Lewicowy punkt widzenia
Kategorie: Wszystkie | Aborcja | Debata | Gruzja | Hazardgate | Lewica | Minął tydzień... | PO | PiS | Prawica | SLD | od redakcji | renegocjujmy konkordat | wywiady
RSS

Minął tydzień...

niedziela, 23 września 2012

Polska to chyba szczęśliwy kraj. Nie ma u nas problemu bezrobocia, rosnącej biedy większości i bogactwa mniejszości. Za to podstawowymi problemami Polaków wydają się być tak niezwykle istotne sprawy jak  wesele Oli Kwaśniewskiej czy zlizywanie pianki z kolan księdza.

Politycy są równie ambitni jak reszta Polaków. Ich podstawowym problemem przez cały tydzień były ekshumacje i rozważanie czy w trumnach mogą leżeć właściwe ciała. Tak jakby nigdy nie uczyli się fizyki z biologią i nie mieli pojęcia, że po katastrofie z takimi siłami oddziałującymi na znajdujących się w samolocie ludzi ciała muszą być przemieszane, bo inaczej być nie może.

Nie ma co, cudowny to kraj ta Polska, w której media robią z śmierci w rodzinie zastępczej wielką aferę na cały kraj, zamiast poinformować i ewentualnie pilnować czy aby na pewno prokuratura i sądy zajmują się podejrzanymi. Ale przecież śmierć dzieci jest taka medialna. A interesować się wcześniej? Po co? Dziennikarstwo śledcze kosztuje i jeszcze menedżerom koncernów medialnych zabrakłoby na nowe limuzyny.

Naród, nie mam co do tego wątpliwości, bo google nie kłamią, pasjonował się też ślubem Oli Kwaśniewskiej. Ciesząc się jej szczęściem (a niby czemu nie?), zastanawiam się po co, do cholery jasnej, wchodzić jej z kopytami w życie? Nie mówiąc o żałosnej relacji "live" jaką na Twitterze prowadził Marek Siwiec - żałosnej nie dlatego, że była, tylko dlatego, że ludzie się na nią rzucili...

Innym medialnym hitem tygodnia była pianka zlizywana z kolan księdza. Otrzęsiny w salezjańskim gimnazjum już stały się przebojem na świecie i wątpliwe, by zainteresowani się z tego cieszyli. Salezjanie płacą za swoją głupotę wysoką cenę, a ja jestem jakoś dziwnie przekonany, że raczej nie było tu niczego poza bezmyślnością i głupią butą. Nie ujmując troski z jaką media przytaczały wypowiedzi psychologów, zastanawiam się czemu media nie dotarły do tego wcześniej, bo zainteresowani przyznają, że otrzęsiny miały taki przebieg od lat.

Aha, no tak, dziennikarstwo śledcze kosztuje, a content musi być jak najtańszy.

Z kolei politycy uprawiają kabaret. Tym razem (kolejny już raz) politycy PiS dostarczają nam rozrywki wpychając się wbrew przepisom na ekshumacje i głośno oświadczając, że państwo nie spełniło swojej roli, bo w trumnach mogą być przemieszane ciała.

Panie posłanki i panowie posłowie z PiS - bierzcie podręcznik do fizyki dla klasy szóstej i podręcznik do biologii i douczcie się. Nie musicie znać wzorów i oznaczeń, po prostu ogarnijcie co dzieje się z człowiekiem w czasie katastrofy czy wypadku. Jeżeli literki i cyferki będą dla Was za trudne, to pojedźcie na miejsce dowolnego wypadku samochodowego, będącego skutkiem nadmiernej prędkości. Ojej, miazga, prawda? Ciężko rozpoznać kto jest kim, prawda? 

Przy okazji, rząd zajmuje się nadal głównie kreowaniem wizerunku i próbuje udawać, że co prawda kryzys jest, ale przecież on nie ma z tym nic wspólnego. Pewnie, bo biorąc pod uwagę sytuację na świecie nie dało się przewidzieć, że gdy skończy się kasa z UE to PKB zacznie dawać nurka. No jasne... Aha, to wina PiS, SLD i w ogóle wszystkich przed nim. Ale broń boże nie rządu.

Taki to już szczęśliwy kraj ta Polska, w którym ludzie i politycy zajmują się pierdołami, zamiast wziąć się za rzeczy ważne. A gdy już się wezmą, to tylko po to, by spieprzyć. Czego najlepszym dowodem jest bełkot jaki wychodzi z Sejmu w postaci ustaw. Dziw, że w Polsce jeszcze ktokolwiek przestrzega prawa.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

 

niedziela, 12 lipca 2009

Mimowolną bohaterką ostatniego tygodnia stała się Jolanta Kwaśniewska, którą niektórzy dziennikarze i redaktorzy chcą wrobić w prezydenturę (albo przynajmniej kandydowanie na urząd prezydenta). Pomijając fakt, że Aleksander Kwaśniewski byłby śmieszny jako pierwsza dama, zastanówmy się dlaczego dla lewicy ta kandydatura byłaby strzałem w stopę.

Po pierwsze, nadal nie jest wiadome jakie poglądy ma Jolanta Kwaśniewska. No dobrze, wiemy jakie ma poglądy na sposób spożywania bezy, ale to nie są ani poglądy polityczne ani społeczne. Możemy jednak dedukować na podstawie nielicznych wypowiedzi i bardziej licznych zachowań, że poglądy Jolanty Kwaśniewskiej bardziej pasowałyby liberałom niż wyborcom lewicy. To, że Jolanta Kwaśniewska wypowiada się pozytywnie o prawach kobiet, wcale nie świadczy o jej lewicowości, gdyż prawdziwi liberałowie też opowiadają się za pełnym równouprawnieniem (w przeciwieństwie do darwinistów społecznych z UPR czy fałszywych liberałów z PO).

Po drugie, Jolanta Kwaśniewska jest nijaka. Jest ona elegancką, sympatyczną kobietą nijak nie wpadającą w pamięć. Oczywiście, w czasach, w których w polityce rządzi PR i sprzedawanie polityków jak proszków do prania, to wcale nie musi być wada, ale lewicy potrzebny jest wyrazisty lider (niezależnie od płci).

Po trzecie, SLD i cała lewica musi podejść bardzo ostrożnie do faktu, że Kwaśniewską lubi większość mediów kojarzonych z popieraniem PO, czyli, na przykład TVN czy Gazeta Wyborcza. Łaskawość tych mediów dla lewicy jest dość rzadka i najczęściej przypomina zachowania kata podającego ostatniego papierosa i czule żegnającego się ze skazańcem. Tak się, niestety, składa, że redaktorzy z mediów próbują (w dobrej wierze!!) zaklinać rzeczywistość. Parę razy im się udało, a w przypadku lewicy skuteczność mieli 100% i dlatego z lat 2001-2005 wszyscy pamiętają tylko aferę Rywina (i co najwyżej jeszcze winiety Pola), ale już pozytywów nie pamięta nikt, nawet osoby chodzące do lekarza poza miejscem zameldowania. Dodajmy jeszcze do tego zarżnięcie kandydatury Cimoszewicza i mamy pełny obraz tego jak media lubią lewicę.

Patrząc na całą sytuację, nie wiem czy Kwaśniewska na pewno nie będzie kandydować. Jeżeli jest tak rozsądna jak ją malują, to wyjedzie niedługo z Polski albo zaszyje się gdzieś na uboczu, żeby jej nie kusiło.

Tak czy inaczej, nie da się nie stwierdzić, że media to wciąż potęga. Jakby nie było mamy kandytatkę prosto spod prasy.

Do następnego,

Intel-e-gent

niedziela, 26 kwietnia 2009

Tydzień zaczął się Kurskim a skończył Kaczyńskim. Tak najprościej można podsumować to co działo się od poniedziałku do niedzieli. Kłopot zaczyna się gdy szukamy czegoś co najbardziej zapadło w pamięć. Nasi politycy fundują nam tyle wrażeń każdego dnia, że chwilami mam wrażenie, że nawet nastawione na maksymalny przerób newsów media mogą mieć kłopot z ich przetrawieniem. 

Prawo i Sprawiedliwość dwoiło się i troiło, aby udowodnić, że jest wspaniałe, a Platforma jest zła. Na nieszczęście dla partii prezesa Kaczyńskiego najpierw okazało się, że krytyka sposobu obsadzania posad ze strony partii która jeszcze niedawno stosowała te same metody jest mało wiarygodna, a następnie sąd skazał słynny spot PiSu na banicję.

I gdy jeszcze Palikot dołożył Kaczyńskiemu jego własną ulubioną bronią czyli teczką można było zauważyć, że Jarosław Kaczyński chyba się podłamuje, bo od obecności w Sejmie na konferencji organizowanej przez PiS wymówił się chorobą. Ale odsiecz przyszła z najmniej spodziewanej strony...

Platforma Obywatelska, stosunkowo skutecznie wymigująca się od zarzutów prowadzenia kampanii wyborczej za zagraniczne pieniądze (Europejska Partia Ludowa), strzeliła sobie w stopę. Na konferencję z okazji pięciolecia akcesji do Unii, najbardziej zasłużonych polityków w tej materii (Kwaśniewski, Miller) zaproszono jako statystów, a zaproszenie dla prezydenta Kaczyńskiego zaadresowano "Lech Kaczyński", co jest przegięciem. O dziwo, Lech Kaczyński się nie obraził. Niemniej powstała nieprzyjemna atmosfera, będąca zasługą Platformy, która chciała konferencję wykorzystać w iście pisowski sposób - chciała sprawić wrażenie, że akcesja do UE jest sukcesem PO.

Nic jednak nie przebije Anny Fotygi mówiącej o tym jak bardzo poraniona czuje się polityką rządu, o którego reprezentowanie się starała. Jeżeli szukamy najgorszego tekstu na rozmowę kwalifikacyjną, to ten niewątpliwie nim jest...  

 

Do następnego,

Intel-e-gent

 

 

niedziela, 19 kwietnia 2009

Wydawało się, że najbardziej interesujacymi punktami minionego tygodnia będą konwencja wyborcza SLD i nowy spot PiSu, bo jakoś sondaże pokazujące, że prezydentowi rośnie, a premierowi maleje budziły mało emocji... A awantura o to kto kogo i jak ma informować o dużych pożarach szybko zrobiła się zbyt groteskowa, aby interesować i mnie, i opinię publiczną. 

Ale Kancelaria Prezydenta, a przynajmniej miła wiewórka z tejże, nie zawiodła. Ujawniono, że zamawianych jest dużo butelek tzw. minialkoholi, czyli popularnych maluchów bądź małpek. I już wszyscy zastanawiają się nie nad tym co powiedział w Poznaniu Napieralski (a zdeklarował między wierszami marsz SLD na wojnę z Kościołem), ani nie nad tym co PiS zrobił w swoim spocie (a wypunktował Platformę bardzo celnie, choć z subtelnością kija bejsbolowego), tylko nad tym czy prezydent ukrywa małpeczki po kieszeniach czy nie.

Z okazji natychmiast skorzystał Janusz Palikot, któremu zaczęło być gorąco od wpłacanych onegdaj przez studentów pieniędzy. Media jakoś nie bardzo chcą uwierzyć, że nie maczał w tym palców, ale teraz uwaga mediów skupiona jest na tym co prezydent trzyma w ręku gdy go nie widać, więc Palikot poszedł za ciosem i oświadczył, że zada pytanie o alkoholizm wprost. Po czym dodał, że jeśli prezydent nie odpowie do środy, to przekaże sprawę Marszałkowi Sejmu.

Który to zastępuje prezydenta, gdy ten funkcji pełnić nie może. A raczej nie będzie mógł jej pełnić, jeśli okaże się, że jest alkoholikiem i musi przejść odwyk. Nawet Lechowi Kaczyńskiemu trudno będzie pełnić swoją funkcję z kliniki odwykowej, chyba że podstawi za siebie brata, ale my już nauczyliśmy się ich rozróżniać...

Tak więc tydzień zaczął się od awantur o budzenie, a skończył pytaniem czy prezydent Lech Kaczyński jest alkoholikiem czy nie...

Czasami czuję się jakbym był w cyrku i oglądał występy małpek, bo jakoś powagi już mi brak.

Do następnego, 

Intel-e-gent 

poniedziałek, 06 kwietnia 2009

Sam już czasami nie wiem w jakim kraju żyję, ale odnoszę wrażenie, że w Polsce czyli nigdzie. Bo co to za państwo, w którym zaatakowany szef Instytutu Pamięci Narodowej broni się rzucając teczką w byłego prezydenta, a obecny premier z obecnym prezydentem ujawniają treści notatek, które powinny być tajne? 

Na początku tygodnia okazało się, że IPN jest Istną Przechowalnią Nawiedzonych. Pracownicy IPN pomagają w pisaniu prac magisterskich atakujących jednego z byłych prezydentów (pal licho tę pracę magisterską, niech sobie piszą takie), a autorów takich prac przechowuje się na bezpiecznych posadkach archiwistów. Gdy wszyscy dookoła protestują szef IPN broni się najpierw mądrze (wolność słowa!), a potem w swoim stylu, rzucając na wiatr oskarżenia, że Aleksander Kwaśniewski to TW Alek, choć jako żywo ex-prezydent w redakcji Polityki nie pracował... 

Z kolei potraktowany pracą magisterską Lech Wałęsa, zamiast powiedzieć "Tak, popełniłem w młodości błędy. No i co z tego?", obraził się na cały świat i powiedział, że już nie będzie się udzielać publicznie, a nawet "Nobla odda". Po czym natychmiast złamał własne obietnice, tłumacząc się, że go proszono... A przecież to, że w młodości był warchołem w niczym nie umniejsza jego zasług. Można wręcz rzec - modelowy przykład na to, że z każdego mogą być ludzie.

Aleksander Kwaśniewski olał atak Kurtyki, zresztą całkowicie słusznie, bo za chwilę zaczęły się korowody Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska wokół szczytu NATO, szczytu UE-USA w Pradze i ogólnie wokół polityki zagranicznej, co do której istnieją poważne rozbieżności pomiędzy dwoma adwersarzami najbliższych wyborów prezydenckich. 

Jakby ktoś nie zauważył, trwa kampania prezydencka do wyborów 2010 i wygląda na to, że wygra je Andrzej Lepper jako siła spokoju i umiarkowania. To co pokazują sobą Donald Tusk i Lech Kaczyński zaczyna bowiem przerastać zdolność rozumienia zarówno obywateli jak i komentatorów.

Najpiew okazało się, że Obama nie chciał się spotkać z Lechem Kaczyńskim, w związku z czym ten zapałał nagłą chęcia wyprawy do Pragi, wbrew wcześniejszym ustaleniom, że na szczycie UE-USA obecny będzie tylko Donald Tusk. Premier ustąpił (zadziwiające jest jak łatwo ustępuje on Lechowi Kaczyńskiemu), po czym wykorzystał niezręczność prezydenta (oraz jego przekonanie o własnej doskonałości) atakując go za samodzielne prowadzenie polityki zagranicznej i postępowanie wbrew nakreślonej przez rząd strategii negocjacyjnej.

Pomińmy fakt, że strategia ta była cokolwiek naiwna. Rolą prezydenta nie jest bowiem prowadzenie polityki wbrew rządowi. Skoro szef MSZ poinstruował prezydenta co ma robić, to ten powinien był to zrobić. Miejsce na dyskusję było w momencie udzielania instrukcji, a nie później.

Niestety, dyskusja trwa teraz, a świat przygląda się temu z rosnącym zdumieniem, okazuje się bowiem, że w Polsce, czyli nigdzie, mamy dwa różne ośrodki władzy prowadzące własną politykę zagraniczną. I nagle okazuje się, że USA miały rację informując Polskę o wszystkim poprzez media, bo konsultowanie z Warszawą czegokolwiek jest stratą czasu. Nawet jeśli premier się zgodzi, to prezydent będzie miał odmienne zdanie. Albo odwrotnie. Jedyne w czym Tusk z Kaczyńskim się zgadzają to robienie sobie zdjęć z Obamą i żebranie na kolanach o Tarczę. Nawet Amerykanie są zniechęceni tym, że ktoś chce im robić dobrze na siłę...

I tak sobie minął kolejny tydzień. W Polsce, czyli nigdzie.

W dodatku mamy teraz dwóch Ubu-króli. 

Do następnego,

Intel-e-gent 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery