co zrobił marszałek? Zaognił sprawę - zamiast ogłosić przerwę i przywrócić cichaczem posła, postanowił eskalować awanturę i przeniósł się ze swoim klubem do Sali Kolumnowej. Bo tak kazał mu Jarosław Rajmundowicz Kaczyński. Serio. 

Po trzecie, klub Prawa i Sprawiedliwości (cóż za oksymoroniczna nazwa), postanowił olać zasady i kontynuować obrady jako Sejm w Sali Kolumnowej. Pal licho, że musieli fałszować ewidencję obecności, by osiągnąć kworum, a nikt nie ma pojęcia czy głosowali tylko posłowie, czy może jeszcze ktoś inny. Na salę starano się nie dopuścić posłów opozycji, oraz pilnowano, by media broń dowolny bóg, nie weszły tam z kamerami. W efekcie za cholerę nie wiadomo, czy ustawa budżetowa w ogóle jest legalna. Podobnie, jak tzw. ustawa dezubekizacyjna, będąca prymitywną zemstą zakompleksionych ludzików, którzy w większości spóźnili się na walkę z PRL lub PRL nie chciała z nimi, jak z Jarosławem Rajmundowiczem Kaczyńskim walczyć, bo uznała, że nie stanowią zagrożenia dla władzy ludowej. 

Trzeba przyznać, że patrząc na energię, z jaką Jarosław Rajmundowicz utrwala znane z PRL schematy, to faktycznie nie stanowił zagrożenia dla autorytarnego ustroju państwa, które miało na swoim terytorium bazy obcego mocarstwa. 

W międzyczasie pod Sejmem zebrało się trochę wkurzonych sytuacją obywateli. I nie ma co się dziwić, nikt nie lubi patrzeć, jak ktoś bezkarnie robi grube wały i jeszcze udaje, że to wina innych. PiS zachowało się bowiem gorzej niż Platforma, która robiąc wały przez 8 lat robiła to jednak dyskretniej i z zachowaniem choćby pozorów przestrzegania prawa. 

Jarosław Rajmundowicz mógł całą aferę łatwo zakończyć. Wystarczyło dokonać reasumpcji głosowań, które PiS i tak by wygrało (więc tym bardziej niezrozumiały jest fakt, po co cała awantura). Miałby w ręku mocny dowód, że przecież wszystko jest w porządku. Mógł też ustąpić w drobnych kwestiach w temacie wywalania dziennikarzy z Sejmu (co w końcu spróbował zrobić) i demonstrującym szybko skończyłaby się energia oraz powód do demonstracji. Niestety, Jarosław Rajmundowicz Kaczyński nie umie ustąpić. Szedł więc dalej na zwarcie. W międzyczasie splagiatował przemówienie Wojciecha Jaruzelskiego (też z grudnia) i podsunął je Beacie Zygmuntowiczównie do wygłoszenia. Obyło się, na razie, bez czołgów na ulicach. Zapewne Antoni Zdzisławowicz nie jest jeszcze pewny wojskowych. 

Zwróćmy uwagę raz jeszcze - całą aferę dało się zamknąć łatwo na samym początku. Nawet teraz jeszcze można, tylko PiS musi ustąpić, by zrobić to samo, co planowało, ale lege artis. Opozycja będzie mogła sobie krytykować ustawę budżetową (a która opozycja tego nie robi?) czy prymitywną zemstę polegającą na ścinaniu emerytur wszystkim, którzy choćby dzień za PRL przepracowali w służbach i milicji (to zapewne zemsta za to, że ośmielili się nie internować Jarosława Rajmundowicza Kaczyńskiego). No i na krytykowaniu się skończy, bo co więcej może opozycja? 

Obecnie obóz władzy serwuje nam przekaz, jakoby to opozycja próbowała dokonać zamachu stanu. Przepraszam, ale jak taki Schetyna czy Petru mieliby to osiągnąć? Karteczką z napisem #wolnemediawsejmie? Mówieniem, że Kaczyński to tchórz i dyktator? Czy przepychaniem się przez funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej? 

Bo policję z bronią do Sejmu to PiS wezwało, a nie opozycja. 

Lekceważąc i łamiąc porządek prawny RP to PiS dokonuje, od 25 X 2015 roku pełzającego zamachu stanu i trzeba to jasno powiedzieć. PiS to organizacja, która od wielu miesięcy atakuje porządek prawny RP używając metod, które zaczynają podpadać pod kodeks karny. I mam nadzieję, że to właśnie z KK będą PiSowcy sądzeni, jako członkowie organizacji przestępczej. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

 

Autopromocja ujmy nie przynosi: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

14:16, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (1) »
środa, 12 października 2016

Czarny Poniedziałek, zwany również przez niektórych Rewolucją Parasolek, pozornie partii rządzącej do rozumu przemówił. Wniosek sadystów (tak, sadystów) z Ordo Iuris został odrzucony szybciej niż można się było spodziewać. Nielicznym wydało się wtedy, że to koniec, status quo utrzymane i można się na chwilę uspokoić. Nie dane jest jednak polskim kobietom, oraz tym spośród mężczyzn, którzy kobiety kochają i szanują, usiąść spokojnie. Prawo i Sprawiedliwość ma bowiem długi do spłacenia, długi wobec Kościoła i środowisk skrajnie prawicowych. A spłatą tych politycznych długów ma być godność, zdrowie i życie polskich kobiet. Wszystko pod pretekstem ochrony "życia poczętego". 

Nie wiem, szczerze mówiąc, jak bardzo trzeba być pozbawionym empatii i elementarnych wręcz ludzkich uczuć, by wyskoczyć z czymś takim jak dziś Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP:

Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki. 

Kaczyński wspomina dalej, co akurat jest postulatem godnym poparcia niezależnie od stosunku do aborcji, o konieczności rozwoju hospicjów i opieki nad kobietami (ale nie rodzinami, co ciekawe), które znalazły się w takiej sytuacji. Ale to tylko kwiatek do kożucha, bo najważniejsze jest to, co w cytacie - zmuszanie do rodzenia dzieci chorych, które w najlepszym wypadku pocierpią chwilę i umrą. Zmuszanie do rodzenia dzieci martwych i nadawania im imion i tak dalej. Dla mnie jest to dowód na brak ludzkich uczuć, wręcz sadyzm. 

Trzeba bowiem być sadystą, by zmuszać (podkreślam - zmuszać, bo tu przecież chodzi o prawo do decyzji), kogokolwiek, by stawał przed sytuacją, w której musi przez ileś miesięcy nosić pod sercem dziecko, które umrze w cierpieniach zaraz po urodzeniu, które będzie obarczone rozlicznymi wadami i będzie cierpiało całe życie, przy okazji wymagając od rodziców 24-godzinnej opieki. I tak dalej. Ale szczególnie czepiam się tego, że Kaczyński chce, tego, by to dziecko miało imię, było ochrzczone. Do jasnej cholery, a może ktoś nie chce? Może ktoś woli dokonać terminacji ciąży tylko po to, by mieć jeszcze szansę i czas na zdrowe dziecko? Nie mówiąc już o tym, jakiego cierpienia musi doznawać ktoś, kto urodzi tylko po to, by patrzeć na śmierć. I co? Nadanie imienia ma coś w tym pomóc? Nie wspominając o ryzykach powikłań, śmierci itp. związanych z porodami, szczególnie gdy coś jest nie tak z ciążą. 

Oczywiście, ta wypowiedź to ukłon w stronę Kościoła i środowisk antyaborcyjnych. Znalazła jednak błyskawiczny oddźwięk u osób, które po 3 października schowały parasolki i zdjęły czarne ubrania sądząc, że czarny protest już osiągnął cel. Tym samym Kaczyński mimowolnie podsycił zbliżające się protesty. Szczególnie, że w międzyczasie do opinii publicznej zaczął docierać fakt procedowania w Sejmie ustawy, która przy odrobinie starań zakaże nam praktycznie całej antykoncepcji zostawiając co najwyżej prezerwatywy (z skutecznych metod). Dla kobiet (a także dla myślących mężczyzn) to ingerencja w prywatną i intymną sferę życia, do której nie dopuszcza się ludzi z zewnątrz. 

Można, oczywiście, domniemywać, że przy tej okazji PiS próbuje przykryć poważne sprawy - działalność Macierewicza ocierającą się już nawet nie o sabotaż ile o zdradę, czy pomysły emerytalne (sprowadzające się do tego, że nasze składki nadal będziemy oddawać banksterom, tylko innym i pod kontrolą PiS) i tak dalej. Jednak mam cichą nadzieję, że Polki (i Polacy) pokażą Partii, nie tylko co o niej sądzą, ale także to, że są prawdziwym suwerenem i zmuszą do ustąpienia ten szkodliwy rząd. Innymi słowy mówiąc mam nadzieję na prawdziwą (acz bezkrwawą, ale to zależy tylko od PiS) rewolucję. 

24 października następny Strajk Kobiet. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Autopromocja ujmy nie przynosi: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

22:55, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 139
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery