Lewicowy punkt widzenia
niedziela, 19 marca 2017

Obsesja pisowskich mediów na punkcie instrukcji dla dziennikarzy RASP jest fascynująca. Oto bowiem propagitatorzy posłusznie wykonujący każde polecenie z Nowogrodzkiej i reagujący orgazmem na wszystko, co z ust uleje się Jarosławowi Rajmundowiczowi Kaczyńskiemu krytykują, że jakaś korporacja* śmie wysyłać swoim pracownikom dość ogólną instrukcję informującą jaka jest linia programowa firmy. Ja bardzo przepraszam, ale co w tym złego? Szczególnie, że media należące do RASP, choćby Fakt biją równo. Poprzedni rząd bili i obecny też. Poza tym, to nie są media publiczne, finansowane z podatków, tylko korporacyjne, finansowane z pieniędzy klientów i reklamodawców. Nie muszą być obiektywne, tylko są zobowiązane do zachowania rzetelności dziennikarskiej. Jakoś nie widzę tej rzetelności i obiektywizmu w obecnych mediach publicznych (które zaiste są "publiczne"). 

Powiedzmy sobie wprost - tzw. dziennikarze TVP i innych propisowskich mediów nie mają najmniejszego prawa krytykować kogokolwiek za działanie według instrukcji z góry. Po pierwsze, ludzie tacy jak Paczuska, bracia Karnowscy czy inni Sakiewicze najwyraźniej nie potrafią nawet własnego tyłka znaleźć bez instrukcji od Kaczyńskiego i jego totumfackich. Po drugie, te wszystkie Pereiry i inne Wildsteiny dowiodły wielokrotnie, że z obiektywizmem mają tyle wspólnego co Lenin z demokracją. 

Moim zdaniem każda firma medialna (z wyjątkiem o którym zaraz) ma prawo do ustalania swojej linii politycznej. Dlatego męski narząd płciowy wulgarnie mnie obchodzi, czy na zebraniach redakcyjnych w GPC czy w innych "wSieci" zastanawiają się czy fellatio Kaczyńskiemu robić na klęczkach, czy może kucając. To ich sprawa i ich czytelników. Także RASP ma prawo do jakiejś ogólnej linii. Wyjątkiem są tutaj media publiczne finansowane za pomocą danin publicznych, a więc także przez tych, którzy swoje gorące uczucia dla Jarosława Rajmundowicza najchętniej wyraziliby miotaczem ognia. Media publiczne powinny zachować obiektywizm i nie zajmować się propagitką. Natomiast wszystkie media informacyjne powinny dochować minimum dziennikarskiej rzetelności. Co akurat jest pojęciem szerzej nie znanym w pokornych mediach. 

Atak na niezależne od PiS media nie jest, oczywiście, przypadkowy. Jarosław Rajmundowicz Kaczyński wielokrotnie już sam albo przez swoich totumfackich dawał znać, że nie podoba mu się sytuacja, w której nie kontroluje jakichkolwiek mediów (oficjalny powód - są niemieckie). Tym samym jasno dawał do zrozumienia, że podobają mu się wzorce ze Wschodu (i nawet nie trzeba w ChRL szukać). Posłuszni i pokorni tzw. dziennikarze TVP czy innych GPC będą teraz atakować resztki wolnych mediów, by pomóc Jarosławowi Rajmundowiczowi w realizacji jego wizji Polski. I będą to robić zgodnie z instrukcją. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Autopromocja: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

 

*Dla jasności - współpracuję z RASP pisząc czasem dla Fakt24.pl teksty o tematyce konsumenckiej i gospodarczej

21:16, intel-e-gent , PiS
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

Przez pisowskie, ale także przez centroprawicowe media przetoczyła się już fala sugestii jakoby Jarosław Kaczyński był takim geniuszem, że zaplanował całą hucpę jaką odstawiła polska dyplomacja od a do z, byle tylko Donald Tusk nie wrócił do Polski i nie został liderem opozycji. Dziś, jak widzę, niezależne od rozumu kaczyńskie media rozpisują się o zemście na zidiociałym na starość Jacku Saryuszu Wolskim jaką miała jakoby wywrzeć Platforma w europarlamencie. 

Jedyną zemstą, jaką obserwujemy, jest zapiekła vendetta Jarosława Kaczyńskiego na Donaldzie Tusku (który notabene nagrabił sobie nie wysyłając JK przed Trybunał Stanu i do więzienia) głównie za domniemane krzywdy. Choć prezes PiS (wybrany ponad 99 procentami głosów członków swojej partii, wynik godny Kimów) bardzo chce się zemścić, to zemścić się nie może, bo działa bez planowania strategicznego. 

Gdyby bowiem chciał się zemścić i usunąć Tuska z zajmowanego stołka, wystarczyło nie robić nic. Polityka równowagi politycznej w Unii zapewne doprowadziłaby do wybrania kogoś z innej, niż Tuska, frakcji politycznej w UE. Gdyby polska dyplomacja nie zrobiła nic w kierunku wyboru Tuska lub przeciwko - prawdopodobnie Donald pakowałby już walizki i szukałby jakiegoś przyjemnego kraju, którego nie wiąże z Polską umowa o ekstradycji (bo Donald Tusk idiotą nie jest i wie, że Kaczyński et consortes szybko znajdą dla niego areszt wydobywczy). Tymczasem kaczyńska dyplomacja pierdziała coś o niechęci do Tuska, rzucała niezrozumiałe aluzje oraz współgrała z propagitkami niezależnych od rozumu kaczyńskich mediów o tym, że Tusk jest czemuś winien. Ponieważ zaś Polska, przy okazji, sprawia sporo problemów (kwestie praworządności, na przykład), w UE potrzebny jest w miarę wysoko ktoś, kto Polskę choć trochę rozumie. Pod ręką był Donald Tusk. 

Kaczyńskiemu tak bardzo zależało na ściągnięciu Tuska za wszelką cenę, że przegapił to proste rozwiązanie. Zamiast tego kaczyńska dyplomacja rozpoczęła lobbowanie za nowym kandydatem (w dziwnym przeświadczeniu, że ma to być Polak) na tydzień przed momentem wyboru. Każdy, kto choć trochę miał kontaktu z polityką w partii, w której odbywają się realne wybory, a nie namaszczenia jak w PiS, wie o tym, że ucieranie kandydatur na stołki trzeba zaczynać na długo przed wyborami. Działania w ostatniej chwili kończą się zazwyczaj źle, chyba że dana organizacja się wali. Jak widać UE jeszcze trochę dyszy. 

A za co tak mści się Jarosław Kaczyński? Ano przede wszystkim za to, że Tusk śmiał z nim wygrać wybory w 2007 i 2011. Kolejna rzecz, śmiał popierać Komorowskiego, z którym Jarosław przegrał mimo grania na litości wyborców po śmierci swojego brata. Którego to brata truchłem Kaczyński od początku pogrywa politycznie z całkiem imponującym (muszę przyznać) skutkiem. Tusk śmiał też nie wtrącać się w śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej i nie zgadzać się, że był to zamach i w ogóle zabójstwo (ciekawe, o czym to Jarosław rozmawiał z Lechem na chwilę przed katastrofą? Czy sugerował lądowanie za wszelką cenę?). I śmiał się też nie zgadzać z twierdzeniem, że Lech wielkim prezydentem był i basta, choć z osiągnięć miał tylko śmierć w fatalnym wypadku za to w symbolicznym miejscu. Bezczelność Donalda Tuska zaiste jest tak wielka, że trzeba koniecznie ciągać go przed oblicza miernych ale wiernych kaczystom prokuratorów i udawać, że przecież niczego się o tym nie wie. 

Tak w ogóle, to ja doskonale rozumiem, że spisiały rząd RP nie widzi możliwości współpracy z Tuskiem. I doskonale rozumiem, że nie chce go na stanowisku, na który został ponownie wybrany. Ale należało to inaczej rozegrać bez robienia z Rzeczypospolitej nieprzewidywalnego partnera, którego nikt poważnie traktować nie będzie chciał. I może bez rozbijania jedności UE od środka. Bo takie to osiągnięcia zaliczyła spisiała dyplomacja. A to opłaca się tylko jednemu państwu. Z czego Jarosław Rajmundowicz powinien doskonale zdawać sobie sprawę. Gdyby był takim geniuszem strategii za jakiego się go uważa. 

Do następnego (?)

Intel-e-gent 

Autopromocja ujmy nie przynosi: 

Wyprzedź służby państwa PiS - śledź mnie na Twitterze 

Lubisz dobre dialogi i wciągające historie? Kup moją powieść

23:03, intel-e-gent , PiS
Link Komentarze (4) »
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
A tu efekty mojej pracy ;)
Nie tylko bloger czyli...
Zaglądam i polecam

Komentarze.eu - 
Przegląd polskiej blogosfery