Lewicowy punkt widzenia

od redakcji

niedziela, 20 stycznia 2013

Jak niektórzy wiedzą, tradycyjnie wziąłem udział w Maratonie Blogerów organizowanym przez Agorę. Było fantastycznie, znów spotkałem się z ludźmi, których lubię (marzatelo - brakowało Ciebie!) i miło spędziłem czas. A oprócz tego wziąłem udział w konkursie na opowiadanie na podstawie zabawy, jaką Agora (ukłony dla Bagiennego) nam zorganizowała. Moje opowiadanie było zwycięskie i teraz prezentuję je Wam. Miłej lektury.

Detektyw Gabriela Rybicka zaparkowała swojego wysłużonego Chevroleta przecznicę od miejsca zdarzenia. Patrząc w lusterko poprawiła swoje blond loki i błyszczyk na ustach – lubiła, gdy jej makijaż był perfekcyjny. Sprawdziła jeszcze, czy guzik koszuli jest odpowiednio rozpięty i wysiadła zarzucając na siebie płaszcz.


Krótki spacer do miejsca przestępstwa był swoistym rytuałem, który pozwalał jej oswoić się z okolicą, a czasem i dojrzeć szczegóły, które pozwalały potem rozwiązać sprawę. Wszystko zależało od jej rodzaju, tym razem miała do czynienia z morderstwem w siedzibie jednej z największych firm medialnych w kraju. Góra chciała szybko rozwiązać sprawę, więc wezwała ją – jednego z najlepszych detektywów w mieście.


Stanęła przy bramce ochrony i krótką chwilę pozwalała, by ochroniarz ślinił się na widok jej dekoltu nim wyciągnęła odznakę. 
Na miejscu był już patolog, pochylony nad denatem. Prokuratora jeszcze nie było.
    - Co mamy? – zapytała.
    - Jacek Kowalski, 32 lata, dziennikarz śledczy. Zginął od ciosu w plecy, najprawdopodobniej nożem – powiedział patolog podnosząc się znad ciała. – Więcej będziemy wiedzieć po autopsji. Jakieś pytania?
    - O której nastąpił zgon?
    - Chwilę przed dziewiętnastą – patolog skinął na ekipę, że mogą zabrać ciało. Odwróciła się na pięcie.


Wiedziała już, od komendanta, że w międzyczasie nikt nie wyszedł. Morderca musiał ukrywać się gdzieś w budynku. Co oznaczało, że może być pracownikiem koncernu medialnego. Poszukiwaniami zajęli się mundurowi.


Szybko znaleźli Romana N., którego od razu zawieźli na posterunek razem z częścią dowodów wskazujących na niego. Gabriela uwielbiała nocne przesłuchania. „Powinnam pracować w CBA” pomyślała z rozbawieniem. Usiadła naprzeciw podejrzanego.
    - A więc – chwila pauzy – Roman N. dziennikarz, kolega denata – usiadła naprzeciwko i patrzyła na niego w milczeniu. – Chyba masz mi coś do powiedzenia.
    - Chcę prawnika  - powiedział od razu nadal łakomie patrząc na jej biust. Uśmiechnęła, po czym powoli podniosła się z krzesła i nagle uderzyła pięścią w stół.
    - To nie Ameryka! – szybki powrót do uśmiechu, usiadła. – O co kłóciłeś się z denatem?
    - Jaka kłótnia? – popatrzył na nią z dobrze udawanym zdziwieniem. Przestała się uśmiechać, nachyliła się do niego. Jego wzrok automatycznie podążył za jej biustem. „Napatrz się na cycki” pomyślała „Napatrz dupku”.
    - Ta, którą nagrała kamera w newsroomie, kotku – powiedziała tonem wręcz przeciwnym do słodkiego „kotku”. – I co teraz? – Roman N. zbladł. – A wiesz misiaczku, że to nie wszystko? – wyciągnęła kartkę w foliowej kopercie.
    - Poznajesz charakter pisma? – Roman N. był blady jak śmierć. – Ty to pisałeś, prawda? – ledwie zauważalnie skinął głową. Usiadła w zrelaksowanej pozycji. Rozległo się pukanie, wszedł mundurowy z plikiem wydruków i kopertą w ręce. Szybko zapoznała się z zawartością. Uśmiechnęła się drapieżnie, jak zawsze gdy jej domysły się potwierdzały albo jakiś facet już był na jej zawołanie choć jeszcze o tym nie wiedział.
    - Skończyliście już przeszukanie? – mundurowy pokręcił głową. – Rozumiem.


    - Opowiem ci jak było – stwierdziła. – Trzy lata temu wasza córka wpadła pod samochód, a sprawca zwiał. O ten wypadek oskarżono twojego kolegę – uważnie patrzyła na to, jak zmienia mu się twarz – ale umorzono sprawę z braku dowodów. Ty jednak byłeś pewny i dlatego zatrudniłeś się w tej samej firmie co Jacek Kowalski.
    - Zaprzyjaźniłeś się z nim. Podsunąłeś mu żonę na kochankę – roześmiała się na samą myśl o tym, że facet mógłby zmusić kobietę do zostania czyjąś kochanką wbrew jej woli – A raczej to twoja żona podsunęła ci ten pomysł. Prawda? – pokręcił głową.
    - Przyjmijmy, że to ty. – Wstała, odwróciła się od niego plecami. – Dziś zebrałeś do ręki wszystko i poszedłeś skonfrontować się z Jackiem. Nie wiem o czym dokładnie rozmawialiście, zapewne go szantażowałeś, ale coś poszło nie tak i musiałeś go dorwać nim wymknie się sprawiedliwości.
    - To nie tak – wyrwało mu się. Uśmiechnęła się. Elementy układanki wskoczyły na miejsce.
    - To fakt – pokiwała głową. – A nawet jeśli to ty dźgnąłeś go nożem – Wyciągnęła nóż z koperty. – Tym nożem, to nie ty byłeś mózgiem tej operacji. – z przyjemnością patrzyła jak blednie jeszcze bardziej. – Ale to ty odsiedzisz dożywocie, no z dwadzieścia lat, jeżeli sąd będzie łaskaw. Możesz mieć jednak farta.
    - Tak? – z nadzieją patrzył na niewysoką blondynkę o anielskiej twarzy i zimnych zielonych oczach.
    - Tak – usiadła i spojrzała mu prosto w oczy. – Bo właśnie zjawił się anioł, któremu możesz powiedzieć jak było.
    - Anioł?
    - Tak – uśmiechała się czując wręcz perwersyjną przyjemność. – A wiesz jaki jest mało znany fakt na temat aniołów? – Roman N. pokręcił głową. – Zjawiają się tylko raz. - Znów rozległo się pukanie. Mundurowy nachylił się do jej ucha.
    - Mamy ją – szepnął. Pokiwała głową.
    - Mówisz Romanie, czy wolisz siedzieć? - spojrzał na nią. W oczach widać było determinację.
    - Wszystko powiem. Zaczęło się, gdy przypadkiem lekarz, u którego była, opowiedział jej o pacjencie, który… 



Do następnego :)

17:02, intel-e-gent , od redakcji
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 czerwca 2010

Uprzejmie informuję wszem i wobec, że honor wciąż jeszcze ma się dobrze. Informuję o tym każdego, kto zna sprawę małej facebookowo-blogowej dyskusji pomiędzy mną a Bartoszem Węglarczykiem.

Do rzeczy :)

Z przyjemnością powiadamiam, że Bartosz Węglarczyk nie rzuca słów na wiatr i spełnia swoje publiczne zobowiązania.

Powiadamiam nie powodowany jakimkolwiek wyrokiem, a z własnej nieprzymuszonej woli i z olbrzymią przyjemnością. Ciekawe czy poseł Kurski by tak potrafił? ;)

Do następnego,

Intel-e-gent

14:41, intel-e-gent , od redakcji
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 czerwca 2010

Wczoraj przez Facebook i Twittera Bartosz Węglarczyk poinformował świat, że jestem ignorantem oraz, że wściekam się na Gazetę Wyborczą. Zarzucił mi również nieopłacanie abonamentu RTV i obiecał 100 złotych jeżeli dostarczę dowód, że jednak opłacam.

Te same zarzuty postawił Bartoszowi Machalicy z Krytyki Politycznej.

W moim przypadku kontrowersje były związane z tekstem, który popełniłem w sobotę dla Pardon.pl, który jest obecnie moją macierzystą redakcją.

Dodatkowo, pan Bartosz napisał, że PKW stwierdziła, że okładka GW nie narusza ciszy wyborczej.

Po przydługim wstępie...

Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła w tej sprawie co następuje:

Zastępca przewodniczącego Jan Kacprzak odniósł się również do sprawy zamieszczenia
zdjęcia dwóch kandydatów w sobotnio-niedzielnym wydaniu Gazety Wyborczej. W opinii
PKW zamieszczenie wizerunków dwóch kandydatów, nie opatrzone żadnym komentarzem,
nie musi świadczyć samo przez się o naruszeniu ciszy wyborczej. Kandydaci są pokazywani w
programach telewizyjnych w dniu dzisiejszym (na żywo) podczas głosowania. Bardziej
prawidłowe, zdaniem PKW, byłoby jednak niezamieszczenie tych zdjęć lub zamieszczenie
zdjęć wszystkich kandydatów. Decyzja czy zamieszczanie tych zdjęć jest karalnym
naruszeniem ciszy wyborczej należy do organów ścigania.

Nie stwierdziła więc wprost, że nie narusza ciszy ile oświadczyła ustami Jana Kacprzaka, że nie musi to świadczyć samo przez się o naruszeniu ciszy wyborczej. Widzimy też, że lepiej byłoby umieścić zdjęcia wszystkich dziesięciu kandydatów. Ostateczną decyzję, czy było to złamanie czy nie ciszy wyborczej, PKW przerzuciła na organy ścigania. Czyli stwierdziła, ale nie stwierdziła.

Członkowie PKW nie widzą w tym dużego problemu, jednakże wolą, aby zdecydował o tym sąd. Nie jest to dla mnie jednoznaczne stwierdzenie, że okładka sobotniej GW nie naruszyła ciszy wyborczej, a tylko (i aż) opinia PKW w tej sprawie, która nie jest ostateczna, bo ostatecznym rozstrzygnięciem będzie wyrok sądu.

Co do mojej ignorancji, to w moim tekście z Pardonu, można wyczytać na jakich przesłankach oparłem wniosek, że okładka ta była naruszeniem ciszy wyborczej. Przypomnę więc tylko, że podstawą mojego rozumowania były wyjaśnienia PKW dotyczące tej bzdury, jaką jest cisza wyborcza.

Nie zaprzeczę natomiast, że nie jestem prawnikiem, więc obca mi jest też prawniczka kazuistyka...

Jeżeli chodzi o abonament RTV, to przepraszając za jakość zdjęcia, umieszczam dowód przelewu na odpowiednie konto...


dowód wpłaty

Panie Bartoszu... chyba będzie Pan jednak lżejszy o 100 złotych.

Podsumowując - stwierdzenie PKW nie rozstrzygnęło jeszcze sprawy ostatecznie, można rzec natomiast, że członkowie Komisji postąpili jak sędziowie orzekający o "niskiej szkodliwości społecznej czynu", gdyż problem zauważyli.

Mam nadzieję również, że przekonałem Was i Bartosza Węglarczyka, że nie jestem ignorantem. Przynajmniej nie w tej sprawie, bo istnieją zagadnienia, liczone w tysiącach, na których kompletnie się nie znam i jestem w nich ignorantem.

Do następnego,

Intel-e-gent


PS Nadal uważam, że okładka GW naruszyła ciszę wyborczą, promując w nieuzasadniony sposób dwóch spośród dziesięciu kandydatów ;)


sobota, 10 kwietnia 2010

W pierwszej chwili myślałem, że to spóźniony prima aprilis. Ale jednak nie. NIESTETY NIE.

Zginął Prezydent RP, Lech Aleksander Kaczyński. Wraz z nim zginęła jego małżonka i kilkadziesiąt osób, ważnych osób w państwie.

Nie teraz czas i miejsce na komentarze typu "co, jak, dlaczego", na to miejsce i czas później. Teraz jestem w szoku, podobnie jak większość Polaków. Wraz z prezydentem zginęło wiele najważniejszych osób w państwie - szefowie sił zbrojnych, Sławomir Skrzypek, Jerzy Szmajdziński... pełna lista tutaj.

W chwili obecnej szok jeszcze walczy z niedowierzaniem. Niezależnie od tego co myślałem o osobach, które dziś tragicznie zginęły, jedyne co mogę teraz powiedzieć, że żal, smutek i ból wypełnia moje serce.

Na inne uczucia przyjdzie jeszcze czas.

W tej chwili mogę tylko rzec: Cześć Ich pamięci.

wtorek, 05 stycznia 2010

Wygląda na to, że przynajmniej jedna organizacja, którą możemy określić mianem antyklerykalnej, poszła po rozum do głowy i zrozumiała, że obecność w Sieci to nie tylko mądre teksty dowodzące czarno na białym, że Kościół zamieszany jest w afery, polska pobożność potoczna żałosna, a wiara w Boga nieracjonalna. Szczególnie, że najbardziej rozrywkowe były komentarze pod tekstami dowodzące najwyżej tego, że również ateusze bywają przaśni jak mohery.

Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów tuż przed Świętami wypuściło swoje najnowsze dziecię do Sieci. Stronka zawierająca zdjęcia najbardziej koszmarnych przykładów sakrokiczu w Polsce i na świecie jest i śmieszna, i straszna. Śmieszna, bo jak tu się nie śmiać z witrażu który jest tak schrzaniony, że klęczący na nim chłopiec wygląda tak jakby właśnie zadowalał stojącego przed nim księdza? Straszna zaś dlatego, że ktoś przecież takie kwiatki stawia i robi.

Pomysł jest bardzo dobry, obecność w Sieci wymaga również elementu rozrywki, przyciągającego osoby niekoniecznie zainteresowane czymkolwiek poza zabawianiem się do stron PSR i jej ideologii. Zrozumieli to już politycy, co widać po formach spotów wyborczych i pewnej ilości gadżetów netowych na stronach partii, a niedługo zapewne zrozumie i Tadeusz Rydzyk. Pomysł Racjonalistów wart jest pochwały i propagacji.

Po prostu, warto stronkę polecić. Choćby po to, aby się pośmiać.

Do następnego,

Intel-e-gent

 
1 , 2
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery