Lewicowy punkt widzenia

Prawica

piątek, 21 sierpnia 2015

Prezydent PiS, przepraszam, Rzeczypospolitej Andrzej Duda (czy stwierdzenie faktu to już przemysł pogardy?) postanowił zaproponować referendum, w którym jego partia będzie wzywać do głosowania 3xTAK. Nie przepadający za Prawem i Sprawiedliwością internauci mają już z tego referendum (które nie musi dojść do skutku, bo jeszcze musi się Senat na nie zgodzić) niezłą zabawę. Galopujący Major zaczął nawet na Twitterze akcję #referendummajora, w którym pojawiły się choćby pytania o odebranie Terlikowskim dzieci i oddanie ich gejom na wychowanie...

Mało kto, póki co, zwrócił uwagę na pewne luźne podobieństwo do innego referendum sprzed lat, w którym nieprzepadająca za demokracją partia wzywała do głosowania 3xTAK. Wtedy też plebiscyt miał na celu wzmocnienie pozycji tej partii i danie jej wolnej ręki. Na to samo liczy teraz Prawo i Sprawiedliwość. Szczególnie, że takie ustawienie referendum, równocześnie z wyborami, ma dać tej partii zwycięstwo. Co więcej, biorąc pod uwagę sondaże, PiS może mieć samodzielną (choć nie konstytucyjną) większość i niewiele będzie w stanie powstrzymać tę partię przed zafundowaniem nam rzeczy, przy których okres 2005-2007 będzie się jawił jako spokojny, dostatni i bez ekscesów.

Kaczyński rozgrywa obecną partię szachów bardzo dobrze. Starannie, od początku kampanii prezydenckiej obecnego prezydenta, wykorzystuje słabości przeciwników i ustawia ich dokładnie na tych pozycjach, na których chce by byli. A ma co wykorzystywać. Porażka w wyborach prezydenckich wyrwała, co prawda, PO z samozadowolenia, ale skłoniła też do nerwowych ruchów. Jedyny fajny pomysł - przejazdy premier Kopacz kolejami to za mało, by coś zmienić. A gwałtowne realizowanie obietnic sprzed 8 lat też popularności nie przysparza (bo udowodniło to, że PO coś zmienia, gdy ma nóż na gardle).

A że przy okazji PiS sowicie (przy pomocy SKOKów) finansowało tzw. niezależne media, którym udało się przejąć rząd dusz w walce na memy i tweety, to zwycięstwo PiS jest bliskie. Na szczęście, do Londynu można teraz uciekać bez konieczności chowania się po bagażnikach aut z dyplomatycznymi blachami.

22:41, intel-e-gent , Prawica
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 kwietnia 2013

Od kilku lat polska scena polityczna jest spetryfikowana za pomocą sztucznego konfliktu między PO a PiS. Różnice między tymi partiami są, zasadniczo, nieistotne i sprowadzają się do kwestii personalnych. Powiedzmy sobie wprost - różnice między PO a PiS są takie, jak różnice między czerwonką a cholerą. Dla zwykłego człowieka obie wyglądają tak samo, bo tak samo się s...a.

Sprytne rozgrywki obu liderów umacniają ich pozycję w ich partiach i nie mają większego znaczenia dla kraju, bo obie te partie wspierają najbogatszych, a tymi co niczego nie mają co najwyżej wycierają sobie twarz.

Strategia silniejszego czyli Donalda Tuska opiera się od kilku lat na straszeniu PiSem. PiS jest zły, bo nasyłał służby na niewinnych ludzi (PO robi to dyskretniej), PiS jest zły, bo ma nieodpowiedzialne pomysły gospodarcze (fakt, obniżenie podatków najbogatszym okazało się być fatalne w skutkach dla budżetu, ale PO jakoś ich nie podnosi z powrotem), a co najważniejsze PiS to szaleńcy smoleńscy.

Jednak to paliwo zaczyna się wyczerpywać. Kryzys i narastające poczucie biedy czy wyzysku powodują, że ludzie szukają kogoś, kto coś zmieni. Idą do tych, którzy krzyczą najgłośniej, a najgłośniej krzyczy PiS. I nie jest ważne, że PiS krzyczy "Smoleńsk". Ważne, że robi to w kontrze do rządu, który nie rządzi, a administruje.

Oczywiście, do wyczerpania się potencjału straszaka jeszcze daleko. A nawet jeśli, to zmieni się tylko tyle, że zamiast Donalda będzie rządził Jarosław, który tak samo będzie dbał o najsilniejszych. Tyle, że częściej będzie urządzał pokazowe ściganie tych, którzy byli zbyt bezczelni i nie chcieli się dzielić.

A zwykły człowiek dalej będzie musiał się głowić, jak wyżyć za 7 złotych za godzinę.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Tagi: PIS PO
22:38, intel-e-gent , Prawica
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 04 lutego 2013

Trzeba przyznać, że polscy politycy lubią tworzyć tematy zastępcze. Szczególnie ci z prawej strony sceny politycznej. Do rangi naczelnego problemu wielu polityków PiS-u i Solidarnej Polski urósł fakt, że Ruch Palikota chce, by wicemarszałkiem Sejmu została Anna Grodzka.

Swoją drogą, nie rozumiem po co podkreślać, że Anna Grodzka jest osobą, która zmieniła płeć. Dla oceny merytorycznej nie ma to znaczenia, ale chyba w Polsce trzeba jednak uczyć ludzi, że takie rzeczy się zdarzają i osoby takie jak pani Anna mają prawo do funkcjonowania w społeczeństwie na każdym szczeblu.

Niemniej "problem" Anny Grodzkiej nie jest, w mojej opinii, czymś istotnym. Ruch Palikota ma prawo, zgodnie z sejmowym obyczajem, wskazać swojego wicemarszałka. Kogo wybierze jest sprawą władz klubu i zgody osoby zainteresowanej. Mieszanie się do tego innych partii jest niczym innym jak hucpą i tworzeniem problemów zastępczych.

Nie da się jednak ukryć, że politykom prawicowej opozycji (tak jak i rządowym) merytoryczne mówienie o gospodarce, zwalczaniu bezrobocia czy problemach służby zdrowia przychodzi z trudem. Podobnie jak przychodzi to z trudem dziennikarzom największych mediów - tak głównego nurtu, jak i tych spod znaku PiS czy Radia Maryja.

Zapewne dlatego, że mówiąc o sprawach związanych z gospodarką, nawet jeśli ekonomia jest bliższa astrologii niż nam to wmawiają, wymaga pewnej elementarnej wiedzy. A z tym u polityków i większości dziennikarzy jest poważny problem w postaci pustki w głowie.

Swoją drogą - czy premier Tusk i minister Nowak ustosunkowali się już do listu otwartego kolejarzy dotyczącego nadmiaru stanowisk menedżerskich w PKP SA?

Do następnego (?)

Intel-e-gent

środa, 30 stycznia 2013

Jak powszechnie wiadomo, Polska jest krajem, który nie ma żadnych większych problemów. Jesteśmy państwem bogatym, w którym przeszło jedna czwarta populacji nie znajduje się poniżej lub na progu ubóstwa, a wszystkie dzieci chodzą najedzone. Ci tak zwani ubodzy, zapewne udają, by wyłudzać zasiłki od państwa.

Nie mamy również problemów z bezrobociem, bo przecież te kilkanaście procent bezrobotnych, to zapewne ludzie, którzy uparcie unikają jakiejkolwiek pracy i są sobie, zapewne, sami winni. No bo przecież pensje w Polsce są tak wysokie, że wystarczają nawet na wydźwignięcie się z ubóstwa, o czym może się przekonać tak znacząca grupa ludności (zapewne wyłudzaczy).

Nie jesteśmy również krajem, który miałby problemy z deficytem budżetowym. On istnieje tylko na papierze i tylko po to, by mydlić ludziom oczy. Polska wręcz miodem i mlekiem płynie i nie ma powodów, by senatorzy (czy inni politycy) zajmowali się takimi bzdetami jak problemy ubóstwa, bezrobocia, deficytu budżetowego itp.

Dlatego też senatorzy zajęli się zorganizowaniem konferencji na niezwykle istotny temat. Tytuł konferencji brzmiał "Świętowanie niedzieli kluczem chrześcijańskiej tożsamości". 

Uczestnicy konferencji mogli dowiedzieć się o przerażających lewakach napastliwie atakujących wartości chrześcijańskie i w ogóle religijne. Można było się także dowiedzieć, że niedzielę należy świętować po chrześcijańsku, bo inaczej umiera prawdziwy humanizm...

Wszystko to odbyło się pod szyldem senackiej komisji praw człowieka, praworządności i petycji. Co zostawiam bez komentarza.

Chciałbym jednak, by senatorzy zajęli się poważniejszymi problemami niż ten, czy niedziela jest świętowana po chrześcijańsku. Jakoś problemem nieprzestrzegania szabasu czy brakiem muezinów w Polsce się nie zajmują. Więc skoro nie potrafią być neutralni światopoglądowo w pracy, to niech zajmą się problemami takimi jak - bezrobocie, deficyt budżetowy czy ubóstwo w Polsce.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

21:27, intel-e-gent , Prawica
Link Komentarze (5) »
niedziela, 16 grudnia 2012

Problem tzw. mowy nienawiści ma szansę awansować na kolejny naczelny problem naszych polityków. Oczywiście, w ramach wojenki pomiędzy PO a PiS. Oczywiście, obie partie twierdzą, że są niewinne niczym ta lelija.

Problem z "mową nienawiści" polega na tym, że stała się ona normalną praktyką polityczną w Polsce już od momentu, w którym wybuchła tzw. afera Rywina. Teraz mało kto pamięta filipiki Ziobry, Rokity czy Wassermana, ale to były pierwsze od lat wybuchy niczym nieskrępowanej nienawiści wobec przeciwników politycznych od połowy lat 90. XX wieku i wyborów prezydenckich wygranych przez Aleksandra Kwaśniewskiego (wspomnijcie Mariusza Kamińskiego i Ligę Republikańską).

Przywódcom PO i PiS wyczyny owych panów nijak wtedy nie przeszkadzały, podobnie mediom. Służyły zbożnemu celowi jakim było kopanie SLD i, jako takie, były jak najbardziej akceptowalne, ba godne powtarzania w każdym serwisie informacyjnym. Nad potencjalnymi konsekwencjami nie zastanawiał się nawet Adam Michnik, który tak bardzo teraz sprzeciwia się eskalacji nienawistnego języka w dyskursie politycznym.

Z czasem "mowa nienawiści" mocowała się w praktyce politycznej coraz mocniej. Politycy PiS obrażali polityków PO, politycy PO obrażali polityków PiS, a obie partie solidarnie pluły na lewicę. Wdzięczne media spijały z ust polityków obelgi niczym informacje o mamie Madzi i przekazywały dalej radośnie twierdząc, że "przecież lud tak chce".

Pogarda i nienawiść narastały - ekscesy Palikota, polityków PiS (zbiorowe) czy  polityków PO dowodziły, że temperatura sporu między bratnimi partiami rośnie. Ale naprawdę przybrała na sile dopiero po katastrofie smoleńskiej. Uznanie przez jedną z partii, że tylko ona ma monopol na prawdę w tej kwestii (i że tą prawdą jest zamach, BO TAK!) sprawiło, że zniknęły wszelkie hamulce i to po obu stronach.

To stąd biorą się wyskoki Niesiołowskiego czy nieco rzadsze innych polityków PO, czujących, że należy jednak czymś się od PiS odróżniać. To stąd bierze się kurs Kaczyńskiego obliczony na całkowite zdezawuowanie demokratycznego, jakby nie było, mandatu obecnego rządu. Stąd też bierze się pisowska agresja wobec niepisowskich mediów przejawiana przez polityków PiS i tzw. niepokornych.

Agresję widać też wśród dziennikarzy niepisowskich mediów - Tomasz Lis, Monika Olejnik, Agnieszka Kublik i inni im podobni, kreując się na arbitrów elegancji agresywnie punktują i wdeptują w ziemię każdego kto nie z nimi. Robią więc dokładnie to samo, co Ziemkiewicz, Karnowscy, Sakiewicz czy Lisicki. Ci wszyscy ludzie niczym się od siebie, poza wektorem, nie różnią. Są tak samo zadufani, przekonani o własnej doskonałości i pełni nienawiści do tych, którzy myślą inaczej.

Taka nienawiść może mieć konsekwencje. W 1922 roku po podobnej kampanii nienawiści zginął prezydent RP. Teraz również może dojść do nieprzyjemnych wydarzeń i ciężko stwierdzić kto zacznie.

Jak przysłuchać się co mówią zagorzali zwolennicy PiS, to pozostaje dość do wniosku, że to czego pragną to zamach stanu z Jarosławem Kaczyńskim na czele, a jego przeciwników należy wziąć za mordę. Jeżeli posłuchać nielicznych nieoportunistycznych zwolenników PO, to pozostaje dojść do wniosku, że Kaczyński powinien zostać zamknięty, a zwolenników PiS należy wziąć za mordę.

Siedzimy na beczce prochu i czekamy na iskrę. Czy znajdzie się ktoś, kto zaleje proch wodą? Na pewno nie znajdzie się w PiS czy w PO. Obie partie korzystają na tym, że atmosfera jest gorąca i liczą, że dzięki temu zgarną więcej niż pula określona Konstytucją.

Może więc czas zdelegalizować obie partie psujące polską demokrację od samego początku swojego istnienia ?

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Tagi: PIS PO
16:56, intel-e-gent , Prawica
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery