Lewy Sierpowy - lewicowy punkt widzenia

Wpisy z tagiem: PIS

czwartek, 18 marca 2010

Trwa przesłuchanie Zbigniewa "Zero" Ziobry przed sejmową komisją śledczą. Były minister sprawiedliwości próbuje udowodnić, że Andrzej Lepper wiedział o prowokacji i uniknął w ten sposób zatrzymania.

Zbigniew Ziobro i Arkadiusz Mularczyk / fot. M. Grzelak /Agencja SE/East News

Zbigniew Ziobro i Arkadiusz Mularczyk / fot. M. Grzelak /Agencja SE/East News

Zeznania Ziobry są całkiem składne. Przygotował się chłopak do nich całkiem nieźle, ale póki co trwa jego swobodna wypowiedź i na pytania od komisji szans nie ma, bo Ziobro najwyraźniej chce "zagadać" komisję i uniknąć pytań, w czym dzielnie sekundują mu posłowie PiS będący członkami komisji. Nie jest to dla mnie problemem, gdyż Ziobro ma prawo do swobodnej wypowiedzi i ograniczać się nie musi.

Natomiast dziwi mnie co innego. Nie wiem czy pamiętacie małą aferkę rozpętaną m in. przez Wyborczą i TVN gdy Arłukowicz porozmawiał z Błochowiak, ale dziś zobaczyłem coś podobnego i to razy dwa.

Najpierw ze Zbigniewem Ziobro rozmawiał Andrzej Czuma, przewodniczący komisji. Obaj, co zarejestrowały kamery TVP Info coś sobie nawzajem tłumaczyli, a przynajmniej taki wniosek można wysnuć z tego co było widać.

Następnie przedstawiciel Lewicy w komisji zwrócił uwagę, że Zbigniew Ziobro o czymś rozmawiał z Arkadiuszem Mularczykiem.

I teraz zastanawiam się usilnie nad dwiema kwestiami - co sobie tłumaczyli Ziobro z Czumą i o czym były minister sprawiedliwości rozmawiał w kuluarach z Mularczykiem?

Macie pomysły?

No i czemu jeszcze TVN nie robi z tego afery?

 

Do następnego,

Intel-e-gent

wtorek, 09 marca 2010

Podczas kongresu PiS politycy Prawa i Sprawiedliwości wypowiadali się w kuluarach o możliwej koalicji z SLD, myśl tę podchwycił Aleksander Kwaśniewski i... w zasadzie nie ma ważniejszej informacji z naszego politycznego światka. Może poza prawyborami w PO, odmienianymi przez wszystkie przypadki.

Ponieważ media głównego nurtu z rozkoszą rzucają się na takie kąski, warto się zastanowić czy taka koalicja jest rzeczywiście realna i komu opłaca się mówienie o niej.

Warto zacząć od tego, że najważniejsza w tej chwili osoba w SLD, zaraz po przewodniczącym, czyli kandydat tej partii na prezydenta Jerzy Szmajdziński, stanowczo odżegnuje się od takiej możliwości. W podobnym tonie, choć bardziej dyplomatycznie, wypowiada się też sam Grzegorz Napieralski. Żeby było śmieszniej wtóruje mu uznawany za jego konkurenta Wojciech Olejniczak. Jeżeli dodamy do tego wypowiedzi Joanny Senyszyn i Leszka Millera, to uzyskamy wręcz fascynujący obraz dawno nie widzianej w SLD monolitycznej jednomyślności. A jednak media co i rusz twierdzą, że SLD chce koalicji z PiS, a PiS chce koalicji z SLD.

Stanowczości w odżegnywaniu się od takiej koalicji nie widać natomiast w Prawie i Sprawiedliwości, którego prezes szuka każdego sposobu na to, by wrócić do władzy. Moim zdaniem dla Jarosława Kaczyńskiego bardziej liczy się "straszenie" koalicją z SLD niż realna możliwość jej zawarcia. Nie da się bowiem ukryć, że o ile koniec Jarosława Kaczyńskiego może oznaczać koniec PiSu jaki znamy (i być może zjazd zjednoczeniowy PO z PiSem), o tyle moment, w którym media zaczną traktować SLD jako alternatywę dla PO (którą notabene SLD jest) będzie oznaczał koniec Prawa i Sprawiedliwości. A resztki po tej partii rozdrapią drobne ugrupowania skupione wokół ojca Rydzyka.

Z podobnych powodów "wmawianie" takiej koalicji może opłacać się Platformie Obywatelskiej, która "wpychając" tak różne od siebie opozycyjne partie do jednego worka ma szansę ustawić siebie na pozycji jedynej możliwej alternatywy wobec etatyzmu i groźby podwyższania podatków (co ciekawe PO zwiększa zakres etatyzmu i podwyższa podatki, ale po cichu i w glorii partii liberalnej). Oczywiście partii Donalda Tuska najbardziej opłacałoby się, gdyby i SLD, i PiS zniknęły przez to w odmętach niepamięci, ale wydaje się, że bardziej liczy się tu podkreślanie tego, że PO jest tą jedyną partią liberalną, tym mocniejsze im mniej liberalna (tak gospodarczo, jak i przede wszystkim światopoglądowo) się staje.

Aleksander Kwaśniewski uszczęśliwił jedną, chyba nieprzemyślaną, wypowiedzią dwóch ludzi - Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Media rzuciły się bowiem nie na PiS, a na SLD, choć wydawałoby się, że współpraca, nawet rozważana teoretycznie, z odwiecznym wrogiem powinna bardziej szkodzić Prawu i Sprawiedliwości, które jest przecież partią pogrążoną mocno w głębinach Pamięci Narodowej, tak głęboko, że aż na granicy histerii. Tymczasem baty za takie pomysły zbiera przede wszystkim lewica zaś Platforma wychodzi na jedyną liberalną partię, którą de facto nie jest.

Powód jest, oczywiście, prosty. Po tym jak PiS zawarł koalicję z Samoobroną, zdziwić w działaniach prezesa może niewiele. Zastanawia jednak czemu tak słabo prezentuje się dochodzące ze strony SLD mocne głosy, które twierdzą, że koalicja z PiSem jest dla SLD nie do pomyślenia?

Zapraszam do debaty PiSolew - realna szansa czy utopia? na blogorum Debata

Do następnego,

Intel-e-gent

wtorek, 02 marca 2010

Wciąż pojawiają się nowe informacje na temat działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego i jego działalności. Dziś wypłynęły zeznania Piotra Ryby. Sensacyjne, raczej.

Piotr Ryba już w 2008 roku sugerował, że próbowano wymusić na nim zeznania obciążające nie tylko Andrzeja Leppera, ale i innych polityków, w tym Jerzego Szmajdzińskiego i Grzegorza Schetynę. Ale dziś ujawnił rzecz sensacyjną.

Okazuje się, wedle słów Piotra Ryby, że agent CBA groził mu śmiercią, o ile Ryba nie złoży zeznań zgodnych z tym czego chciało od niego Biuro. Jeżeli to zeznanie Piotra Ryby jest prawdziwe, to mamy bardzo mocny dowód na to jak bardzo zdemoralizowane jest Centralne Biuro Antykorupcyjne. W to, że wiele się zmieniło po wymianie kierownictwa nie wierzę, bo należałoby wymienić wszystkich pracowników, aby wyplenić skłonności do takich działań.

Po chwili zastanowienia, jestem w stanie Rybie uwierzyć, choć wierzyć mi się mu nie chce, bo myśl, że w Polsce ktokolwiek chciał stosować takie metody jest trudna do przyjęcia. Jednak wszyscy widzieliśmy jak działało CBA i jak bardzo dla Mariusza Kamińskiego cel uświęcał środki. Tak bardzo, że nawet zepsuto "aferę hazardową", a przecież wystarczyło jeszcze parę miesięcy zbierania dowodów, by (wedle wszelkiego prawdopodobieństwa) mieć mocne dowody na "Mira" i "Rycha". Ale Kamiński chciał przy okazji uderzyć w Tuska i zepsuł wszystko.

Z zeznania Ryby wyłania nam się obraz CBA, które zaczynało się zamieniać w jakiś odpowiednik Gestapo albo NKWD i ścigając korupcję nie zamierzało się przejmować powolnym gromadzeniem dowodów, ale wolało działać według schematu "dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie". Gorzej, że jest to dokładnie to, przed czym ostrzegano już przed powołaniem CBA, a co zostało zignorowane między innymi przez polityków Platformy.

Jednak najważniesze jest to, że tego typu mentalność w CBA była tolerowana przez najważniejszych ludzi w państwie i zeznanie to obciąża bezpośrednio ówczesnego premiera czyli Jarosława Kaczyńskiego, gdyż zgodnie z ustawą CBA podlega bezpośrednio prezesowi Rady Ministrów.

Nagle potwierdzają się najgorsze obawy i największe czarnowidztwo. Jarosław Kaczyński naprawdę dążył do państwa niedemokratycznego, wręcz dyktatury.

I pojawiają się też pytania do Donalda Tuska. Dlaczego jako premier tolerował istnienie CBA pod szefostwem Mariusza Kamińskiego? I dlaczego nadal nie chce dokonać zmian w ustawie o CBA mających na celu zwiększenie kontroli nad poczynaniami tej służby? Względnie czemu jeszcze CBA nie zostało zlikwidowane?

Mniej jednak ważne są pytania do Tuska, który miał sporą szansę być taką samą ofiarą CBA, a ważniejsze są pytania do Jarosława Kaczyńskiego, który za działalność CBA odpowiedzialność ponosi niemal w tym samym stopniu co Mariusz Kamiński. To Jarosław Kaczyński chciał nam zafundować brutalną dyktaturę. Przerażające jest w tym kontekście to jakie miał (i ma nadal) poparcie.

I dziwi mnie teraz jeszcze tylko to, czemu CBA jeszcze istnieje.

Do następnego,

Intel-e-gent

środa, 24 lutego 2010

Trybunał Konstytucyjny z każdym rokiem coraz lepiej potrafi uzasadniać ustawy, które z Konstytucją mają tyle wspólnego, że ją łamią. Wielokrotnie już dowodził, że czarne jest białe, gdy chodziło o ochronę przywilejów Kościoła i łamanie wolności sumienia. Dziś zaś, kolejny raz, dokonał woltyżerki, która w cyrku wzbudziłaby wielkie brawa. Kłopot w tym, że Trybunał nie jest miejscem na takie zabawy.

Sędziowie Trybunału zalegalizowali prawicową zemstę na funkcjonariuszach dawnych resortów siłowych. Przypomnijmy, że w ramach tej zemsty posłowie PO i PiS zastosowali odpowiedzialność zbiorową i w ustawie o zmniejszeniu "esbeckich" emerytur potraktowali tak samo funkcjonariuszy którzy zajmowali się biciem opozycji po głowach jak i tych, którzy narażali życie ścigając autentycznych kryminalistów.

Ciekawostką w orzeczeniu TK jest powołanie się na przykłady krajów sąsiednich, tak jakby sędziowie Trybunału zapomnieli, że polskie prawo nie przewiduje instytucji precedensu, a wzorcami sąsiadów kierowaliśmy się we wczesnych latach PRL i chyba nie jest zbyt mile wspominane.

Znacznie ważniejszy jest jednak fakt, że wyjątkowo dużo sędziów złożyło zdanie odrębne, w tym również prezes składu orzekającego. Świadczy to o wysokim stopniu zideologizowania wyroku i samego Trybunału, który zresztą lada moment jeszcze bardziej się upolityczni, bo zarówno PO jak i PiS proponują na nowych sędziów osoby o małym autorytecie prawniczym, za to zasłużonych politycznie. Oznacza to, że powoli możemy przestać liczyć na to, że Trybunał w sprawach naprawdę ważnych będzie chronił praw i wolności obywatelskich.

Oczywiście, prawicowi publicyści podniosą larum z powodu uznania za niekonstytucyjne obniżenia emerytur członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i będą krzyczeć, że "Trzeba im obciąć emerytury, bo dawni opozycjoniści głodują". PO i PiS będą zapewne konkurować kto szybciej złoży projekt nowej ustawy, która ostatecznie rozprawi się z dawnymi "esbekami" i Jaruzelskim. W międzyczasie posłowie tych partii będą każdej niedzieli klęczeć w kościołach i udowadniać swoje chrześcijańskie miłosierdzie. Nie ma lepszego dowodu na nie niż zemsta na bezsilnym przeciwniku.

Wyrok Trybunału niepokoi mnie bardzo, gdyż do pewnego stopnia legalizuje w Polsce zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Może i polskie prawo nie zna precedensów, ale orzecznictwo jest ważną wskazówką dla sędziów wydających wyroki w przyszłych sprawach, także dla sędziów TK. Dziś pognębiono esbeków, przy aplauzie części mediów i tłumów. Jutro ustawodawca może zechcieć pognębić kogoś zupełnie innego. I zrobi się strasznie.


Do następnego,

Intel-e-gent

czwartek, 18 lutego 2010

Wraz z nadchodzącym początkiem oficjalnej kampanii wyborczej (tak naprawdę trwa ona przecież od 2005 roku i ani na chwilę się nie zatrzymała) można odnieść wrażenie, że czeka nas spektakl tyle krwawy co przewidywalny. Znów będziemy mieli igrzyska na arenie zamiast dyskusji na forum.

Prawo i Sprawiedliwość wystartowało sugestiami, że na jednego z możliwych kandydatów PO ma jakieś bliżej nieokreślone "haki". Przy czym nikt nie nazwał tego hakami. Po prostu Jarosław Kaczyński zasugerował, że coś przyczyniło się do dymisji Radka Sikorskiego.

W obronie Platformy odezwał się... Roman Giertych, który zarzucił Kaczyńskiemu, że gromadził teczki na konkurentów (a nawet na członków swojego rządu spoza PiS). Mimo że ze strony PiS doszła zapowiedź pozwania Giertycha, nie tylko ja, ale wręcz większość komentatorów politycznych jest skłonna uwierzyć, że coś jest na rzeczy i jakieś teczki mogą jeszcze wypłynąć w trakcie kampanii. Z pewnością Jarosław Kaczyński zdołał zgromadzić sporo informacji i plotek w trakcie rządów i na pewno sporządzono dla niego jakieś dowody. Można zresztą przypuszczać, że te dowody i informacje były aktualizowane na bieżąco do października zeszłego roku. Co byłoby ceną jaką PO będzie musiała zapłacić za to, że Donald Tusk nie spieszył się z reformą lub likwidacją CBA.

PO nie jest jednak bezbronna. Oprócz tradycyjnie już bardziej odpornych na nerwowe sytuacje "frontmenów" ma też w zapasie wciąż przychylne popularne media i świeżo przejęte CBA które nagle zaczęło funkcjonować w dziewiczej wręcz aurze. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że Donald Tusk będzie umiał powstrzymać się od wykorzystania CBA, skoro oparł się głosom rozsądku zalecającym podporządkowanie tej instytucji ministrowi spraw wewnętrznych i kontroli sejmowej.

Na dokładkę do igrzysk mamy jeszcze Pawła Piskorskiego, który przyciśnięty do muru może ujawnić całkiem sporo różnych grzeszków Platformy, a puszczony wolno może uszczknąć Platformie trochę elektoratu, mimo że SD nie pokazuje świeżych twarzy. W zamian zapowiada się na to, że SD pokaże całkiem świeży program i chyba nie zamierza być partią która podchodzi do życia na klęczkach. Może się więc nam pojawić partia naprawdę liberalna, co dla PO jest śmiertelnym zagrożeniem w momencie, w którym Roman Giertych otwarcie deklaruje sympatię do Platformy, a Jarosław Gowin dyskretnie tokuje byłego ministra edukacji.

Z boku igrzysk zostaje nam podzielona lewica, w której wciąż pierwsze skrzypce gra SLD. Żadna z lewicowych partii nie ma większych szans na to, by stać się podmiotem a nie przedmiotem igrzysk, więc próbują one szukać nisz progamowych, choć SLD przyjmując znów starych wojowników chce nam przekazać, że zamierza gryźć. Szkoda, że starą i sztuczną szczęką, ale cóż, jaki szef, taka szczęka.

Sytuacja SLD jest szczególnie ciekawa, gdyż wystarczy, że choć na moment zacznie się piąć do góry w sondażach (Sojusz albo jego kandydat), by stał się on obiektem ataku zarówno PiS jak i PO. Igrzyska przybiorą wówczas na sile, a Szmajdziński zostanie odsunięty w cień Millera i innych "fajterów", którzy wezmą na siebie ciężar przegranej walki. I tylko programu będzie szkoda, bo z tego co się w SLD przewija w tle wynika, że programem będzie powrót do źródeł, czyli walka o poszanowanie neutralności światopoglądowej państwa i domaganie się większej troski o równy podział dobrobytu, tak by owoce wzrostu nie trafiały tylko do Walterów, Solorzy i innych Kulczyków.

Niezależnie od wszystkiego co szykują nam politycy jest jednak zapowiedź tego, że właśnie nam (tak, nam obywatelom) może udać się wymusić na politykach bardziej merytoryczną dyskusję. Przykład całkiem skutecznego (na razie, bo nie wiadomo czy pomysł nie wróci jako "inicjatywa poselska" albo po wyborach) powstrzymania Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych świadczy o tym, że to właśnie My, obywatele, możemy wymusić na politykach i mediach bardziej merytoryczne tematy. Nawet jeśli podawane są one w sensacyjnej oprawie.

Niestety, najważniejszym warunkiem jest to, żeby Nam się chciało. A nie sądzę, by choćby kilkuset osobom chciało się wymuszać na mediach i politykach merytoryczną dyskusję. Mediom o wiele łatwiej jest serwować nam igrzyska zamiast chleba. A może się mylę?

Zapraszam do dyskusji w ramach blogorum Debata.

Do następnego,

Intel-e-gent

środa, 17 lutego 2010

Komisja do spraw śmierci Barbary Blidy doszła do niewesołych wniosków. Wszystko dzięki raportowi kryminalistycznemu dotyczącemu postępowania na miejscu zdarzenia. Zyskaliśmy w ten sposób parę zagadek, a co poniektórzy stracili pewność, czy aby na pewno ostatnie słowa Blidy przed samobójstwem nie brzmiały "Niech pani nie strzela".

Dla mnie, najbardziej zagadkowe są cztery fakty:

1. Czemu na rewolwerze nie znaleziono żadnych odcisków palców ani żadnych śladów wskazujących na to gdzie był przechowywany, a znaleziono tylko kilka włókien (z szmatki, którą wytarto broń?) i ledwie wykrywalne ślady DNA?

2. Czemu nie zabezpieczono natychmiast miejsca zdarzenia i ubrania agentki, która rzekomo próbowała Blidę powstrzymać? Przecież procedura zabezpieczania miejsca zdarzenia jest podstawową procedurą w takich sytuacjach i nawet najmniej rozgarnięty dowódca powinen wydać taki rozkaz natychmiast.

3. Dlaczego na kurtce, ubraniu i rękach agentki, która rzekomo próbowała ratować Blidę nie ma śladów krwi i prochu z pistoletu Blidy, a są ślady po innej broni?

4. Jakim cudem ABW nie zabezpieczyła rewolweru Blidy natychmiast po wejściu do jej domu? Początkowo ABW zaprzeczała nawet, że wiedziano o tym, że Blida ma broń, ale potem okazało się, że jednak Agencja miała taką wiedzę, więc dlaczego nie zrobiono tego co robi każdy nawet przytępawy glina gdy musi aresztować kogokolwiek, czyli nie pozbawiono Blidy dostępu do broni?

Ten wybór faktów wskazuje na to, że uprawnionym jest myślenie, że Blida kilkakrotnie próbowała popełnić samobójstwo, ale ABW nie zastało jej w domu. Oczywiście, równie prawdopodobna jest teza o szamotaninie i przypadkowym wystrzale, co świadczyłoby o skrajnym wręcz braku profesjonalizmu ABW w tej sytuacji.

Powiedzmy sobie szczerze, że śmierć Barbary Blidy obciąża w tym momencie najbardziej dwóch ludzi - Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę. To ich decyzje doprowadziły do sytuacji w której umarła Blida. Komisja powinna teraz wyciągnąć odpowiednie wnioski i postarać się, aby przez żadnego z tych panów już nikt zabity nie został.

Do następnego,

Intel-e-gent

czwartek, 14 stycznia 2010

Ciężko się czyta wiadomości dowodzące tego, że udało się coś trafnie przewidzieć. Przy czym nie chodzi o rzeczy miłe i przyjemne, a wręcz przeciwnie. Jakiś czas temu, w ramach Debaty o tym co nas spotka w 2010 roku, rzuciłem myśl, że na pewno będzie się atakować Pawła Piskorskiego.

I proszę - wczoraj miał wizytę CBA (którą PO oddało ponoć fachowcom), a dziś możemy dowiedzieć się jakie będzie miał zarzuty.

Dla jasności - nie sądzę, aby Paweł Piskorski zrobił swój, niemały przecież, majątek całkowicie uczciwie. Należy jednak zauważyć, że sprawy te ciągnęły się za nim od lat, a nikt, dosłownie nikt, nie interesował się tym specjalnie. Nawet posłuszni Prawu i Sprawiedliwości prokuratorzy odpuścili Piskorskiemu gdy tylko został wykluczony z Platformy Obywatelskiej.

W ostatnich miesiącach osoba Pawła Piskorskiego zaczęła jednak na nowo wzbudzać zainteresowanie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Nie chciałbym tu tworzyć teorii spiskowych, ale zbiega się to w czasie z przejęciem przez Piskorskiego Stronnictwa Demokratycznego i rozpoczęciem budowania centrowej partii, która może być całkiem porządną alternatywą dla Platformy dla wszystkich, którzy mając liberalne poglądy gospodarcze mają też liberalny światpogląd i dostają drgawek na widok Gowina i reszty Dulskich Platformy.

Dość istotną poszlaką, wskazującą na to, że zainteresowanie Piskorskim ma podłoże polityczne, jest fakt, że w sprawę zaangażowane jest Centralne Biuro Antykorupcyjne, które jest jedyną instytucją spośród organów ścigania, której można użyć niejako "na żądanie". Policja, ABW itp. wymagają dobrze udokumentowanych dowodów lub poszlak by wszcząć bądź odnowić jakieś postępowanie, CBA zaś wystarcza poszlaka z jednego źródła, czego dowiodły już poprzednie akcje tej instytucji.

Ta poszlaka sugeruje nam też, że mogłem mieć rację, twierdząc, że PO przejmuje CBA nie w celu naprawy Biura, a w celu wykorzystania go do walki ze swoimi przeciwnikami, co było (w mojej opinii) drugim dnem odwoływania ze stanowiska szefa CBA Mariusza Kamińskiego w trybie superpilnym.

Paweł Piskorski nie jest aniołem i nie zamierzam go bronić. Nie mam jednak również zamiaru przypatrywać się jak partia rządząca eliminuje potencjalną konkurencję przy użyciu wymiaru sprawiedliwości. Takie praktyki stosował PiS i PO, jak widać, łatwo jest wejść na wydeptaną przez Jarosława Kaczyńskiego ścieżkę prowadzącą do państwa bezprawia.

Do następnego,

Intel-e-gent

Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2009

w kategorii Polityka


Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści C00107

na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto

wtorek, 12 stycznia 2010
Platformie opadło i wszyscy zastanawiają się dlaczego. Ja również.
| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery