Lewicowy punkt widzenia
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Prezydent Duda ponownie udowodnił, że umie się podpisać i zgodził się na wysyłanie polskich żołnierzy na Bliski Wschód. Wojsko Polskie ma tam, rzekomo, wspierać walkę z Daesh (aka ISIS). Jednak z ust szefa MON mogliśmy usłyszeć, że zadanie naszych wojaków będzie troszeczkę inne. 

Antoni Macierewicz powiedział był - "Myślę, że nikt z państwa nie zakwestionuje potrzeby szkolenia tych żołnierzy, którzy bronią ludności chrześcijańskiej w Syrii czy Iraku". No niby racja, ale... 

W świat idzie komunikat, że Polska dzieli ludność cywilną regionu na wartą chronienia (chrześcijanie) i tę, której chronienie jest warte mniej (reszta). Co prawda świetnie wpisuje się to w narastającą powoli falę prześladowań osób pochodzenia bliskowschodniego (lub z krajów Maghrebu) w Polsce, ale jakoś ni chrzan nie pasuje mi do jakiejkolwiek sensownej polityki zagranicznej czy ewentualnych celów naszych zachodnich (wciąż) sojuszników, którzy generalnie stawiają sobie za zadanie zniszczenie Daesh (zadaniem bonusowym jest zakończenie wojny w Syrii i okolicach) bez specjalnego rozróżniania ludności cywilnej na wartą i niewartą ochrony. 

Tymczasem Polacy posyłają oszałamiającą ilość 200 żołnierzy i 4 samoloty i rozgłaszają przy tym, że skupią się przede wszystkim na ochronie miejscowych chrześcijan. A co z niewinnymi muzułmanami? Jazydami? Alawitami? A nie, ci ostatni wspierali/ją Asada, to pewnie według niezdrowej logiki ministra obrony narodowej zasłużyli na swój los. 

Nie zamierzam, rzecz jasna, zaprzeczać, że w tamtym rejonie chrześcijanie są prześladowani. No są, ale nie są jedynymi ofiarami wojny. A jeżeli chcemy wspomóc proces pokojowy w tamtym rejonie, to antagonizowanie poprzez dzielenie ludzi na wartych naszej pomocy bardziej i mniej jest bezsensowne. Poza tym, jak tam chłopaki z powietrza odróżnią religię ludzi uciekających z jakiegoś miejsca? 

Oczywiście, to co mówi szef MON niekoniecznie musi być wyznacznikiem polityki zagranicznej rządu, ale w świat poszło i ktoś może na to uwagę zwrócić i zwiększyć ryzyko ataku terrorystycznego w Polsce. 

Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że rządowi PiS właśnie o to chodzi. Wystarczy bowiem jeden udany zamach, by można było wprowadzić jeszcze gorącą ustawę antyopozycyjną, znaczy antyterrorystyczną i zamykać opozycjonistów, znaczy terrorystów, do więzień nie przejmując się sądami. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

13:39, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Z zainteresowaniem przyglądam się sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, w którym strajkują pielęgniarki, domagające się zarówno podwyższenia płac, jak i zwiększenia ilości personelu pielęgniarskiego. Wydawałoby się, że ten strajk, bagatelizowany po wielkopańsku przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła (z tych Radziwiłłów, co to wielokrotnie zdradzali i sprzedawali Polskę) powinien być wodą na młyn opozycji. Tymczasem poza nieśmiałymi próbami Partii Razem i jeszcze bardziej nieśmiałymi szeptami z innych lewicowych partii, w tym SLD, opozycja nie robi nic. 

A coś z tym trzeba zrobić i to pilnie, bo pielęgniarek już jest za mało, a młodzi ludzie do zawodu się nie garną (bo skoro tyle samo można zarobić na kasie w dyskoncie, to po jaką cholerę kończyć trudne studia i brać na siebie odpowiedzialność za ludzkie życie?). 

Pielęgniarki w całej Polsce  powinny, moim zdaniem, odejść od łóżek pacjentów. Niech przez te parę dni pozajmują się nimi dobrze już opłacani lekarze (którym troszeczkę się już w d...ach poprzewracało, niestety), którzy dzięki temu natychmiast poprą postulaty białego personelu (oraz może nauczą się pobierać krew ;) ). Po prostu, po latach ignorowania sytuacji, która sprawia, że zmierzamy ku katastrofie w opiece zdrowotnej, czas wreszcie wziąć się za uzdrawianie sytuacji. Pielęgniarki powinny zarabiać więcej. powinno być ich więcej, bo jest to w interesie każdego pacjenta. 

O tym, że lekarze powinni dobrze zarabiać już wiemy. Teraz czas na pielęgniarki, nim jeszcze jakieś mamy. Za kilka lat będzie za późno. Choć, biorąc pod uwagę cykl kształcenia, już jest. 

Dlatego pytam - czemu jeszcze nie ma ogólnopolskiego strajku pielęgniarek? 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

14:01, intel-e-gent
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 kwietnia 2016

Kolejny już raz Polki i Polacy wylegli całkiem tłumnie na ulice, by oprotestować pomysły zaostrzenia i tak drakońskiego prawa antyaborcyjnego. Biskupi i prawicowi politycy uznali bowiem, że dobrym pomysłem jest jeszcze bardziej upokorzyć kobiety w trosce o płody. Ponieważ niemal każdego może dotyczyć sytuacja, w której dowie się, że oczekiwane dziecko może urodzić się z olbrzymim upośledzeniem i ze względów medycznych lepiej jest usunąć ciążę, to nie dziwi fakt, że całkiem znacząca część społeczeństwa po prostu się wnerwiła.

Powodów do zdenerwowania jest zresztą więcej. Gmeranie przy aborcji dotyczy bowiem sprawy dotyczącej sfery bardzo intymnej. Decyzja o tym, czy chce się mieć dziecko czy nie, należy (przede wszystkim) do kobiet, ale także do ich partnerów. I nikomu nic do tego, bo to nie nasza sprawa, czy ktoś chce, czy nie chce mieć dzieci. A szczególnie dzieci chorych czy pochodzących z gwałtu.

Podobnie jest w sytuacji, w której kobieta ma wybór - albo zdrowie, albo dziecko. To jest jej decyzja i jakąkolwiek podejmie, powinniśmy to uszanować. To naprawdę nie jest sprawa Kościoła czy bandy bojących się kobiet mizoginów. A wycieranie sobie przez nich twarzy rzekomą troską o płody jest naprawdę obrzydliwe. Troszczą się o nie bowiem tylko do momentu narodzin, potem już ich nie obchodzą - ani sieroty po matkach zamordowanych przez zakaz aborcji, ani upośledzone dzieci, ani dzieci, których nikt nie kocha.

Pamiętajmy też, że są sytuacje, w których zakaz aborcji jest, po prostu, morderstwem. Są terapie, podczas których ciąża oznacza konieczność wyboru między ratowaniem człowieka, a podtrzymywaniem ciąży (bez gwarancji, że matka dożyje porodu). To są sytuacje, które wymagają wolnej, nie przymuszonej decyzji. Ale nie, tchórzliwi mizogini chcą zmuszać każdego do takiej samej decyzji, nie oglądając się na konsekwencje. To nie oni jednak pójdą na pogrzeb matki dwójki dzieci, która musiała umrzeć, by był cień szansy na urodzenie trzeciego. Dla biskupów i reszty tego tchórzliwego mizoginistycznego tałatajstwa liczy się tylko płód. Także dlatego, że płód nie powie im "przestańcie sobie wycierać mną twarz".

Bojące się kobiet towarzystwo wzajemnej masturbacji płodami, mówi przy tym, że "kompromis" przestał wystarczać. Panowie, wy sobie mord kompromisem nie wycierajcie. Ustawa z 1993 roku nie była żadnym kompromisem, tylko narzuconym społeczeństwu dyktatem, który nazwaliście kompromisem, bo tak brzmiało ładniej (była to też demonstracja techniki zwanej "stopą w drzwiach", jej dalszy ciąg obserwujemy teraz). Kompromisem byłaby sytuacja, w której nikt nie grzebał w ówczesnym prawie, a nikt nie zwraca uwagi co też sobie w kościołach na temat aborcji mówicie, póki nikogo nie obrażacie i nie zniesławiacie.

Kompromis między prawem religijnym a świeckim polega bowiem na tym, że prawo państwowe nie zabrania stosowania się w życiu do norm religijnych, a prawo religijne nie jest narzucane ogółowi obywateli. Odmienną sytuację możemy obserwować w niektórych krajach, w których religią dominującą jest islam. Ale tam do małżeństw zmuszane są dzieci w wieku, w którym u nas chronione są wciąż przez prawo (już nawet księża nie są bezkarni). Powiedzmy sobie wprost - nie ma większej różnicy między tym co robią fundamentaliści islamscy u siebie, a tym co próbuje nam zaserwować banda tchórzliwych mizoginów.

Przepisy proponowane przez antyaborcyjnych fanatyków, to nic innego jak znęcanie się nad ludźmi. Fanatycy chcą, by rodziły ofiary gwałtów (ciekawe, jak to będzie, jeżeli gwałcicielem będzie uchodźca? ;) ), chcą by rodziły kobiety chore, ryzykujące własnym zdrowiem i życiem.

Chcą też, by każdy był zmuszony do tego, by rodziły się dzieci chore, upośledzone, których narodzin i męczarni (a także męczarni ich rodziców) można było uniknąć. W życiu zdarza się, że niektórzy decydują się na takie dzieci i dzielnie radzą sobie z przeciwnościami losu. Ale nikogo, NIKOGO nie można zmuszać do bycia bohaterem.

Zresztą, w obecnych okolicznościach, to odważenie się na aborcję jest bohaterstwem.

Dziewuchy, chłopaki, nie zgadzajcie się, by ktokolwiek zaglądał Wam pod kołdry. Wasze życie jest Waszą sprawą. I nie pozwalajcie też bandzie hipokrytów na wycieranie sobie obłudnych mord płodami.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

 

Tagi: aborcja
22:29, intel-e-gent , Aborcja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 marca 2016

Po ataku teczkami na Wałęsę, którego bronić nie zamierzam (jego zasługi z lat 80-tych bronią się same, a faktu, że był fatalnym prezydentem też to nie zmieni), mamy następny etap zmieniania przeszłości przez pisowskich propagitatorów. Siedzącego pod spódnicą Jarka K. zamienia się, wraz z bratem, w nieledwie największych bohaterów opozycji anatypeerelowskiej. Posuwana do granic absurdu argumentacja i naciąganie faktów obala się jednak sama, szczególnie w świetle wcześniejszych argumentów dotyczących "agentów", którzy PiSowi nie pasują. 

Propisowscy propagitatorzy zawsze twierdzili, że w działaniach aparatu bezpieczeństwa PRL nie było przypadków. Z publikacji dotyczących Bolka i innych wyłaniał się obraz wszechogarniających, mrocznych i zabójczych służb. Tymczasem, gdy dochodzi do konieczności zmierzenia się z faktem, że Jarka K. nikt nie internował, ani nawet nie zatrzymał na dłużej (a represje zawodowe ograniczyły się do tego, że biedactwo musiał wydawać książki w BUW-ie, no skandal), to nagle dowiadujemy się, że brak internowania to był "przypadek". Przynajmniej tak twierdzą publicyści "wSieci", których nazwiska litościwie pominę. A pominę dlatego, że argumentacja jakoby MO i SB interesowały się Jarkiem K., ale przypadkiem go nie internowały nie trzyma się kupy. Szczególnie, gdy przywoła się argumenty im podobnych (i nich samych) o tym, jakie SB było. 

Z prób zrobienia z Jarka K. herosa opozycji można się pośmiać, bo to naprawdę bawi. Szczególnie, że możemy wysnuć całkiem logiczny wniosek, że skoro w działaniach SB przypadków nie było (a takie wnioski dotyczyły wszystkich lustrowanych przez PiSowców wrogów PiS), to również nie było ich w przypadku Jarka K.. A to oznacza, że nieprzypadkowo nie został internowany, bo... był SB potrzebny na wolności. Dlatego też, za czasów pracy w Kancelarii Prezydenta (u Lecha Wałęsy) tak starannie zadbał o dostęp do swoich SB-ckich teczek. Było co czyścić. I można tak dalej snuć takie rozważania i insynuacje. Są równie mocne, jak legenda o Jarku, który Wielkim Opozycjonistą był. Nie. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

13:34, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 lutego 2016

Od kilku dni znamy projekt ustawy, która ma wcielić w życie sztandarowy projekt socjalny Prawa i Sprawiedliwości - 500 złotych na dziecko. Co prawda, już nie na każde, a tylko na drugie, ale to zawsze coś. Zdarzało mi się naśmiewać z tego projektu, jako "flaszkowego", ale faktycznie przyglądam się temu z życzliwym zainteresowaniem. Choć prawdę mówiąc, to diabeł tkwi w szczegółach. Nie zamierzam jednak przekreślać tego programu z góry - ostatecznie przecież najlepiej będzie oceniać go po efektach. Są jednak rzeczy, które można było zrobić lepiej, gdyby ustawa nie była pisana na kolanie. 

Po pierwsze, 500 złotych na dziecko ma być świadczeniem powszechnym (nie dotyczy samotnych matek/ojców z 1 dzieckiem zarabiających 1601 zł miesięcznie, czyli więcej niż 800 na głowę*), to czemu w ogóle trzeba składać jakieś wnioski? Państwo dysponuje przecież bazą informacji o tym, kto korzysta rozlicza się z podatków wspólnie z dzieckiem. Niewielkie poprawki w formularzach podatkowych mogłyby dać prosty sposób na to, by w statystycznie najczęstszych przypadkach przyznawanie świadczenia odbywało się automatycznie. Wtedy tylko bardziej skomplikowane przypadki wymagałyby składania wniosków. 

Odciążyłoby to też samorządy, na które rząd PiS lekką ręką przerzucił obowiązki związane z wypłatami świadczeń i zbieraniem wniosków. W zamian ośrodki pomocy społecznej dostaną relatywnie nieduże środki. A w najbliższym czasie pojawią się też dodatkowe obowiązki, o co mogę się założyć. 

Po drugie, czemu nie wprowadzono maksymalnej kwoty dochodu na głowę, zamiast minimalnej? Można byłoby  oszczędzić sobie wtedy bezczelnych w sumie uwag, że samotni rodzice powinni zrobić sobie więcej dzieci i "stabilizować sytuację rodzinną". Bo co to oznacza? Że rodzic z jednym dzieckiem i 800,01 zł dochodu na głowę w rodzinie ma sobie zrobić następne dziecko? Czy może poprosić pracodawcę o niewielką obniżkę wynagrodzenia? W ten sposób można byłoby też oszczędzić sobie żenujących apeli do osób zamożnych, by nie pobierały świadczenia. Bo niby czemu mają rezygnować z pieniędzy, które się ustawowo należą? 

Po trzecie, dziwi (choć w kontekście mojego "po pierwsze" upraszcza sprawę) fakt, że świadczenie przysługuje równo do 18-go roku życia i ani dnia dłużej. To zdecydowanie nie jest zachęta do kontynuacji nauki. W przypadku ubogich rodzin wielodzietnych okoliczności być może będą zmuszać do tego, że 18-letnie dziecko będzie musiało albo iść do pracy albo... robić sobie szybko następne pokolenie. Co tylko utrwali biedę. Oczywiście, przerysowuję, ale kto zaręczy, że nie będzie dochodziło do takich sytuacji? 

Po czwarte, nie widzę w ustawie jakichś specjalnych mechanizmów kontroli nad pieniędzmi dawanymi rodzicom. Oczywiście, fajnie i miło, że obywatel cieszy się zaufaniem państwa (sarkazm, wiem), ale tak będzie tylko do pierwszych okładek "Faktu" czy "Super Expressu" na których szczęśliwie pijani świadczeniobiorcy będą się tłumaczyć z wypadków ich progenitury - już widzę tytuły "Byli tak pijani dzięki 500plus, że dziecko zmarło z głodu/wypadło przez okno/zamarzło na ulicy". Po kilku takich tekstach i programach telewizyjnych nikogo nie będzie obchodzić, że statystycznie będą to przypadki więcej niż rzadkie. Na ośrodki pomocy społecznej spadnie obowiązek kontroli (a samorządy będą za to płacić), a rząd w naprędce będzie szukał sposobów na to, by kontrolować wydawanie środków przeznaczonych na dzieci. Będzie bałagan.

Natomiast cieszy mnie fakt, że w ustawie nie zapomniano o obcokrajowcach mających w Polsce prawo do pracy i mieszkających tu na stałe. Każdy imigrant czy uchodźca który ma dzieci będzie mógł skorzystać z pieniędzy. PiS zaprzecza tym samym wizerunkowi partii niechętnej uchodźcom czy imigrantom. Brawo PiS! Jeszcze żadna partia w Polsce nie miała odwagi tak mocno zachęcać do tego, by to Polskę wybierać jako cel imigracji. 

Ceterum censeo PiS delendam esse ;) 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 PS. O tym, że najprawdopodobniej znacznie lepiej byłoby zadbać o bezpłatne żłobki i przedszkola (i zapewne taniej) wspominać nie będę. Bo i po co? 

14:03, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (8) »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery