Lewicowy punkt widzenia

SLD

poniedziałek, 16 lipca 2012

Polskie Stronnictwo Ludowe od dawna postrzegane jest powszechnie jako partia, którą łączy tylko tzw. koryto. Jej działacze nigdy specjalnie nie kryli się, że mniej interesuje ich ideologia, a bardziej trzymanie kontroli nad spółkami, agencjami itp. powiązanymi z rolnictwem. Od dawna też wiadomo, że to co kontrolują ludzie powiązani z PSL jest zorganizowane niemal jak prywatny folwark.

To, że podobnie ma się z niemal każdą większą państwową spółką czy agencją przejętą przez jakąś partię (dotyczy również tych samorządowych jednostek, które przynoszą jakieś "konfitury" nie wymagając nakładu pracy merytorycznej), jakoś nie zawsze przebija się do świadomości publicznej. To PSL jest, a przynajmniej ja od dawna tak pamiętam ową partię, swoistym symbolem nepotyzmu i kolesiostwa.

Trzeba było jednak wielu lat, by ktoś się tym zajął, a przynajmniej udał, że zajmuje. Centralne Biuro Antykorupcyjne postanowiło sprawdzić co robi PSL po tym, jak wyciekło nagranie rozmowy Władysława Serafina z Władysławem Łukasikiem, który żalił się na machlojki robione przez ludzi z Ministerstwa Rolnictwa. CBA wcześniej, najwyraźniej, nie widziało potrzeby prowadzenia jakiegokolwiek postępowania w ARR czy innych agencjach/spółkach znajdujących się pod kontrolą PSL.

Bardzo się cieszę, że ktoś się tym wreszcie zajmie. Może coś wyjdzie na jaw, może ktoś trafi przed sąd. Być może, ponieważ sprawa nie dotyczy polityków PO, ktoś może nawet zostanie skazany.

Jednak zastanawia mnie, czemu dopiero teraz? Co takiego się dzieje, albo co takiego będzie się działo, że akurat teraz CBA, policja polityczna na usługach premiera, zajmuje się PSL-em?

Czym podpadł Tuskowi Pawlak?

Niestety, w to, że CBA robi coś samo z siebie, nie uwierzę.To wciąż jest instytucja poza wszelką kontrolą, której polecenia może wydawać, z pominięciem wszystkich, prezes rady ministrów.

Dlatego i tylko dlatego węszę tu wolę polityczną. Niezależnie od tego, że wyciek i rozmowa miały miejsce. Ale do zajęcia się tą sprawą wystarczyłaby policja. Ma ona jednak wadę - nie raportuje do premiera i pośrednio jej działalność mogą kontrolować posłowie.

Do następnego,

Intel-e-gent

sobota, 28 kwietnia 2012

Sojusz Lewicy Demokratycznej ma nowego/starego szefa. Sternikiem partii oficjalnie został Leszek Miller. Ten sam człowiek, który jest współodpowiedzialny za obecny, fatalny stan SLD. To jego rządy w partii znaczone były wycinaniem zdolnych, a promowaniem biernych, miernych ale wiernych. To jego też rząd nie umiał pokazać pazura Kościołowi mając olbrzymie społeczne poparcie. Owszem, sytuacyjne wytłumaczenie miał - Polska miała wejść do UE, co Kościół mógł przyblokować, ale i tak była to stracona szansa.

Teraz Miller chce, aby "Konstytucja była ważniejsza od Ewangelii". I słusznie, bo tak powinno być, przynajmniej na gruncie prawnym, o czym zapominają politycy tak PiS jak i PO. Ale też to Leszek Miller nie zrobił niczego, by już 10 lat temu przełamać stopniowe zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez Kościół i polityków o mentalności irańskich mułłów.

Ciężko odczuwać optymizm patrząc jak w SLD wraca nowe. I owszem, są plusy - we władzach Sojuszu zasiądzie Joanna Senyszyn, która mówić co myśli się nie boi, będzie też młoda warszawska radna Paulina Piechna-Więckiewicz, o której mam dobre zdanie. Ale czy to wystarczy? Śmiem wątpić. Leszek Miller być może jest w stanie ocalić SLD przed upadkiem, ale bez potężnego wsparcia okoliczności zewnętrznych nie dopcha Sojuszu do władzy w następnych wyborach.

Nawet jeśli wzajemne napędzanie się przez PO i PiS wypali się wreszcie i wyborcy zwrócą się w inną stronę, to poparcie mediów prędzej zyska Palikot niż Sojusz. Nie dlatego, że jest lepszy, tylko dlatego, że SLD po prostu się nie lubi, co raczej się nie zmieni.

Przed Millerem olbrzymie wyzwanie. Śmiem wątpić, że podoła. Chyba, że nauczył się czegoś i zacznie otaczać się ludźmi, którzy coś sobą przedstawiają, a nie tylko Napieralskimi i Kalitami.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

20:20, intel-e-gent , SLD
Link Komentarze (3) »
niedziela, 11 grudnia 2011

Sojusz Lewicy Demokratycznej wybrał swojego nowego szefa. Został nim szef stary - Leszek Miller, który wypłynął z mroków niepamięci i na nowo robi karierę. Symboliczne jest, że natychmiast pospieszył do niego z kwiatami Grzegorz Napieralski.

Co prawda uważam Millera za niezłego polityka i osobę, która sprawdza się w Sejmie, ale partii to przyniósł on więcej szkód niż pożytku. I wcale nie mam tu na myśli dętej afery Rywina, w której wciąż nie jest wyjaśniona rola Wandy Rapaczyńskiej, a to co zrobił w dziedzinie wewnętrznych spraw SLD.

Tak się bowiem składa, że to za czasów Millera w SLD zaczęto promować ludzi takich jak Napieralski czy Kalita - miernych aparatczyków przekonanych o własnej doskonałości. Eliminowano natomiast ludzi zdolnych i mających coś do przekazania. Skutkiem działalności Leszka Millera zmierzającej do wyeliminowania zagrożeń dla jego władzy w Sojuszu jest dzisiejsza intelektualna i programowa posucha tej partii.

Oczywiście, może być tak, że Leszek Miller zdał sobie sprawę ze swoich błędów i będzie próbował promować teraz działaczy inteligentniejszych od ameby i Kality, ale szczerze w to wątpię. Tygrys może zmienić skórę, ale nie charakter. Wybór Millera na szefa SLD oznacza, że muszę zacząć szukać innej partii na którą mógłbym głosować i będę miał z tym problem, bo takiej partii nie ma.

Owszem, pociąga mnie antyklerykalizm Ruchu Palikota i darzę autentycznym szacunkiem wielu posłów tej partii, ale skrajnie liberalny program gospodarczy Palikota po prostu mnie odrzuca. Pozostaje mi mieć nadzieję, że z SLD wyłoni się coś bardziej autentycznie lewicowego i mój głos nie będzie głosem oddawanym na pozaparlamentarną opozycję.

Tak czy inaczej syndyk masy upadłościowej SLD zaczął swą pracę.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

poniedziałek, 10 października 2011

Wynik wyborczy SLD w żaden sposób mnie nie zaskoczył. Jeżeli już, to pozytywnie, bo mimo fatalnej kampanii Sojusz jednak wszedł do Sejmu. Choć mógł nie wejść, bo to co wyczyniała ekipa Napieralski, Kalita i Wikiński przechodziło ludzkie pojęcie i dowodziło, że o ile można mieć wątpliwości co do bezgraniczności wszechświata, o tyle ludzka głupota z pewnością jest bezgraniczna.

Dawałem temu wyraz głośno wczoraj, na Rozbrat, dokąd udałem się popatrzeć jak SLD przyjmuje klęskę. Z Ryszarda Kalisza wyszedł wewnętrzny burak chwilę po tym jak przestały patrzeć na niego kamery, Zieloni zaczęli wewnętrzne rozliczenia już o 21:30 między jedną tartinką z tatarem z łososia a drugą. A Katarzyna Piekarska godnie przyjmowała wszystko na klatę dowodząc, że w wierchuszce SLD jest jedynym politykiem z jajami.

Nietęgie miny mieli Grzegorz Napieralski i jego zły duch - Tomasz Kalita. Wygląda na to, że Napieralski jednak pierwszy raz zachowa się honorowo, zamierza zwołać kongres SLD, ale nie zamierza kandydować na szefa partii. Jak zachowa się Tomasz Kalita, trudno przewidzieć - jest więcej niż pewne, że spróbuje się wkraść w łaski tej ekipy, która przejmie władzę w SLD. Mam jednak nadzieję, że to bezwartościowe i bezideowe zero zostanie pogonione tam gdzie jego miejsce i za rok albo dwa zobaczymy Kalitę w roli członka PO, bo to w tej partii jest jego miejsce, nie w Sojuszu.

Wewnętrzne rozliczenia trochę potrwają. Ale mam nadzieję, że wyłoni się z tego odrodzony Sojusz, który zacznie wreszcie działać i myśleć tak jak już dawno powinien, a jego kierownictwo będzie brało pod uwagę fakt, że w Polsce media zawsze będą przeciwko SLD. Czego nie brała pod uwagę ekipa Napieralskiego, który wciąż jest przekonany, że miał świetną kampanię.

Dla SLD nadchodzi więc wiatr zmian. Pytanie tylko czy za 4 lata będzie komu prowadzić kampanię - PO może spokojnie wsadzić każdego niewygodnego polityka do więzienia, ma CBA w swoich rękach i praktycznie pełnię władzy. Nie mówiąc o tym, że ma w swojej dyspozycji również media.

Ale to pieśń przyszłości. Na razie w SLD potrzebny jest ktoś z jajami i umiejący trzymać miotłę.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

piątek, 07 października 2011

W niedzielę wybory, a już za chwilę cisza wyborcza. To ostatnia szansa, by móc powiedzieć dlaczego i jak zagłosuję. I zachęcić Was, drodzy czytelnicy do głosowania tak samo. Jak zrobicie - to już zależy tylko od Was.

Z bólem zębów postanowiłem jednak zagłosować na SLD. Wiem, że oznacza to między innymi głosowanie na Napieralskiego i jego najbliższe otoczenie, ale na inne partie głosować po prostu nie mogę. Bo sądzę, że bardziej zaszkodzą Polsce niż SLD. A dlaczego? Po kolei:

PiS znamy wszyscy. Są tacy, którzy popierają tę partię. Powody są dla mnie zagadkowe. Dla mnie PiS oznacza ciągłe kłótnie, szybką budowę państwa policyjnego i podejrzewanie wszystkich o wszystko. Jak do tego dołączyć fakt, że politycy PiS potrafią zrazić do Polski cały świat - to już wiadomo dlaczego na tę partię na pewno nie zagłosuję.

Platformę Obywatelską również znamy wszyscy. Ta partia rządzi od czterech lat i twierdzi, że jest jedyną gwarancją dalszego rozwoju Polski. Co prawda z obietnic premiera zrealizowała tylko wycofanie wojsk z Iraku, ale kto by się przejmował drobiazgami? Pożyteczni idioci w rodzaju Wojtka Orlińskiego i tak na nią zagłosują, bo "lewicy nie dowieźli". Tymczasem PO to partia, która w ciągu 4 lat podjęła 3 próby ocenzurowania internetu. Nie zdemontowała też żadnego z elementów IV RP - CBA ma się dobrze i nadal jest wykorzystywana przeciwko przeciwnikom politycznym rządzących. Różnica jest taka, że teraz zajmują się tym profesjonaliści, którzy robią to dyskretniej. Nie interesuje mnie autorytaryzm w żadnej odsłonie, więc na PO nie zagłosuję.

PSL jaka jest każdy widzi i każdy zna cenę. Głosując na tę partię głosuję za konserwowaniem KRUS, ale i na dowolną inną partię, która wygra wybory. PSL w koalicję wejdzie nawet z diabłem. Jeżeli się to opłaci.

PJN to zupełnie nie moja bajka. Fajna kampania mnie do nich nie przekonuje, bo są ludźmi, którzy wyszli z PiS. Nawet jeśli się zmienili, to nadal są narodowymi konserwatystami, a to już nie moja bajka. Jestem również za tym, by bezwzględnie przestrzegać neutralności światopoglądowej państwa - PJN tak jak PO i PiS tego na pewno nie zapewni.

Ruch Palikota, któremu poświęciłem osobną notkę, kompletnie mnie nie przekonuje. Z jednej strony oferuje antyklerykalizm, tak potrzebny sklerykalizowanej do cna Polsce, ale w pakiecie dołącza skrajny liberalizm. Jeżeli połączy siły z PO, to na pewno poglądy Palikota na gospodarkę, miłe również wielu politykom PO zostaną wdrożone i najsłabsi będą mogli zapomnieć o tym, że uczciwie wydostaną się z ubóstwa. Za to bogaci się wzbogacą.

Dlatego też wybieram SLD. Partię, która choć czasem pamięta o tym, że nie wszyscy mają równe szanse i państwo jest od tego, aby je wyrównywać. Pamięta również i przez całą kadencję przypominała to konsekwentnie, że w Polsce jest bardzo źle z przestrzeganiem konstytucyjnych praw osób niewierzących. Wreszcie, ta partia ma bardzo sensowny program zmian w sądownictwie. A jest to dziedzina, która zaczyna coraz pilniej wymagać dobrej reformy.

A jak zagłosujecie Wy, to już Wasza prywatna sprawa. W każdym razie liczę, że pójdziecie na wybory i wybierzecie najlepiej dla Was.

Do następnego,

Intel-e-gent

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery