Lewicowy punkt widzenia
środa, 25 listopada 2015

781c200218_smolensk_kurwa

Prawo i Sprawiedliwość ledwo co przejęło ministerialne stołki, a już narzuca swoją i tylko swoją wizję świata. Rządowa strona z faktami o katastrofie smoleńskiej zniknęła z sieci, gdyż prezentowała wnioski niezgodne z jedynie słuszną wizją PiS. Na szczęście internet pamięta, więc można ją nadal znaleźć - Fakty Smoleńsk.

Oczywiście tego, że PiS tak zrobi można było się spodziewać. W zasadzie trudno było oczekiwać, że PiSowscy funkcjonariusze zostawią na rządowych serwerach cokolwiek, co prezentowałoby fakty, a nie mity o katastrofie w Smoleńsku. Od momentu przejęcia władzy przez tą partię jest oczywistą oczywistością, że jedyną obowiązującą wersją może być wersja zamachu. Przecież brat Jarosława Kaczyńskiego nie mógł głupio zginąć w zwykłej katastrofie będącej efektem bałaganu, braku profesjonalizmu i zwykłego chciejstwa (bo ja muszę wylądować, bo to moja kampania). To także element finalnego już zawłaszczania przez PiS tej tragedii, zawłaszczania, które odbyło się przy bardzo biernej postawie wszystkich, którzy mogli zareagować.

Smoleńsk służy PiS do tego, by cementować swoją sektę wokół tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Z pominięciem, oczywista oczywistość, wszystkich tych, których ze sobą Lech Kaczyński zabrał. Jarosław Kaczyński zręcznie wykorzystuje też ową tragedię do podsycania antyrosyjskich nastrojów i przy okazji umacnia swoisty mit założycielski, silniejszy niż podważanie Okrągłego Stołu. Silniejszy, bo zdecydowanie bardziej wyrazisty. Można bowiem wmawiać, że o to ktoś przelał krew za IV RP. Fakt, że odbyło się to wskutek głupoty, a nie zamachu, nie ma dla Kaczyńskiego żadnego znaczenia. 

Zniknięcie rządowej strony jest mocno symptomatyczne. Pokazuje bowiem, jak PiS widzi państwo oraz jakie ma podejście do faktów. W tej partii rządzi dwójmyślenie, a państwo jest tylko folwarkiem.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

12:23, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 23 listopada 2015

opornik

PiSowski atak na Trybunał Konstytucyjny, który pobudził do obrony tej z dawna skompromitowanej prokościelnym orzecznictwem instytucji nawet tych, którzy regularnie zamieniali Konstytucję w kawałek nieistotnego papieru, wywołał niespodziewaną dla funkcjonariuszy z Nowogrodzkiej reakcję. Powstał mianowicie Komitet Obrony Demokracji, który błyskawicznie na Facebooku zgromadził ponad 30 tysięcy osób. To nadal luźna struktura, której bliżej do kawiarnianych dyskusji niż rzeczywistej opozycji (w dodatku nazwiska są dla ludzi Kamińskiego widoczne jak na dłoni), ale udaje jej się w jakiś sposób kanalizować już ruch oporu wobec PiS.

Po prawdzie, ten ruch oporu bardziej mi na razie przypomina Francuski Ruch Oporu z "Allo, Allo", ale cóż... początki zawsze są trudne.

I właśnie KOD wzbudził w funkcjonariuszach PiS i płatnych trollach tej partii dziwną reakcję. Niby to jest tzw. beka, ale czuć strach. Jest to o tyle zastanawiające, że Prawo i Sprawiedliwość jeszcze nawet nie doszło do szczytu swojej potęgi. Przejmowanie służb i ministerstw dopiero się zaczyna, a fakt, że prof. Glińskiemu, ministrowi cenzury, ups, kultury, udało się zwolnić dziennikarkę jeszcze niewiele znaczy. A jednak funkcjonariusze z Nowogrodzkiej zacięcie zwalczają KOD na Facebooku, Twitterze i gdzie tylko mogą - Janke, Ziemkiewicz, czy Pereira oraz inni zależni i pokorni rzucili się do naśmiewania z KOD jak na rozkaz. I na rozkaz, zapewne, to robili. Nie miejmy złudzeń.

Sądzę, że wzburzenie w centrach decyzyjnych na Nowogrodzkiej pobudziły dwie rzeczy. Po pierwsze, wykształciuchy mają czelność znów się wspaniałej Partii opierać i nie przyjmować do wiadomości, że o to Prawo i Sprawiedliwość buduje nam wspaniałą Polskę z przestępcą* Kamińskim, wariatem Macierewiczem czy Zbigniewem "Ten pan nikomu już transplantacji nie zrobi" Ziobrą na czele. W tej Polsce przestępcy (pojęcie obejmujące wszystkich tych, którzy ośmielają się brać w łapę nie dzieląc się z PiS) nie mają czego szukać. Wykształciuchy, jak zwykle, domagają się przestrzegania tak kuriozalnych rzeczy, jak domniemanie niewinności czy procedur państwa prawa. Bezczelność ze strony wykształciuchów musi oburzać Prezesa. W końcu to on i jego ludzie decydują co jest prawem i kto jest winny.

Po drugie, zupełnie niechcący, wykształciuchy z KOD ośmieliły się użyć symbolu, którego Prawo i Sprawiedliwość dotychczas nie zawłaszczyło. PiS ma już przecież monopol na Powstanie Warszawskie, Armię Krajową, Żołnierzy Wyklętych (gdzie do jednego worka wrzucono zwykłych bandytów i niezłomnych patriotów) oraz parę innych znaczących symboli uznawanych w Polsce za związane z wolnością nawet wbrew historii. Przez niedopatrzenie jednak PiS nie zagarnęło symbolu oporu przeciwko władzy PRL z czasów stanu wojennego - opornika. Tak, zwykłego opornika obecnego w urządzeniach elektrycznych. I tu Nowogrodzką boli najbardziej - o to jakiś symbol nie został przez PiS zagarnięty i co więcej został użyty przeciwko niemu.

A nie powinniśmy mieć złudzeń. Przekazując 25 października władzę PiS skończyliśmy etap demokracji w Polsce. Dyskusyjny jest co najwyżej zakres dyktatury. Prawo i Sprawiedliwość powtarza bowiem niemal dokładnie każdy krok NSDAP. Różnica jest taka, że nie mają żadnego Speera, Todta czy żadnej Leni (brak odpowiedników Guderiana czy Mainsteina należy uznać za błogosławieństwo). A Żydem może być każdy kto nie z nimi.

Jednak bezczelność wykształciuchów śmiących kwestionować moralną predestynację PiSowców do władzy czy też zagarniających symbol słusznie się PiSowi należący nie tłumaczy strachu, jakim wyraźnie jest podszyta reakcja Nowogrodzkiej. Strach ten jednak się przebija i wynika, jak sądzę, z tego, że o to PiS doświadczyło przedsmaku tego, co może zrobić ulica, gdy okaże się, że 500 złotych flaszkowego to zwykły humbug. Nawet jeżeli zaczną wypłaty, to trzeba będzie po nie stać w upokarzających kolejkach, zaraz potem okaże się, że przyjmowanie tych pieniędzy odbiera inne zasiłki, a ceny w sklepach szybko rosną. A ulica może nie być tak miła i uprzejma jak wykształciuchy. Ulica lubi ozdabiać latarnie.

I tego się decydenci z Nowogrodzkiej boją. Nawet jeżeli Prezes nie umie tego zrozumieć, bo ulicy nie rozumiał nigdy, to jego ludzie czują ten strach. Strach przed ulicą, która nie dostała tego, co jej obiecali.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

*Andrzej Duda ułaskawiając mimochodem potwierdził zarzuty, przynajmniej w potocznym rozumieniu.

 

wtorek, 17 listopada 2015

Duda, ułaskawienie, mem

Prezydent Duda udowodnił dziś kolejny raz, że jego prezydentura jest nakierowana na zaspokajanie potrzeb i żądań Prawa i Sprawiedliwości, a z prawem i sprawiedliwością ma tyle wspólnego ile leki homeopatyczne z prawdziwymi lekami. Swoją decyzją, nie czekając nawet na wyrok sądu apelacyjnego i uprawomocnienie się wyroku, ułaskawił mianowicie Mariusza Kamińskiego, dawnego szefa policji politycznej znanej pod nazwą Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Niechcący Duda zrobił też Kamińskiemu małe kuku, bo ułaskawia się osoby winne...

Ułaskawienie to, wraz z komentarzami pisowskich polityków, pokazuje, jak w głębokim poważaniu Prawo i Sprawiedliwość ma państwo prawa. Sądy są dobre, dotąd, dokąd skazują zgodnie z wytycznymi Prezesa i jego totumfackich. Skoro okazały się być na tyle bezczelne, że tuż przed Przejęciem Władzy skazały totumfackiego Prezesa, to tym gorzej dla sądów. Duda zrobił więc to, co do niego, z pisowskiego punktu widzenia, należało - ułaskawił Mariusza Kamińskiego.

To co zrobił prezydent Duda to kolejny krok na drodze do przywrócenia dychotomii Oni - My. Jak za PRL będzie władza i będzie reszta (plus goniąca za kiełbasą większość). Nie tak się buduje demokrację i nie tak rządzi się w państwie prawa.

Ale tak postępuje się w państwie Prawa i Sprawiedliwości. Bo sąd sądem, prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po Ich stronie. A że cierpi na tym powszechne odczucie sprawiedliwości? Że tylko dwójmyśleniem się da taką decyzję uzasadnić? Tym gorzej dla prawa i sądów. Zresztą, sądy PiS niedługo "odzyska".

Do następnego (?)

Intel-e-gent

poniedziałek, 16 listopada 2015

Jarosaw_Kaczyski/Wikipedia

Prezydent powołał dziś rząd Beaty Szydło. Nie ma to większego znaczenia, poza formalnym, bo wydarzenia ostatnich dni (łącznie z wiernopoddańczym hołdem złożonym przez Andrzeja Dudę Jarosławowi Kaczyńskiemu) pokazują, że faktyczne centrum decyzyjne znajduje się poza rządem. Takiej sytuacji, a przynajmniej na taką skalę, nie było w Polsce od 1989 roku, gdy PZPR oddało (dobrowolnie) władzę. Różnica jest taka, że jaka by nieboszczka PZPR nie była, była partią kolegialną, a w PiS rządzi jeden człowiek - Jarosław Kaczyński. 

Tym samym prezes Prawa i Sprawiedliwości jest w tej chwili największym polskim oligarchą. To od jego decyzji i jego widzimisię zależeć będzie obsada kadrowa dużych i małych spółek skarbu państwa lub z udziałem skarbu państwa - a mamy tu takie firmy jak Orlen, KGHM czy PKO BP. Wartość tych spółek to, na razie, miliardy złotych. Pensje prezesów, zręcznie omijających ustawę kominową, idą w miliony. A spółki to nie wszystko, są jeszcze rządowe agencje, urzędy centralne, wojewódzkie... Obsada wszystkich będzie zależeć od partii, czyli od Prezesa. A na tym wszystkim apetyty PiS się nie kończą. 

Prawo i Sprawiedliwość już dawno zapowiadało "odzyskanie" mediów publicznych (a to kolejne stołki do obsadzenia). Wiadomo już, że w ramach mediów publicznych ma zostać też zmieniony charakter Polskiej Agencji Prasowej. Minister Gliński zapowiada też aktywniejszą rolę państwa PiS w zakresie kultury. To jasny komunikat dla ludzi kultury, że jeżeli będą postępować zgodnie z wytycznymi z Nowogrodzkiej, to będą dostawać pieniądze. Zalew przesadnie patriotycznej sztuki może być nie do wytrzymania...

To jednak nie wszystko. Olbrzymie pieniądze znajdujące się w spółkach skarbu państwa oraz możliwości jakie dają przetargi itp. to silny środek nacisku na media prywatne. Za pomocą środków na reklamy można istotnie oddziaływać na większość prywatnych nadawców i wydawców. Niewielu z nich może się bowiem bez reklam utrzymać i nawet nieduży spadek wpływów może istotnie zdenerwować udziałowców patrzących tylko na zysk. 

Swoją drogą, to oznacza też bonanzę dla tzw. niepokornych. Ciekawe, czy media należące do PiS i SKOKów już mają zwiększone zamówienia na prenumeraty czy to dopiero się zacznie?

Tak czy inaczej - największym oligarchą w Polsce jest teraz Jarosław Kaczyński. Co więcej, znajduje się on poza jakąkolwiek kontrolą. Nie ma akcjonariuszy, nie ma rady nadzorczej. A jego poddani na pewno kontrolować go nie będą. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

13:32, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 listopada 2015

Beata Szydło poznała skład swojego rządu. Jarosław Kaczyński, naczelnik z kotem, wbrew jej obietnicom z wyborów, dał jej na ministra Antoniego Macierewicza, który po rozbiciu polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego został skierowany na odcinek zdemolowania polskiej obronności do końca. W Moskwie zapewne strzelają korki szampana. 

Ale nie Macierewicz jest najbardziej bulwersującą nominacją. W skład rządu został włączony Zbigniew Ziobro, człowiek który zlecił akcję, w wyniku której zginęła Barbara Blida (pamiętajmy, że każdy jej krok bezprawnie konsultował z Jarosławem Kaczyńskim). Ministerstwo Sprawiedliwości będzie miało, od momentu w którym rząd uzyska wotum zaufania, nazwę tak prawdziwą, jak orwellowskie Ministerstwo Miłości. Bezczelność szefa PiS, choć spodziewana, jednak zatyka mi oddech. 

Do rządu trafił też mający na koncie wyrok za przekroczenie uprawnień (wciąż nieprawomocny) Mariusz Kamiński. Tym razem dostanie on do ręki wszystkie służby specjalne, więc tylko kwestią czasu jest ich przemiana w policję polityczną. Równolegle Ziobro i prezydent Duda zapewne zadbają o to, by sąd w którym będzie procedowana sprawa Kamińskiego nie odważył się wydać innego wyroku niż uniewinniający lub umarzający zarzuty. 

Przy okazji, ministrem finansów został człowiek kojarzony raczej z ortodoksyjnym neoliberalizmem, więc większość "socjalnych" obietnic PiS można chyba już uznać za niezrealizowane. 

Ciekawostką jest powołanie specjalnego stołka w postaci ministra ds. kontaktów z parlamentem. Ciekawe, jaka będzie rola Adama Lipińskiego - czy będzie on się tłumaczył z kolejnych aresztowań polityków opozycji i łamania immunitetu czy też będzie tłumaczył posłom PiS jak mają wypowiadać się w kwestii polityki rządu? A może to jest, po prostu, synekura dla zasłużonego działacza? Choć, znając przeszłość Lipińskiego, może to stanowisko powinno się nazywać "minister ds. korumpowania posłów opozycji"? Zobaczymy.

Skład rządu mówi jedno - Jarosław Kaczyński wie, że Polska stoi teraz nad przepaścią i zamierza zrobić śmiały krok naprzód. A nas czekają ciemne, ponure czasy. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

14:29, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (15) »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery