Lewicowy punkt widzenia

Aborcja

sobota, 09 kwietnia 2016

Kolejny już raz Polki i Polacy wylegli całkiem tłumnie na ulice, by oprotestować pomysły zaostrzenia i tak drakońskiego prawa antyaborcyjnego. Biskupi i prawicowi politycy uznali bowiem, że dobrym pomysłem jest jeszcze bardziej upokorzyć kobiety w trosce o płody. Ponieważ niemal każdego może dotyczyć sytuacja, w której dowie się, że oczekiwane dziecko może urodzić się z olbrzymim upośledzeniem i ze względów medycznych lepiej jest usunąć ciążę, to nie dziwi fakt, że całkiem znacząca część społeczeństwa po prostu się wnerwiła.

Powodów do zdenerwowania jest zresztą więcej. Gmeranie przy aborcji dotyczy bowiem sprawy dotyczącej sfery bardzo intymnej. Decyzja o tym, czy chce się mieć dziecko czy nie, należy (przede wszystkim) do kobiet, ale także do ich partnerów. I nikomu nic do tego, bo to nie nasza sprawa, czy ktoś chce, czy nie chce mieć dzieci. A szczególnie dzieci chorych czy pochodzących z gwałtu.

Podobnie jest w sytuacji, w której kobieta ma wybór - albo zdrowie, albo dziecko. To jest jej decyzja i jakąkolwiek podejmie, powinniśmy to uszanować. To naprawdę nie jest sprawa Kościoła czy bandy bojących się kobiet mizoginów. A wycieranie sobie przez nich twarzy rzekomą troską o płody jest naprawdę obrzydliwe. Troszczą się o nie bowiem tylko do momentu narodzin, potem już ich nie obchodzą - ani sieroty po matkach zamordowanych przez zakaz aborcji, ani upośledzone dzieci, ani dzieci, których nikt nie kocha.

Pamiętajmy też, że są sytuacje, w których zakaz aborcji jest, po prostu, morderstwem. Są terapie, podczas których ciąża oznacza konieczność wyboru między ratowaniem człowieka, a podtrzymywaniem ciąży (bez gwarancji, że matka dożyje porodu). To są sytuacje, które wymagają wolnej, nie przymuszonej decyzji. Ale nie, tchórzliwi mizogini chcą zmuszać każdego do takiej samej decyzji, nie oglądając się na konsekwencje. To nie oni jednak pójdą na pogrzeb matki dwójki dzieci, która musiała umrzeć, by był cień szansy na urodzenie trzeciego. Dla biskupów i reszty tego tchórzliwego mizoginistycznego tałatajstwa liczy się tylko płód. Także dlatego, że płód nie powie im "przestańcie sobie wycierać mną twarz".

Bojące się kobiet towarzystwo wzajemnej masturbacji płodami, mówi przy tym, że "kompromis" przestał wystarczać. Panowie, wy sobie mord kompromisem nie wycierajcie. Ustawa z 1993 roku nie była żadnym kompromisem, tylko narzuconym społeczeństwu dyktatem, który nazwaliście kompromisem, bo tak brzmiało ładniej (była to też demonstracja techniki zwanej "stopą w drzwiach", jej dalszy ciąg obserwujemy teraz). Kompromisem byłaby sytuacja, w której nikt nie grzebał w ówczesnym prawie, a nikt nie zwraca uwagi co też sobie w kościołach na temat aborcji mówicie, póki nikogo nie obrażacie i nie zniesławiacie.

Kompromis między prawem religijnym a świeckim polega bowiem na tym, że prawo państwowe nie zabrania stosowania się w życiu do norm religijnych, a prawo religijne nie jest narzucane ogółowi obywateli. Odmienną sytuację możemy obserwować w niektórych krajach, w których religią dominującą jest islam. Ale tam do małżeństw zmuszane są dzieci w wieku, w którym u nas chronione są wciąż przez prawo (już nawet księża nie są bezkarni). Powiedzmy sobie wprost - nie ma większej różnicy między tym co robią fundamentaliści islamscy u siebie, a tym co próbuje nam zaserwować banda tchórzliwych mizoginów.

Przepisy proponowane przez antyaborcyjnych fanatyków, to nic innego jak znęcanie się nad ludźmi. Fanatycy chcą, by rodziły ofiary gwałtów (ciekawe, jak to będzie, jeżeli gwałcicielem będzie uchodźca? ;) ), chcą by rodziły kobiety chore, ryzykujące własnym zdrowiem i życiem.

Chcą też, by każdy był zmuszony do tego, by rodziły się dzieci chore, upośledzone, których narodzin i męczarni (a także męczarni ich rodziców) można było uniknąć. W życiu zdarza się, że niektórzy decydują się na takie dzieci i dzielnie radzą sobie z przeciwnościami losu. Ale nikogo, NIKOGO nie można zmuszać do bycia bohaterem.

Zresztą, w obecnych okolicznościach, to odważenie się na aborcję jest bohaterstwem.

Dziewuchy, chłopaki, nie zgadzajcie się, by ktokolwiek zaglądał Wam pod kołdry. Wasze życie jest Waszą sprawą. I nie pozwalajcie też bandzie hipokrytów na wycieranie sobie obłudnych mord płodami.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze ;)

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

 

Tagi: aborcja
22:29, intel-e-gent , Aborcja
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 czerwca 2014

Tomasz Terlikowski, publicysta Frondy, działacz katolicki i znany przeciwnik praw człowieka oraz zwolennik praw zygoty, postanowił dać głos w sprawie zgwałconej przez kuzynów 11-latki, która wskutek gwałtu zaszła w ciążę.

Prawicowy fanatyk postanowił wezwać do "niezabijania dzieciątka noszonego przez 11-latkę". Bredzi przy tym o rzekomych konsekwencjach aborcji w postaci depresji poaborcyjnej (zda się, istniejącej tylko w krajach, w których aborcja jest nielegalna, a fanatyzm silny). Oraz tym, jaką to krzywdą dla 11-latki będzie nieurodzenie dziecka.

Terlikowski gwałci tym samym jeszcze raz ofiarę gwałtu, wywierając na nią presję, że powinna urodzić, bo inaczej będzie morderczynią. To gwałt, panie Terlikowski, gwałt z premedytacją i pełen sadyzmu.

Tym samym Terlikowski staje w jednym rzędzie z gwałcicielami dziecka. Jest tak samo ohydny jak oni. Wchodzi bowiem brutalnie i niechciany tam, gdzie nikt go nie prosi i nikt go nie chce.

Strojenie się w święte piórka i wycieranie sobie gęby Bogiem niczego tu nie zmienia.To gwałt i tyle.

Nam pozostaje pamiętać, że decyzja o tym, czy usunąć płód czy nie należy tylko i wyłącznie do ofiary gwałtu oraz jej opiekunów prawnych. My nie mamy prawa się do tego mieszać. I żadne górnolotne uzasadnienie tego nie zmienia.

Wywierając na ofiarę gwałtu jakąkolwiek presję, gwałcimy ją ponownie. Więc, panie Terlikowski - przestań pan wreszcie gwałcić biedną ofiarę gwałtu kolejny raz.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

15:07, intel-e-gent , Aborcja
Link Komentarze (4) »
środa, 25 grudnia 2013

Ostatnie tygodnie pokazały, że obskurancki katolicyzm ma się w Polsce, niestety, dobrze. Biskupi rzucają w świat krytykę mitycznego "gender", profesor prawa (ale nie kanonicznego) próbuje przemycić ideologiczne pojęcie "dziecka poczętego" do przepisów prawa karnego, a posłanka strofuje na wizji, że nie należy mówić "ciąża" tylko "stan błogosławiony", co nie zostało nawet wyśmiane przez prowadzącą program. Jakby to było normalne.

Tym samym rękami biskupów i ich totumfackich dokonuje się genderyzacja miast i wsi. Mityczny gender trafia pod strzechy, strasząc porządnych Polaków katolików, że nie będzie już można łoić żony czy dzieci, a same dzieci zostaną nauczone tak strasznych rzeczy jak seks i masturbacja. Oraz, nie daj Boże, samodzielnego myślenia.

Wszystko to sprawia, że nieliczni prawdziwi chrześcijanie wśród polskich katolików zaczynają budzić we mnie jeszcze większy podziw. W takiej atmosferze nienawiści do wszystkiego co inne trudno jest kochać bliźniego, szanować go i dyskutować z nim, czy nawet przyznawać mu prawo do innego zdania.

Podobnie zaczyna dziać się i po drugiej stronie. Od dłuższego czasu widać (i sam to po sobie czuję) radykalizację także po stronie obrońców świeckiego charakteru państwa i prawa do zwykłego, ludzkiego samostanowienia o sobie. W efekcie front tej walki przebiega głównie tam, gdzie chcą tego biskupi - wokół zygot, nazywanych dla niepoznaki dziećmi poczętymi. Czasem wokół krzyży znaczących teren w urzędach, szkołach i Sejmie.

Tymczasem, choć ważny, to spór ten odwraca uwagę od równie ważnych rzeczy. Z drugiej strony, symbolicznie dowodzi on, że w Polsce prawo ustanawiane jest pod silniejszego i służy tylko silniejszemu. Ostatnio MEN karkołomnie dowiodło, że w publicznej szkole można zmuszać dzieci do modlitwy przed posiłkiem. Sąd zaś dowodził równie karkołomnie, że wiszący w Sejmie krzyż nie narusza prawa. Kto by się tam przejmował Konstytucją, prawda?

Podobnie jest ze sporem o aborcję. Oczywiście, lepiej założyć gumkę przed niż usuwać ciążę, ale też czasem zdarza się konieczność podjęcia trudnej decyzji, w sytuacji, w której trzeba dokonać wyboru - zmienianie pieluch dziecku z genetycznym defektem do końca życia albo szansa na drugi genetyczny rzut kostką. Inny trudny wybór, to albo dziecko z in vitro albo w ogóle.

Prywatnie nie mam najmniejszej ochoty mieć dzieci. Ale widząc, jakim szczęściem potrafią być dzieci dla otaczających mnie osób (i jak trudna jest miłość do dziecka, które nigdy nie będzie samodzielne), jestem za tym, aby każdy mógł sam podjąć decyzję i żeby ani Kościół, ani nawiedzeniu prawnicy nie odmawiali nikomu prawa do samodzielnego podjęcia decyzji.

Albo prawa do posiadania własnego dziecka, z własnej krwi, choćby z probówki.

Genderyzowanie życia przez kler to obrona pozycji i próba zajęcia kolejnych. Kolejny raz, jak z zamianą płodu na dziecko poczęte, Kościół i jego totumfaccy chcą wygrać bitwę o język.

A ja bym chciał wreszcie żyć bez tych sporów. W końcu, prawdziwy katolik nie zrobi skrobanki niezależnie od tego, na co będą mu pozwalać przepisy. Po co więc zmuszać wszystkich innych do kombinowania i wydawania większej ilości pieniędzy?

Do następnego,

Intel-e-gent

09:03, intel-e-gent , Aborcja
Link Komentarze (19) »
piątek, 28 października 2011

Klasycznym chwytem używanym gdy chce się pozbawić dyskutanta możliwości kontrargumentowania jest stwierdzenie, że "dyskusję na temat mamy chyba za sobą". Dyskusja przenosi się wtedy z meritum na sprawy poboczne.

Takiego chwytu użył były, pożal się Boże, przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Zoll mówiąc o aborcji. Stwierdził wprost:

Bezsporne jest przecież, że dziecko poczęte jest człowiekiem. Co do tej kwestii mamy już chyba dyskusję za sobą. Teraz trzeba wyciągnąć z niej odpowiednie konsekwencje 

Zdaniem profesora Zolla zabroniona powinna być aborcja w każdej sytuacji - także wad genetycznych płodu czy w przypadku, gdy jest wynikiem gwałtu. Łaskawie zezwala kobiecie podejmować decyzję w sytuacji zagrożenia jej życia lub zdrowia. Ale choć lekarze i biolodzy wiedzą, że antykoncepcja postkoitalna nie jest aborcją (bo nie dopuszcza do zapłodnienia, z grubsza rzecz ujmując) to też powinna być zabroniona.

Panie profesorze, bądźmy konsekwentni i pójdźmy dalej. Nie można zostawiać tego w ten sposób. Chrońmy już plemniki i komórki jajowe. Trzeba zakazać, pod karą dożywocia, względnie 25 lat więzienia, masturbacji. A już dożywociem, bezwzględnie, powinno być karane fellatio. W końcu to kanibalizm. Sprzedaż prezerwatyw powinna być nielegalna, a używanie ich karane dożywociem.

Każda kobieta od pierwszej miesiączki aż po menopauzę powinna prowadzić dzienniczek, urzędowo potwierdzony, każdej miesiączki i w przypadku jej braku znaleźć się pod specjalną ochroną najbliższego księdza, zakonnicy lub mnicha oraz specjalnie utworzonej Agencji Bezpieczeństwa Dzieci Poczętych.

Należy też bezwzględnie zakazać sprzedaży kobietom wszelkich substancji, które mogą przyczynić się do poronienia, a sprzedaż takową uznać za próbę morderstwa. Koniec ze sprzedażą kobietom kawy, herbaty, wina, piwa oraz zwykłego paracetamolu. Nich piją wodę, sok jabłkowy i przegryzają to tabletkami żelaza. Konsekwencje muszą być!

Co więcej, z uświadomienia sobie tych konsekwencji należy wyciągnąć jeszcze dalej idące wnioski i dbać również o inne stworzenia niż ludzi. Należy bezwzględnie zapewnić jajkom co najmniej takie sama prawa jak kurom. W końcu jajko to też kura, tak jak dziecko poczęte to człowiek. Dlatego uważam za nieludzkie sprzedawanie jajek w opakowaniach, które nie zapewniają kurom (to jest jajkom, ale to przecież kury) wystarczająco dużo miejsca. Każda kura, pardon, jajko, powinna mieć minimum tyle powierzchni w opakowaniu jajka co kura w kurniku przemysłowym.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

poniedziałek, 04 lipca 2011

SLD poczuło wiatr w żagle i postanowiło skorzystać z wątpliwej jakości prezentu podarowanego przez prawicę czyli odkurzenia tematu aborcji. Temat, sam w sobie ważny, prawica postanowiła odkurzyć, bo niektórym marzy się całkowite ubezwłasnowolnienie kobiet. Tak jakby, za przeproszeniem, najważniejszym problemem kraju była macica i zarodek.

Macice i zarodki nie powinny nas zajmować, szczególnie wtedy gdy nie są nasze, więc SLD postanowiło skierować do Sejmu projekt dopuszczający aborcję do 12 tygodnia ciąży na życzenie, a później w wypadkach określonych w obecnej ustawie (czyli w tak zwanym kompromisie aborcyjnym). Inaczej mówiąc - lewica chce, by każdy decydował o tym w zaciszu własnego sumienia, a ryzyko wystąpienia aborcji ma zmniejszyć przewidywana w projekcie refundacja antykoncepcji i edukacja seksualna.

Projekt ten nie ma jednak szans przejścia przez Sejm. Podejrzewam, że nie przejdzie nawet do komisji, jak projekt tak zwanych obrońców życia. Ale jest w nim też propozycja, którą należałoby uwzględnić w obecnym prawie. Mianowicie zakaz odmowy wykonania legalnego zabiegu z powodu tzw. klauzli sumienia. Zakaz ten dotyczyłby tylko i wyłącznie placówek związanych kontraktem z NFZ i trzeba przyznać, że od dawna powinien już funkcjonować w polskim prawie.

Co więcej, uważam, że możliwość zasłaniania się klauzulą sumienia przez lekarzy powinna w ogóle zniknąć z polskiego prawa. Nikt nikomu, pod pistoletem, nie nakazuje kształcenia się na medycynie, a na studia idzie się będąc na tyle dorosłym, by wiedzieć, że czasem zdarzą się sytuacje trudne etycznie. Jeżeli nie jestem w stanie zostać ginekologiem z uwagi na cień szansy, że będę musiał dokonać aborcji, to idę na księdza albo zakonnika. Nie muszę być lekarzem. 

Swoją drogą, wyobraźmy sobie lekarza będącego Świadkiem Jehowy (przepraszam Świadków za użycie ich jako przykładu) i pracującego na ostrym dyżurze. Odmowa wykonania transfuzji może być w tym momencie zabójcza dla pacjenta, prawda?

Osobiście sądzę, że to właśnie projekt SLD jest autentycznym kompromisem w tej sprawie. Nikt bowiem nie nakazuje w nim dokonywania aborcji, a zapisy o refundacji antykoncepcji i edukacji seksualnej mogą wręcz przyczynić się do zmniejszenia liczby zabiegów, tak legalnych jak i tych z podziemia.

Na czym, zapewne, najmniej zależy lekarzom, którzy w szpitalu zasłaniają się klauzulą sumienia, a w prywatnym gabinecie koją sumienie przy pomocy pieniędzy. Patrząc na to co się dzieje wokół praw kobiet do decydowania o własnym losie, można wręcz przypuszczać, że lobby ginekologów macza palce w projekcie zakazującym aborcji.

Żałuję, że wierchuszka SLD przypomina sobie o prawach kobiet dopiero przed wyborami. Ale lepiej, by pamiętali o tym chociaż wtedy. Może, jeżeli uda im się wygrać, to coś zmienią.

W każdym razie, SLD podrzuciło Platformie kukułcze jajo. Jeżeli Schetyna nie skieruje projektu pod obrady Sejmu udowodni, że PO klęczy przed Kościołem i robi mu dobrze bez najmniejszych obiekcji. Jeżeli skieruje i Sejm głosami PO odrzuci ten projekt (a odrzuci), to udowodni to samo. Tyle że z większym poszanowaniem reguł gry.

Tak czy inaczej, Platforma dopuszczając pod obrady Sejmu niekonstytucyjny projekt fundamentalistów katolickich sama zapędziła się w kozi róg. I wcale nie jest mi jej żal.

Za to będzie mi żal, jak Napieralski i jego lotny jak ołowiana kulka rzecznik prasowy spieprzą sytuację, w której wystarczy punktować PO. A że spieprzą nie mam, niestety, większych wątpliwości.

Do następnego,

Intel-e-gent

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery