Lewicowy punkt widzenia

Lewica

środa, 28 października 2015

Największą przegraną wyborów jest lewica. Żadnej z lewicowych partii nie udało się wprowadzić swoich reprezentantów do Sejmu, a fakt, że Razem dostało dotację tylko osładza ten pogrom. Po raz pierwszy mamy bowiem Sejm bez lewicy. A to oznacza poważne problemy dla Polski i olbrzymie wyzwania przed lewicowymi ugrupowaniami.

Zjednoczona Lewica, której formalna liderka, Barbara Nowacka już zapowiedziała dymisję (choć nie wiem po co, skoro nie ona jest tu najbardziej winna) powinna teraz szybko i skutecznie rozliczyć winnych porażki. Nie zrzucając przy tym winy na czynniki zewnętrzne, ale szukając tej winy wewnątrz. Na pewno powinien wreszcie odejść z polityki Leszek Miller, najlepiej zabierając ze sobą Czarzastego i innych polityków, którzy są już, po prostu, nieprzyswajalni dla wyborców. Należy też dobrze wykorzystać szczupłe środki z dotacji  i niewielkie zasoby zapewniane przez wciąż czynnych w polityce lokalnej radnych rad i sejmików. Moim zdaniem Zjednoczona Lewica powinna wreszcie nadrobić zaniedbania Millera z lat 2001-2005 i zbudować własne media. Przykład PiS i jego gadzinówek wskazuje, jak ważne jest posiadanie własnych tub propagandowych, niezależnych od łaski prawicowych en masse polskich dziennikarzy.

W tej kwestii dobrze byłoby porozumieć się z Razem, bo wbrew temu co sądzą razemici i co narzucają różni publicyści, interesy ZL i Razem sprzeczne nie były i nie są. Zjednoczona Lewica reprezentowała bowiem raczej elektorat lewicowy światopoglądowo, podczas gdy Razem swoje propozycje kierowała raczej do elektoratu lewicowego ekonomicznie. Oznacza to, że ZL i Razem mogły się świetnie uzupełniać. Piłeczka jest w tym momencie jednak po stronie Razem, które póki co skutecznie odżegnuje się od współpracy z kimkolwiek poza sobą samym. Co dobrze rozumiem, ale jednak wolałbym odrobinę więcej pragmatyzmu.

Podstawowym wyzwaniem lewicy jako całości jest jednak dotarcie ze swoją ofertą polityczną do jak najszerszego grona. Dlatego tak mocno akcentuję konieczność powstania (i wzmocnienia już istniejących) lewicowych mediów. Politycy lewicy powinni też nauczyć się lepiej wykorzystywać media społecznościowe, inaczej nie mają szans w walce z pisowsko-prawicową armią trolli, którzy potrafią błyskawicznie stworzyć wrażenie, że czarne jest białe, a dwa plus dwa równa się pięć.

Klęska wyborcza lewicy (i sukces Razem równocześnie, o paradoksie), jest znakomitą szansą na to, by lewicę wreszcie skutecznie odnowić i odświeżyć. To też szansa na to, by móc spokojnie prezentować lewicę jako jedyną autentyczną alternatywę dla obecnego, spetryfikowanego konfliktami wewnątrz prawicy i gigantyczną korupcją systemu. I jest mi doskonale obojętne, czy na czele lewicy jako całości będzie stało Razem czy to co wyłoni się ze Zjednocznej Lewicy. Ważne, by obrócić obecną porażkę w przyszły sukces. Lewico - możesz. I musisz.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

14:42, intel-e-gent , Lewica
Link Komentarze (9) »
czwartek, 29 sierpnia 2013

Związki zawodowe w Polsce są, jakie są. Nawet lewicowcowi, którym jestem, rzadko zdarzają się ciepłe myśli związane z polskim ruchem związkowym. Niestety, nie spełniają one w Polsce swojej roli, zajmując się raczej petryfikowaniem sytuacji w poszczególnych branżach niż obroną pracobiorców.

Zdarzają się jednak związkowcom wyjątkowo udane pomysły. A przynajmniej takie, które są godne rozważenia. Takim pomysłem jest inicjatywa OPZZ, by płacę minimalną ustalać także dla umów cywilnoprawnych i to w formie dość trudnej do ominięcia, bo w wymiarze godzinowym.

OPZZ proponuje, by płaca minimalna wynosiła 11 złotych za godzinę. Związek wyliczył to sobie z prostego podzielenia obecnej płacy minimalnej przez liczbę godzin, jakie standardowo wliczane są w pełen etat.

Ten pomysł ma sens. Można tu się spierać, co najwyżej o wysokość stawki, ale korzyści dla pracobiorców zatrudnionych w ramach umów o dzieło czy zlecenia są trudne do przecenienia. Oznacza to bowiem urealnienie zarobków i zbliżenie ich do stawek umożliwiających przeżycie na poziomie przekraczającym poziom biologicznego minimum bez konieczności pracowania po 200-300 godzin w miesiącu.

Pracodawcom, oczywiście, ta stawka się nie podoba, podobnie jak sam pomysł płacy minimalnej. Pamiętajmy jednak, że organizacje podobne do dzisiejszego Lewiatana protestowały niegdyś przeciwko zniesieniu niewolnictwa czy przeciwko regulacjom zakazującym zatrudniania dzieci. O dziwo, świat się przez zakaz niewolnictwa czy pracy dzieci nie zawalił.

Tak na marginesie, to pracodawcy narzekają u nas również na małą wydajność pracowników. Zapominają jednak, że zależy ona, przede wszystkim, od sposobu organizacji pracy przez pracodawców i menedżerów. Skoro nie potrafią zorganizować jej w sposób wydajny, to powinni się przekwalifikować.

Osobiście nie mam złudzeń, co do tego, czy rząd zajmie się propozycją OPZZ na poważnie. Prędzej wysłucha Jeremiego Mordasewicza obrażającego pracobiorców sugestiami, że urlop na żądanie niemal wszyscy wykorzystują do leczenia kaca. Panu Mordasewiczowi mówię wprost - nie oceniaj Pan innych swoją miarą. To że Pan byś tak robił, nie znaczy, że robią tak wszyscy.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

20:38, intel-e-gent , Lewica
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 lutego 2013

Zwyczaj sejmowy mówił, że kluby same sobie wyznaczają wicemarszałków i miało to sens, choćby w ułatwianiu pracy Sejmu. Niestety, zwyczaj ten właśnie się skończył - od teraz to większość sejmowa ustala, kto może być z danego klubu wicemarszałkiem, a kto nie.

Stało się tak na własne życzenie Janusza Palikota, który nie umiał wyjść poza ramy politycznego happeningu i tym samym zrobił krzywdę nam, zwyczajowi sejmowemu oraz dwóm bezpośrednio zainteresowanym paniom - Wandzie Nowickiej i Annie Grodzkiej. Kołtuństwo prawej strony sceny politycznej było tu wtórne - pełne chrześcijańskiej nienawiści miłości głosy takich osób, jak posłanka Pawłowicz pojawiłyby się tak czy inaczej.

Janusz Palikot rozegrał wszystko fatalnie, jakby sądził, że może członków swojego klubu przestawiać niczym pionki po szachownicy. Zapomniał, że ludzie to nie przedmioty, a on sam nie ma nad klubem i Sejmem takiej władzy, jak Tusk obecnie czy Kaczyński kilka lat temu. Najważniejszym efektem całej afery o stanowisko wicemarszałka jest więc niesmak. Niesmak i poniżenie.

Rysuje się jednak na horyzoncie coś jeszcze - Palikot znacząco przeszarżował i może się okazać, że zniechęcił do siebie swój potencjalny elektorat. Nie można bowiem równocześnie bronić publicznie praw kobiet i publicznie traktować ich jakby były przedmiotami. To, co działa w nocnych klubach nie działa w sferze publicznej.

Oczywiście, nie oznacza to, że ludzie ci natychmiast przestaną popierać RP, tym bardziej, że konkurencyjne SLD póki co nie potrafi nawet znaleźć własnego ideologicznego tyłka, ale sytuacja robi się dla Palikota poważna.Tym bardziej, że wybory powoli zaczynają się zbliżać, a konstruktywnych efektów działalności RP jakoś nie widać.

Palikot się spalił. Pytanie tylko czy całkiem.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

środa, 25 kwietnia 2012

Stary nowy szef SLD ma plan. Chce przelicytować Palikota w lewicowości (co nie jest takie trudne, biorąc pod uwagę fakt, że Palikot lewicowy jest tylko w kwestiach światopoglądowych). Czekając na wynik partyjnych wyborów, który jest ustalony z góry, Leszek Miller przedstawia zręby programu SLD. 

Koronnym punktem wydaje się być 50% podatek dla najbogatszych. I fajnie, że ktoś myśli o tym, by zmusić darmozjadów do płacenia podatków, ale ja pytam - a czemu nie 60 albo 90%? Cymes tkwi bowiem nie w stawce, ale w tym, by zamknąć możliwości ucieczki przed opodatkowaniem. A bez dobrego i stabilnego systemu podatkowego i pilnowania by menedżerowie nie pracowali pod przykrywką własnych działalności gospodarczych (tylko na umowę o pracę, bo są pracownikami najemnymi wynajmowanymi przez właścicieli), nie będziemy w stanie zmusić najbogatszych do płacenia podatków. Poza tym, nie każdy bogaty to darmozjad, zdarzają się chlubne wyjątki. Nawet w Polsce. 

Problem Sojuszu tkwi zresztą nie w braku odpowiedniego programu, tylko w ludziach. Od czasów pierwszego przewodnictwa Millera w SLD skutecznie pozbywano się ludzi zdolnych i mających coś do powiedzenia, zostawiając miernoty w rodzaju Napieralskiego, Kality czy Jońskiego. A przy tym nie pozbyto się betonu, a przynajmniej nie zmarginalizowano go na tyle, by przestał przeszkadzać. Beton ma się więc dobrze i wracają do obiegu ludzie w rodzaju Czarzastego czy Janika. Nie twierdzę, że są źli. Twierdzę, że nie nadają się do tego, by uratować jedyną partię, w której konsekwentnie pojawiały się przez lata lewicowe hasła.

I jedyną, która rządząc nie dokonała żadnego większego zamachu na podstawy demokratycznego państwa. Przypomnijmy, że PO kilkakrotnie już próbowała kuchennymi drzwiami wprowadzić cenzurę, a z kolei PiS radośnie budowało państwo oparte na mniej lub bardziej tajnej policji, której zresztą PO nie zlikwidowała (CBA ma się dobrze).

Niezależnie od haseł, jakie będzie miało SLD na sztandarach, sam fakt, że głosić je będą ludzie kojarzeni z betonem, promowaniem miernot i przesadnym pragmatyzmem powoduje, że wyborca lewicy rozpaczliwie szuka kogoś, na kogo mógłby głosować. I nie ma na kogo, bo Palikot to tylko medialny humbug i przystawka do PO, która ma zgarniać głosy lewicujących wyborców. W odpowiednim czasie skończy się to pewnie zjazdem zjednoczeniowym z PO i będzie po krzyku. O ile Platforma się w tym czasie nie skompromituje, ale póki co ma wciąż jeszcze wystarczająco dużo antypisowskiego paliwa, by nie martwić się o przyszłość. Nawet jeśli promuje się teraz w niej miernoty, tak jak w SLD na początku tego stulecia.

SLD kontratakuje. Tyle tylko, że nie ma kim. Hasła nie mają większego znaczenia.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

środa, 09 listopada 2011

Leszek Miller, szef klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej zadeklarował, że SLD nie będzie pomagał Palikotowi w walce o zdjęcie krzyża z sali obrad Sejmu. SLD woli zająć się reformą opieki społecznej czy uregulowaniem in vitro.

W sumie, to co chce robić SLD jest pożyteczne i zrobić to należy. Palikot raczej się tym nie zajmie, więc jest to swoiste szukanie niszy. Kłopot w tym, że poglądy większości działaczy SLD są w sprawie krzyża zbieżne z poglądami palikotowców. Również elektorat SLD (obecny i były) w większości wolałby nie widzieć w Sejmie jasnego dowodu na dominację Kościoła w życiu politycznym kraju.

Tym samym Leszek Miller strzelił Sojuszowi samobója i oddał pole Palikotowi. Po raz kolejny zresztą. Szkoda, że ten szczwany polityk nie rozumie, że SLD wiele stracił na zbyt wazeliniarskim podejściem do Kościoła, nawet jeśli da się je zrozumieć kwestiami takimi jak konieczność wprowadzenia Polski do UE, do czego potrzebny był spokój społeczny a nie wojna z Kościołem.

Niestety, politycy Sojuszu nie rozumieją, że to właśnie oportunizm i nadmiar pragmatyzmu doprowadził SLD do najsłabszego wyniku parlamentarnego w historii tej partii. Jeżeli szybko tego nie zrozumieją, Sojusz Lewicy Demokratycznej zniknie ze sceny politycznej. I Leszek Miller znów będzie wyprowadzał sztandar.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

 
1 , 2
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery